Leonard Cohen, jakiego (być może) nie znacie

leonard-cohen
Muzyka popularna składa się z formy i treści. W pewnym momencie kariery Leonarda Cohena (a konkretnie w latach osiemdziesiątych), szlag trafił to pierwsze. Teksty były nadal okej, natomiast towarzysząca im muzyka  już nie. Nawet jeśli sama melodia była w porządku, to aranżacja na syntezatory, automat perkusyjny (albo perkusję, która brzmiała jak automat perkusyjny) i chórki, zabijała piosenkę. Oprócz tego, utwory z tego okresu są za długie, a Cohen bardziej mruczy, niż śpiewa. Najlepszym przykładem, o którym już zresztą pisałem, jest Hallelujah, które dopiero po opracowaniu przez Johna Cale’a, a potem Jeffa Buckleya, okazało się arcydziełem. Jednak kiedy Leonard Cohen, pod koniec lat sześćdziesiątych, zaczynał karierę piosenkarza, jego muzyka była zupełnie inna. I o wiele lepsza.
Jedna z najlepszych składanek w historii rocka
Jedna z najlepszych składanek w historii rocka

Jak większość osób, znałem tylko późniejszą twórczość Cohena. Wszystko zmieniło się, kiedy w ogólniaku usłyszałem składankę Greatest Hits (dostępną także pod tytułem The Best of, z tym samym materiałem i okładką). Byłem zdezorientowany: składanka wydana w roku 1975 (a przecież Cohen to piosenkarz z lat osiemdziesiątych), delikatne, akustyczne aranżacje (gdzie perkusja o dźwięku “pszszsz”?), no i głos – zamiast niskiej melorecytacji, całkiem znośny śpiew. Suzanne, Last Year’s Man, Who by Fire, Famous Blue Raincoat, Chelsea Hotel No. 2, Bird on the Wire, The Partisan – tytuły, których wcześniej nie znałem, a za którymi kryją się jedne z najlepszych piosenek dwudziestego wieku. Komu nic nie mówią, ten powinien natychmiast coś z tym zrobić. Nawet, jeśli zmienia stację radiową przy pierwszych dźwiękach In My Secret Life.
Osobom pragnącym wyjść poza dwanaście piosenek ze wspomnianej składanki polecam szczególnie dwie płyty: Songs of Leonard Cohen (1968) i Songs of Love and Hate (1971). Pierwsza z wymienionych to późny debiut Cohena, który był już w miarę znanym pisarzem i poetą, kiedy postanowił zaśpiewać swoje wiersze. Oprócz gitary akustycznej i łagodnego śpiewu Cohena, słyszymy co jakiś czas (wtedy jeszcze dyskretne) chórki żeńskie i inne urozmaicenia. Słucha się tego fantastycznie – piękna, melancholijna płyta.
Okładki pierwszych czterech płyt
Okładki pierwszych czterech płyt

Nie wiem co stało się w życiu Cohena w ciągu trzech lat dzielących tamten debiut od płyty Songs of Love and Hate, ale trzecia płyta Kanadyjczyka to, pod względem nastroju, zjazd po równi pochyłej do bagna. Romantyczny smutek zastąpiony został przez rozpacz łamaną przez gorycz. Tytuły takie jak Avalanche (Lawina) albo Last Year’s Man (Zeszłoroczny człowiek) mówią wiele. Tak samo, jak pierwsza linijka albumu: “Wkroczyłem w lawinę, zasypała mi duszę” – narkotyki czy tylko depresja? Mamy jeszcze takie Dress Rehearsal Rag, o podobnej “lustrzanej” tematyce, co Tak, tak Obywatela G.C., tylko jeszcze bardziej pesymistyczne. Ogólnie rzecz biorąc, jest to najbardziej ponura płyta, jaką znam. A jednocześnie jedna z najlepszych – pożyczenie jej od jednej z komentujących tu osób było niezwykle ważnym krokiem w rozwoju moich zainteresowań muzycznych (płytę oczywiście zwróciłem).
Zachęcam wszystkich wielbicieli ładnego, akustycznego folku (Bob Dylan, Nick Drake, Joni Mitchell) do posłuchania  twórczości Leonarda Cohena do połowy lat siedemdziesiątych. Później było już różnie, ale pierwsze cztery płyty to naprawdę wspaniała muzyka.  Oto materiały multimedialne:
Suzanne – Niesamowity występ na festiwalu Isle of Wight w 1970 roku. Niestety, urwany początek utworu.
The Stranger Song – Występ telewizyjny, rok 1967.
Avalanche - Niestety późniejsze wykonanie, ale i tak doskonale ciemny utwór. Nic dziwnego, że Nick Cave chciał, aby otwierał on jego pierwszy album z zespołem The Bad Seeds.

Ciekawe cytaty:

And everything depends upon how near you sleep to me (Take This Longing, później sparafrazowane przez The Smiths w Hand in Glove)
Some women wait for Jesus and some women wait for Cain (Last Year’s Man)
It’s true that all the men you knew were dealers who said they were through with dealing every time you gave them shelter (The Stranger Song)
Some girls wander by mistake into the mess that scalpels make (Teachers)
Nawet sobie dziś sprawdzałem to brzmienie, słuchając głośniej niż zwykle. Dotarła do mnie linijka tekstu Avalanche, która wcześniej mi jakoś umknęła: “You say you’ve gone away from me, but I can feel you when you breathe.” Brrrr…
Znalazłem też wykonanie Dress Rehearsal Rag wcześniejsze, niż autorska wersja Cohena. Pani Judy Collins, która chyba też jako pierwsza śpiewała Suzanne:
http://judy-collins-dress-rehearsal-rag-mp3-download.kohit.net/_/627962
Tu esflores speaking - niestety to nagranie zaginęło w boju daję wiec inne w zamian - enjoy
JUDY COLLINS - "Joan Of Arc" by Leonard Cohen. 1989
Nawet niezłe, choć brakuje tych niesamowitych chórków dziecięcych.
PAK W latach osiemdziesiątych istniał chyba jakiś kult wczesnego Cohena. Pamiętam nawet wydawnictwo z podejrzanymi (np. Tonight Will Be Fine na “Dziś w nocy będzie fajnie”) tłumaczeniami tekstów. No i był Maciej Zembaty, który śpiewał po polsku na sposób “piosenka aktorska” piosenki Cohena z całego okresu twórczości. Kasetę Zembatego i wspomniane tłumaczenia znalazłem kiedyś u starszego rodzeństwa. Ludzie w moim wieku nie mieli już niestety okazji zapoznać się nawet z hitem Suzanne – o ile pamiętam, do dziś nie słyszałem go ani razu w radiu. Zresztą nie słyszałem nigdy w radiu ŻADNEJ piosenki Leonarda Cohena sprzed 1985 roku. Ani razu – a pamięć do takich rzeczy mam dobrą.
Autor - Przemysław Jaślan

First we take Manhattan

Famous Blue Raincoat - Leonard Cohen
Chelsea Hotel
Leonard Cohen - Who by fire
Leonard Cohen - Hey, thats no way to say goodbye

Brak komentarzy:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...