Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Depeche Mode - Live In Berlin Soundtrack

Najnowszy album Spirit zbiera cięgi, tymczasem DG o ;
Live in Berlin Soundtrack - koncertowy album Depeche Mode zarejestrowany w dniach 23 i 27 listopada 2013 roku w berlińskiej hali O2 WORLD, występ będący częścią trasy koncertowej Delta Machine Tour, promujący album Delta Machine.
Wydanie albumu koncertowego przez Depeche Mode właśnie w Berlinie jest wydarzeniem symbolicznym, poczynając od hołdu dla niemieckich fanów grupy, uznawanych za najbardziej utożsamiających się z zespołem i jego muzyką, z drugiej zaś strony Niemcy zawsze stanowiły miejsce wyjątkowe dla Depeche Mode, poczynając od niemieckiej awangardy lat 70, która wpłynęła na twórczość zespołu, na nagraniu w Niemczech kilku najważniejszych płyt w karierze Depeche Mode kończąc.
Symboliczny jest także powrót legendarnego współpracownika zespołu, reżysera Antona Corbijna, odpowiedzialnego za takie sukcesy, jak Devotional Tour (1993) czy One Night in Paris (2001). Postęp w stosunku do poprzedniego dość siermiężnego wydawnictwa koncertowego z Barcelony za sprawą Antona jest wyraźny; Depeche Mode, jak żaden inny zespół tego formatu, z ponad trzydziestoletnią nieprzerwalną karierą wciąż potrafi porwać publiczność do zabawy i - co ważne - świetnie z nią współgrać, co bezpośrednio potrafi uchwycić Anton Corbijn.
Album, podobnie jak poprzednie wydawnictwo koncertowe - Tour of the Universe: Live in Barcelona (2010) - prezentuje największe, grane od lat przeboje Depeche Mode z niewielkimi zmianami; brakuje m.in. In Your Room, It's No Good czy Stripped, jednak specyficzny klimat, który potrafi oddać jedynie Depeche Mode i świetne aranżacje w większości bliskie studyjnym oryginałom, wynagradzają i tę niedogodność. Oczywiście pojawiają się i pozytywne niespodzianki w postaci zmian w aranżacji niektórych utworów: A Pain That I'm Used To w wersji Jacques Du Cont mix, w szybkim, dyskotekowo-funkowym tempie, Personal Jesus z bluesowym wstępem, po czym kawałek przechodzi w wersję tradycyjną, Halo w wersji Goldfrapp mix nabiera głębi, mroku i chłodu, zaś zupełnie przeciwieństwo stanowi Just Can't Get Enough - radosne ejtisowe brzmienia połączone z nowoczesnym dyskotekowym beatem.
Na pewno mocną stronę koncertu - pomijając trochę nijaki Precious - stanowią depeszowe standardy: Walking In My Shoes, syntetycznie mroczny Black Celebration, Policy Of Truth, A Question Of Time, tradycyjny punkt kulminacyjny wszystkich koncertów Depeche Mode Enjoy the Silence czy też tradycyjny finał Never Let Me Down Again.
Nawet solówki Martina - But Not Tonight i Shake The Disease - z "akustycznym" akompaniamentem są bez porównania lepsze, dzięki wspaniałej berlińskiej publiczności bijącej na głowę beznadziejną piszcząco-wyjącą publikę z Barcelony, która na ogół nie czuła muzyki Depeche Mode.
Koncertowa setlista (i w ogóle cały Tour) nie zawiera ani jednego kawałka z albumu Sounds of the Universe, którego piosenki - powiedzmy - średnio wypadały na poprzedniej trasie; ich miejsce zajmują świetnie wypadające koncertowo kompozycje z Delta Machine, utrzymane w wersjach identycznych, jak studyjne: Welcome To My World, Angel, Should Be Higher, The Child Inside, Heaven, Soothe My Soul oraz świetnie kończący cały koncert Goodbye. Wielka szkoda tylko, że zabrakło równie rewelacyjnych, granych na Delta Machine Tour Secret To The End i Soft Touch / Raw Nerve.
Autor - Depeche Gristle


Elektric Music - Esperanto



Esperanto - debiutancki album formacji Elektric Music założonej przez byłego muzyka Kraftwerk Karla Bartosa oraz Lothara Manteuffela (ex Rheingold), który nakładem wytwórni SPV ukazał się w 1993 roku. Po opuszczeniu Kraftwerk w 1991 roku (po nagraniu albumu The Mix), Karl Bartos nawiązywał współpracę ze znanymi muzykami spod znaku new wave lat 80, w tym OMD, Bernardem Sumnerem (New Order) i Johnym Marrem (The Smiths), z którymi uczestniczył w nagraniu debiutanckiego krążka formacji Electronic (1991).
Do współpracy przy nagraniu Esperanto Karlowi udało zaangażować się wokalistę OMD Andy'ego McCluskey'ego oraz współtwórcę tekstów i strony wizualnej Kraftwerk - Emila Schulta.
Album otwiera przesiąknięty klimatem z płyt Computer World i Electric Cafe Kraftwerku utwór TV, śpiewany charakterystycznym chłodnym wokalem Karla.
Utrzymany w stylistyce electro lat 80 Show Business, z tekstem autorstwa Andy'ego McCluskey'ego jest próbą muzycznego odcięcia się od twórczości Kraftwerk, poszukiwaniem przez Karla własnego stylu. Jedocześnie kawałek wydaje się być delikatną ironią do mediofobicznego nastawienia Kraftwerku i jego stronienia od świata showbiznesu.
Kompletnym - pozytywnym - zaskoczeniem jest song Kissing the Machine, w którym pierwszym wokalem jest Andy McCluskey, zaś utwór muzycznie śmiało mógłby ukazać się na którejś z ówczesnych płyt OMD - Sugar Tax bądź Liberator, choć kawałek perfidnie porusza temat niemal fetyszowo-seksualną więź (miłość) człowieka i maszyny nawiązując (nieco ironicznie) do tekstów Kraftwerk, raczej nie poruszanych przez OMD (no, może poza albumem Dazzle Ships), to gdyby ukazał się na którejś ze wspomnianych płyt, byłby ich jednym z najmocniejszych punktów. Zresztą Kissing the Machine i tak doczekała się swojego miejsca w dyskografii OMD, po 20 latach ukazała się w nieznacznie zmienionej wersji na krążku English Electric..
O ile Kissing the Machine śmiało mogłaby znaleźć się w dyskografii OMD (i w końcu się znalazła), to Lifestyle śmiało mógłby być utworem Kraftwerk! Najlepszy song na płycie kojarzący się z klimatem Kraftwerk i Depeche Mode, zimnofalowy klimat i industrialny charakter przenikają się wzajemnie; refren śpiewany jest w języku Esperanto, pojawia się także charakterystyczne także dla Kraftwerk (utwór Numbers wykonywany live) miksowanie wokalu. Lifestyle odniósł niespodziewany sukces komercyjny wdzierając się na listy przebojów, konkurując z królującym wtedy na listach tandetnym Euro Dance'em.
Crosstalk w stylu łączącym electro i house, z przetworzonym przez vocoder wokalem przypomina dokonania Bartosa z następnych płyt, w tym Communication (2003) - ten utwór można więc uznać za pierwowzór w twórczości Bartosa.
Information całkiem realnie nawiązuje do utworu Kraftwerk Musique Non Stop, mimo iż jest w niemal morderczym tempie przy nieco leniwym Musique Non Stop, jednak chłodne motywy klawiszy, linia basu, sample i wokalne mixy mówią wszystko.
Esperanto - motyw tytułowy - utrzymany w industrialno-synthpopowym stylu, z charakterystycznymi dla Karla i Kraftwerku zimnymi zagrywkami klawiszy, zaskakuje krzykliwym wokalem Karla w refrenie (śpiewanym po angielsku), z kolei strofy śpiewane są w języku Esperanto - genezy tego fenomenu najprędzej należy szukać w lingwistycznych zamiłowaniach Kraftwerk, na którego albumie Electric Cafe (1986) pojawiają się języki: angielski, niemiecki, hiszpański, francuski; także w utworze Numbers (Computer World) można usłyszeć jeszcze włoski i japoński.
Zamykający album Overdrive (najsłabszy na płycie) jest numerem w szybkim klubowo-house'owym tempie z przetworzonym wokoderowo wokalem i syntezatorowymi industrialnymi rwanymi motywami.
Album Esperanto jest najlepszym krążkiem w dorobku Karla Bartosa, którego największym mankamentem pozostaje uporczywe trzymanie się stylu Kraftwerk, tylko w niewielkim stopniu artysta wypracował własny styl. Zarówno Esperanto, jak i następne albumy sygnowane przez Elektric Music i Karla Bartosa mają charakter koncept-albumów - znak rozpoznawczy Kraftwerk poczynając od 1975 roku, ich muzyczne DNA, od którego Karl Bartos nie potrafił się odciąć.
Autor- Depeche Gristle

Clement Belio - Contrast

Clement Belio jest gitarzystą Itzamna, gra muzykę niezwykle eklektyczną, jak na tak młodego muzyka. Oto co mówi o sobie;
Soooo, my name is Clément BELIO, I'm 23, french, and multi-instrumentalist. Actually I'm firstly drummer, I play the drums since I'm 7 y.o, and when I was 15, began to play guitar. Now I play and record drums, bass, piano, saxophone and vocals too on my own records. Obviously, my rythmic experience led me into Metal. Actually my favorites "genres" would be progressive (metal and rock), jazz (rock, fusion, contemporary), mathrock...  So I like all this weird stuff with complex structure/shapes/chords, polyrythms with cool drums grooves and 8 strings unusual tones... I regulary post on soundcloud, differents style of music... Rock to death metal, jazz to djent, electronic to progressive metal.... Dunno, whatever.... I like music. But as the Periphery-bandwagon is getting pretty big, I tried to do my best with my first EP "Proxima" to get something original, and even more with my second solo EP "Heïa".  With my first solo album "Contrast", released in sept 2014, I tried to resume in 1h20 of music every genre and styles I love now. It's so various and eclectic that you could find it "too much"... And I would understand ! But hey, if you're looking for one genre only, this album may not be for you haha.  As my soundcloud exists for more than 3 years, you can see my progression, in therm of style and technics since the beginning. Now I'm really into jazz stuff, contemporary music, or at least the kind of music that doesn't bother with genre limits...  On my records, I write, play and record all the instruments, mainly drums (with my electronic drum kit), guitar and bass. But piano and vocals too. And uncommon instruments like the Melodica, Kalimba, Bouzouki, Oud, some oriental percussions...)  "If the instrument you play truly defines the way you write a song, why not consider playing more than one instrument ? If eclecticism makes everything better, why not consider listen to more than one genre ? This is what you can listen here. I'm not THAT skilled or THAT polyvalent, I just TRY to do my best using all the instruments I have, in my own way, to make my musical palette larger..."
(http://got-djent.com/band/clement-belio)


Itzamna - Chascade


Muzyka instrumentalna najwyższych lotów. Muzycy o nieprzeciętnych umiejętnościach, ale nie ma wirtuozerstwa, gra całkowicie podporządkowana zamysłowi ogólnemu. Nowy progres, ale nie neoprogres, którego specjalnie nie lubię. Dużo wpływów, inspiracji Bliskim Wschodem, muzyką dawną. Bardzo delikatne, subtelne brzmienia ale jest też czasami wyniośłe. Wszystko jednak przebija fantastyczna melodyjność. Będzie grane, bo coś mi smutno bez dobrej muzyki progresywnej. Więcej na stronie Bandcamp.

Kluster - Zwei-Osterei



Zwei-Osterei - drugi album eksperymentalnej szwajcarsko-niemieckiej formacji Kluster, która powstała w 1968 z inicjatywy Conrada Schnitzlera, Hansa-Joachima Roedeliusa i Dietera Moebiusa jako Die Ensemble Kluster; grupa ulokowała się w Berlinie Zachodnim tworząc legendarne The Zodiak Free Arts Lab, z którym związało się jeszcze wielu innych wykonawców krautrockowych, w tym Agitation Free i Tangerine Dream.
W 1969 trio skróciło nazwę na Kluster, tworząc w swych laboratoriach muzykę eksperymentalną inspirowaną twórczością elektronicznych eksperymentatorów lat 50 i 60 pokroju Sockhousena, Johna Cage'a, Edgara Varese, Pierre'a Schaeffera i innych, odwołując się do futurystów początku XX wieku, manifestu futurystów i The Art. of Noises Luigiego Russolo z 1913 roku, Dadaistów i przedwojennych artystów awangardowych związanych ze szwajcarskim klubem Cabaret Voltaire.
W 1969 roku Kluster nagrał eksperymentalny album Klopfzeichen zawierający dwie eksperymentalne beztytułowe suity w całości wypełniające każdą ze stron płyty; pierwsza zawierająca narrację o charakterze sakralnym, druga instrumentalna. Ten sam schemat był kontynuowany na nagranym 23 lutego drugim albumie formacji zatytułowanym Zwei-Osterei, wv którego skład weszły dwie blisko 23-minutowe beztytułowe eksperymentalne suity.
Ścieżka pierwsza (Electric Music & Text) opatrzona jest religijnym tekstem recytowanym w stylu nazistowskich kronik filmowych z czasów II Wojny Światowej przez Manfreda Paethe, co podkreśla grozę muzyki, która ma bardziej charakter muzyki w tle dla eksperymentalnych kakofonii dźwięków muzyki konkretnej lat 50 i 60. Od pulsujących niczym ból głowy brzęków generatora, na które nakładają eksperymentalne elektroniczne pulsy, chaotyczne brzmienia organów, wszelkie przetworzone akustyczne dźwięki nadające całości industrialnego klimatu, poprzez elektro-akustyczne wibracje z dźwiękami chaotycznego fletu w tle, akustyczne odgłosy imitujące dźwięki fabryk, po elektro-akustyczny drone'owy chłód.
Ścieżka druga (Kluster 4), podobnie jak w przypadku albumu Klopfzeichen, jest instrumentalna, za to bogatsza dźwiękowo i stereofonicznie; kompozycję rozpoczynają taśmowe pętle, na które z czasem nakładają się różnorodne dźwięki zgrzytów. hałasów, przetworzonej i zniekształconej mowy, elektro-akustyczne pulsy, nieskładne dźwięki fletu, gitary basowej; słychać też różnorodne efekty stereofoniczne. Z czasem pojawia się sekcja rytmiczna przetworzonych instrumentów perkusyjnych nadając utworowi pewnej formy archaicznej sekcji rytmicznej, która rozkręcając się, porządkuje chaos, tworząc bardziej uporządkowaną serie wibracji i pulsów tworzących coś w rodzaju transowej i psychodelicznej melodii. Z czasem i na tą strukturę melodii nakłada się szereg industrialnych zgrzytów, psychodelicznych dźwięków, zwielokrotnione echa, efekty stereofoniczne, raz ożywione innym razem cichnące, wreszcie pojawia się przeciągły brzęk generatora z elektroakustycznymi pulsami nadając utworowi drone'owy charakter.
Do wersji kompaktowej dodano utwór bonusowy - 15 minutową ścieżkę zagraną na żywo na The Weiner Festwochen Alternativ w 1980 roku jako Cluster & Farnbauer. Kompozycja jest połączneiem syntezatorowo-organowych brzmień nawiązujących do wczesnej twórczości Kluster / Cluster połączonych z eksperymentami perkusyjnymi.
Wart odnotowania jest fakt, iż współmuzyk Kluster Conrad Schnitzler, nagrywając album Zwei-Osterei, był jednocześnie w składzie Tangerine Dream, z którym nagrał debiutancki album tejże grupy Electronic Meditation (1970).
Muzyczne eksperymenty z albumów Klopfzeichen i Zwei-Osterei wywarły bezpośredni wpływ na twórczość pionierów industrialnego rocka - Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle, zaś w Polsce wpłynęły na twórczość Czesława Niemena, Kafel, Aya RL, Düsseldorf i Job Karmy.
Autor - Depeche Gristle

Frozen Planet....1969 - Electric Smokehouse

Another fuzzy, psyched-out jam session by Frozen Planet....1969.
On their fourth album 'Electric Smokehouse' the band can be heard once again improvising and experimenting with dynamics. However, they stretch out a little more this time around with some longer tracks.
Push the door open a little further and step inside the Electric Smokehouse....
Okładka okropna, ale za to jaka muzyka.

John Garcia - The Coyote Who Spoke In Tongues


Rekomendacja; znakomity album, acoustic stoner. Dla mnie coś bardzo świeżego i optymistycznego. Lubię takie odkrycia dodające energii.

Dieter Werner - A Bridge between the Worlds


Richard H. Kirk - Virtual State

Virtual State - szósty solowy studyjny album Richarda H. Kirka, klawiszowca i gitarzysty Cabaret Voltaire, który ukazał się 31 stycznia 1993 roku, jest również pierwszym albumem Kirky'ego wydanym przez niezależną wytwórnię Warp.
Album obrazuje fascynację Kirka acid house'em, której początki sięgają przełomu lat 80 i 90; początkowo i stopniowo wpływy acid house były słyszalne w albumach Cabaret Voltaire, począwszy od Groovy, Laidback and Nasty (1990), poprzez Body and Soul (1991), zaś poczynając od albumu Plasticity (1992) wpływy house'u były już tak silne, iż zespół zrezygnował (studyjnie) ze standardowych wokali i formy piosenkowej swojej muzyki.
Również solowo, albumem Virtual State Kirk potwierdza, że jest zdecydowanym zwolennikiem house, trance i minimalu - w zasadzie artysta, podobnie jak wcześniej uczynił to w Cabaret Voltaire, odchodzi od swoich rockowo-industrialnych korzeni, których na Virtual State jest względnie niewiele.
Album otwiera mocno minimalistyczny November X Ray Mexico, w którym tli się jeszcze duch starego Cabaret Voltaire z początku lat 80, kompozycja przechodzi w kolejny utwór: Frequency Band, który rozpoczyna długie hipnotyczno-psychodeliczne intro, jednak utwór przechodzi w delikatny ambientalno-minimalistyczny stan z house'owym beatem. Również następny kawałek - Come - rozpoczyna psychodeliczne, choć znacznie krótsze intro; tym razem w utworze nie ma wpływów house; kompozycja jest połączeniem ludowych śpiewów, ambientu, new age i minimalu, trochę w stylu Deep Forrest, Moby'ego czy Aya RL.
Orientalne ludowe śpiewy są słyszalne w następnej kompozycji: Freezone, która jest jednak znacznie szybsza, transowa z house'owym beatem, w podobnym tonie utrzymany jest także Soul Catcher. Minimalistyczny Clandestine Transmission, w którym słychać wpływy dawnej twórczości Cabaret Voltaire, zaskakuje delikatnymi i melodyjnymi zagrywkami klawiszy, słychać jest też wsamplowane dialogi - coś z czym Cabaret Voltaire eksperymentował już na The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord.
Utwór The Feeling (Of Warmth and Beauty) jest częściowym powrotem do industrialu; kompozycja klimatem przypomina dokonania Cluster. Velodrome rozpoczynają industrialne dźwięki, które powtarzają się systematycznie przez cały utwór będący mieszanką electtro, minimalu, house i ambientu.
Na Worldwar Three wyraźnie dominuje styl Ska wkomponowany jednak w ambient i minimal; słychać tu też echa przyszłej twórczości The Chemical Brothers.
Kończący całość 12-minutowy minimalistyczno-ambientowy Lagoon West w dużym stopniu nawiązuje do wczesnego Cabaret Voltaire; ciekawostką jest utrzymujący się przez znaczną część kompozycji klawiszowy motyw przypominający utwór Depeche Mode - Waiting For The Night (album Violator), delikatnie rozbrzmiewa też gitara basowa oraz zsyntetyzowane szumy powietrza, zaś klimat jest zupełnie ten sam, jak w twórczości Cabaret Voltaire w latach 1974-82.
Album Virtual State dobitnie uświadamia fakt, jak silny wpływ na muzykę i brzmienie Cabaret Voltaire miał już wtedy Richard Kirk; muzycznie Virtual State w zasadzie niczym nie różni się od wydanych w tamtym czasie płyt Cabaret Voltaire - International Language (1993) i The Conversation (1994).
Autor - Depeche Gristle



Mike Oldfield - Return to Ommadawn

Zbyt częste wspominanie jest oznaką starości. Ale wspominanie może być fascynujące, zarówno dla młodych jak i starych. I chyba o to chodziło a to ze względu na tytuł krążka i w końcu muzykę. Muzyka jest bardzo ładna, świetnie zagrana i zrealizowana. Przypomina nieco world music. Bardzo polecam młodzieży, lecz tej otwartej i chłonnej, odkryjcie Mike'a dla siebie. Koneserzy wzruszą tylko ramionami, znamy i lubimy, bo cóż tu można powiedzieć. Dostaliśmy swoje ulubione danie i nie wnosimy żadnych pretensji do kucharza. Dla mnie Mike może nagrywać kolejne returny, jego dorobek jest tak bogaty i w sumie urozmaicony. I tak już przechodzi do historii, jako bardzo oryginalny, mający swój styl muzyk. Osobiście poczekam jeszcze na Return to Amarok, a tymczasem coś miłego, ciepłego, poprawiającego humor. To z sympatii. A tak naprawdę, czy tak uzdolniony muzyk nie potrafi już niczego z siebie wykrzesać, nie chce się?, istnieje milion sposobów inspiracji, świat nie stoi w miejscu. Uroki życia przynoszą zmiany i jest to normalne, wszystko co dobre zawsze się kiedyś kończy. Trochę to przypomina kręcenie się w kółko, mam to sens, o ile ten ruch jest spiralny a skok jest duży. Spirala Mike'a Oldfielda jest bardzo ciasna i mamy kolejny anachronizm muzyczny. Ciepłe bułeczki i kawa na śniadanie, e idę zrobić sobie śledzia po japońsku a co ? ;). No to smacznego.



Actual Music Quartet RSM - AMQ RSM


Kwartet wykorzystuje wszelkie dostępne środki wyrazu. Wibrafon, mandolina, flet, sample subtelnie wplątują się w główny nurt kompozycji. Bogate w barwy, proste, aczkolwiek głębokie utwory, mogą pogodzić koneserów i żółtodziobów. Tego da się słuchać w róznych warunkach.
Minimalizm, kreatywność, wpływy trip-hopu, tonalno-modalne struktury, polimetria, politonalność. Obietnica przeżywania subtelnych uczuć i emocji. Wysoka sztuka, nieco wymgająca, ale ile satysfakcji odkrywania coraz to nowych rzeczy w kolejnych przesłuchaniach. Trzeba mieć nastrój i pozytywne podejście.
Europa środkowa i wschodnia nie jest kulturalnym zadupiem, jak to głoszą przeróżni prorocy. Wschód to królestwo empatii i to słychać, widać i czuć. To już nowe, młode osłuchane pokolenie, wyedukowane dzięki sieci. Olbrzymi obszar do eksploracji. (partly net)

Faust - Faust

Faust - debiutancki album niemieckiej formacji awangardowej Faust, której początki sięgają roku 1970, kiedy przedstawiciele wytwórni muzycznej Polydor, dostrzegłszy ogromny potencjał rodzącej się niemieckiej sceny rockandrollowej, a jako że grupy Amon Duul II i Can nie były zainteresowane rolą gwiazd rocka, skontaktowali się z niemieckim producentem muzycznym Uwe Nettelbeckiem z prośbą o skompletowanie w Niemczech zespołu, który nie tylko zaistniałby na brytyjskich i amerykańskich listach przebojów, ale wprost konkurowałby z The Beach Boys, The Rolling Stones, The Kinks czy powoli rozpadającym choć będącym u szczytu popularności The Beatles. Uwe Nettelbeck będący fanem wspomnianych formacji z entuzjazmem podjął wyzwanie; skompletował wśród niemieckich hippisów sześcioosobowy band, który przyjął nazwę Faust na cześć słynnego dramatu Johanna Wolfganga von Goethego pod tym samym tytułem, którego nośność powinna zapewnić zespołowi sukces komercyjny. Los bywa jednak przewrotny; młodzi muzycy tworzący Faust - Werner "Zappi" Diermaier, Hans Joachim Irmler, Arnulf Meifert, Jean-Hervé Péron, Rudolf Sosna i Gunter Wüsthoff - byli hippisami w dosłownym tego słowa znaczeniu, narkotyki w tym LSD były na porządku dziennym, w dodatku chłopaki podzielali sympatię dla marksistowskiej grupy terrorystycznej Baader-Meinhof, toteż niejednokrotnie studio nagraniowe - ku rozbawieniu samych muzyków - nachodziła policja i jednostki antyterrorystyczne poszukując środków pirotechnicznych. Ku rozpaczy menadżerów z Polydoru, muzycy postanowili iż nie będą łatwym popowym zespołem na wzór The Beatles, co pogrzebało wszelkie mocarstwowe plany Polydoru, chociaż muzycy Faust w pewnym sensie przychylili się do warunków Polydoru, bycia nowymi Beatlesami, oczywiście na swój niemiecki przewrotny sposób, wręcz ironicznie umieszczając na początku otwierającego album utworu Why Don't You Eat Carrots? sample ze słynnego szlagieru The Beatles - All You Need Is Love. Sam utwór Why Don't You Eat Carrots? nie ma nic wspólnego z przebojowymi hitami brytyjskiego i amerykańskiego big-bitu. To klasyczna awangarda w niemieckim stylu, jakiej na początku lat 70 w RFN było pełno; 10-minutowa kompozycja zaczyna się od psychodelicznych białych szumów i brzęku generatora, w które wsamplowano fragmenty światowych przebojów, w tym wspomniany All You Need Is Love. Utwór przechodzi przez wiele etapów od brzmień niemal barokowych z jazzującą trąbką w tle, które momentalnie przerywa upiorna eksperymentalna melodia przetworzona techniką reverse, by znów powrócić do stanu poprzedniego (niemal barokowego). Mniej więcej w połowie trwania utwór przechodzi w stan free-jazzu z elektronicznymi eksperymentami dźwiękowymi i nieco nieskładnymi chóralnymi wokalami (po angielsku) imitując tym samym popowy hit.



W końcu eksperymenty dźwiękowe i elektronika zaczynają dominować całkowicie, przenosząc utwór w kolejny, końcowy wątek, w którym pojawia się dialog damsko-męski (po niemiecku). Od czasu do czasu przebija się wesoła free-jazzowa melodia mieszając się z pychodeliczno-eksperymentalnymi dźwiękami generatora i syntezatorów. Meadow Meal jest kontynuacją eksperymentalnych założeń; 8-minutową kompozycję rozpoczynają serie eksperymentalnych szumów, przetworzonych elektronicznie perkusjonaliów i dzwonków, w tle zaś słychać dźwięk fortepianu. Owa introdukcja przenosi utwór w fazę wokalną, niemal popową przypominającą nieco dokonania Pink Floyd, z przebojowo brzmiącym refrenem i narracjami z efektem zwielokrotnionego echa, w tle słychać delikatną pinkfloydowską solówkę gitary, utwór na moment przechodzi w klimat art rockowy z ożywionymi przetworzonymi riffami gitary, nieco w stylu Jimmy'ego Hendrixa, i progresywnym rytmem perkusji, z oszalałym wyciem w finale, by znów powrócić do formy niemal popowej. Trzecią część utworu stanowią przetworzone dźwięki deszczu i burzy połączone z psychodeliczną organową melodią w stylu lat 60. Drugą stronę płyty wypełnia 17-minutowa wielowątkowa suita Miss Fortune, zaczynająca się klimatami art.-rockowymi z charakterystycznymi riffami przetworzonych dźwięków gitarowych; w momencie kulminacyjnym utwór niemal całkiem cichnie, ożywiany jest przez przeciągły brzęk syntezatora, którego dźwięk przenosi się z niskich na wysokie tony, by znów zamilknąć. Po krótkiej pauzie, wśród szumów perkusyjnych, delikatnego pianina i elektronicznych eksperymentów dźwiękowych, pojawia się zawodzący wokal. Utwór, powoli nabierając rozpędu, przyjmuje art.-rockową formę z domieszką jazzu, by znów niemal ucichnąć przy akompaniamencie pianina i przetworzonych zawodzących wokali, te zaś przechodzą w taśmowe eksperymenty i samplowanie taśm "od tyłu" (technika reverse). I kiedy wydaje się, że utwór definitywnie się kończy, pojawia się dodatkowe interlude z delikatną grą gitary akustycznej w tle, zaś na pierwszy plan wychodzi dialog-wyliczanka, gra słów po angielsku, w której pojawia się tytuł utworu "Miss Fortune". Niemiecką scenę rockową dość mocno charakteryzowała odmienność od sceny anglo-amerykańskiej; przede wszystkim Niemcy stawiali na romantyzm i awangardę. O ile zespoły z ograniczoną liczbą muzyków do dwóch-trzech, takich jak Kraftwerk, Tangerine Dream czy Cluster cechowała większa skłonność do eksperymentalizmu, o tyle zespoły z bardziej rozbudowanymi składami - Can, Amon Duul II czy Wallenstein cechowały się nieco większym podobieństwem do zespołów brytyjskich. Faust, mimo rozbudowanego składu prezentował jednak schemat zespołu zdecydowanie eksperymentalnego. Debiutancki album Faust, który ukazał się w 1971 roku, nie spełnił oczekiwań wytwórni Polydor - nie osiągnął sukcesu komercyjnego, co było do przewidzenia, za to dziś jest uważany za kultowy w historii rocka; album zebrał pozytywne opnie krytyków rockowych, miał też bezpośredni wpływ na twórczość takich grup jak Throbbing Gristle czy Sonic Youth.
Autor - Depeche Gristle

Kalutaliksuak - Death of the Alpinist


Free rock, avant prog. Jednym z najważniejszych elementów doboru nowej dla odbiorcy muzyki do przesłuchania jest otwartość, odrobina zaufania dla muzyków, trzeba odrzucić wszelkie uprzedzenia. W sztuce liczy się dzieło a nie artysta (jako człowiek). Po odrzuceniu poręcznego rasizmu, homofobii, chłoniemy muzę. Ja zazwyczaj te pierwsze kontakty nawiązuję tak od niechcenia, przy okazji. Słucha moje trzecie ucho. Ono zwykle ciągnie za sznurek mojej uwagi. 
Tak to jest, gdy słuchało się za dużo i zbyt często. Oczywiście wracam do ogranej muzy, bardzo rzadko jednak. Granie tych tysięcy płyt, już tak nie cieszy, nie ekscytuje. Ta muzyka już nie jest w stanie pomagać mi w stworzeniu tej nowej przestrzeni metapsychicznej, jaka wytwarza się między słuchaczem a dziełem. Gdybym prowadził audycję muzyczną, każda byłaby moją osobistą przygodą, słuchacz wsiada, wysiada, przesiada się w dowolnym momencie, brak konkretnych imperatywów jawnych, hehe.
Piszę o tym dlatego, ponieważ wiem, jak ciężko wyskoczyć z własnych torów, a potem wracać do nich. Bez tej umiejętności wariatkowopodobne sprawy wlezą w Twoje życie i stracisz ładnych parę lat na utarczkach ze sobą. Grają Rosjanie, mocno szkoleni, doświadczeni artyści, ukrywający się pod sztandarem eskimoskiego złośliwego ducha.

Osiągnąłeś już wszystkie ważniejsze cele, cieszysz się powszechnym mirem. A tu nagle jakaś łajza przychodzi z informacją, zakłócając Ci spokój; jest już nowy najwyższy szczyt, właśnie się wypiętrzył dla Ciebie, Kalutaliksuak  - do roboty!! Normalny by to olał, ale nie ten rosjano-eskimos lub inny laponiec za kołem polarnym. Ten lezie i dostaje nagrodę ostateczną - wizję tego, o czym marzą wszyscy śmiertelnicy, krainy zbawienia. Można zejść powoli tracąc sporo czasu i dotychczasowych doświadczeń, albo skoczyć bez zastanowienia, rozpływając się w Shambhala. Twój wybór. 
Ta narzucona programowość muzyki łagodzi nieco skomplikowaną formę wyrazu. A jest to doprawdy fascynująca mieszanka, przypominająca klimaty konkretne; siedzisz samotnie w bardzo mroźną noc, gdzieś na skraju gęstej tundry, oczywiście poza kołem polarnym. Nasłuchujesz wszelkich dźwięków, drzewa pękają od mrozu, spojrzenie na las - niepokój, powietrze tak zmrożone, że dosłownie go widać, spojrzenie na księżyc - ukojenie. I tak nieustannie do rana. Rano Cię wyzwoli dopiero wtedy, gdy wytrzymasz te umierania i zmartwychwstawania. Swobodna forma free, pozwala muzykom na budowanie fantastycznych napięć i melancholijnych krajobrazów. Bardzo treściwa w wydarzenia płytka, wyważona, przemyślana koncepcyjnie, swobodna opowieść. Już świta, zbieraj swoje klamoty i podejmuj marsz w stronę góry. Tam dowiesz się co Cię dalej czeka, Twoja pycha wyschnie równie niespodziewanie, jak znikający w oddali, pogrzebany horyzont.

Old Major - ​.​.​.​With Love



Andrew Pearson: These guys sound like hipsters. The snotty singer, sneering bass, bearded tambourine and incorporation of experimental elements (bass drum intro to "Lint Giver," banjo-driven "Wagoneers," Primus-funk mother "Spel Check") all clearly designate this band as guys who want you to notice how h3p they are to the j1v3. The problem is, it works so well that you barely notice! 8/10 Favorite track: Lint Giver.

Harry Harrison: Thanks to Bucky & Andi for pointing this one out. And a big shout out to Old Major. What a diverse album; always changing and never boring. The influences are hard to nail down and the resultant sound even more difficult to pigeon hole…………….maybe ‘All Them Vultures’ or the Grohl era of QOTSA? Not that that matters as it’s aaalllll goood!!! Favorite track: Lint Giver.

Bucky Such: an eclectic mix of familiar styles of music ranging from grunge to metal and stoner rock to alternative noise. If I had to compare I'd say a hybrid of QOTSA and the Red Hot Chili Peppers. Fantastic treat to break up the monotony of day to day discoveries. Favorite track: Snake Charmer.

Sedno nowoczesnej muzyki rockowej

Trzeba by stworzyć wykładnik, co to znaczy to sedno. Ha, ale nie jest to bynajmniej łatwe, bo guściki Panie różne. Old Major niemal naukowo wstrzelili się tym albumem w środek tarczy gatunku rock. Album rockowy powinien być bezpretensjonalny i ma nieść czystą energię, radość i odprężenie, ciekawe rozwiązania formalne, riffy, dobre refreny, fajne brzmienie, wpasowanie w każdy niemal nastrój. This is it. A tu jeszcze młodzieńcze, zdrowe i czyste intencje. Słuchać - nie gadać ;)

Suicide - Ghost riders

new wave, synthpop, rockabilly, cold wave, postpunk, experimental, rock psychodeliczny, dark wave, minimal


Ghost Riders - koncertowy album formacji Suicide wydany pierwotnie w USA w formie kasety w 1986 roku z okazji 15-lecia Suicide; jest to zapis występu zespołu z dnia 19 września 1981 roku w Walker Art Center w Minneapolis. Koncert był uświetnieniem 10-lecia istnienia formacji, która zaprezentowała swój klasyczny repertuar poczynając od otwierającego występ psychodelicznie transującego Rocket USA z wokalem Alana Vegi, w którym dominuje senny styl rockabilly przechodzący czasem w nerwowe wrzaski, a niekiedy w charczenie i szept.
Niealbumowy Rock N' Roll (Is Killing My Life) z charakterystycznym dla Suicide szybkim pulsem automatu perkusyjnego (dominującym we wszystkich piosenkach), analogowym brzmieniem syntezatorów nawiązującym do klasyki rock'n'rolla lat 50 i 60 oraz ciepłym acz depresyjnym wokalem Alana Vegi w stylu Elvisa Presleya, snuje historię z życia codziennego amerykańskiego muzyka rockowego.
Ghost Rider - najbardziej znany numer Suicide i największy ich przebój przedstawiony tu został w nieco bardziej awangardowej i eksperymentalnej formie.
Dream Baby Dream jest jednym z tych słodko-gorzkich klasycznych kawałków Suicide w stylu jakim prezentowali w utworach Cheree, Johnny czy Girl, choć zwraca tu uwagę dosyć rozstrojone brzmienie organów.
Niealbumowa Sweet White Lady jest kompozycją, w której klawisz Martina Reva stanowi hybrydę synthpopu, psychodelii lat 60, postpunka i rockabilly, zaś przejmujący wokal Alana Vegi przechodzi od nieco schizofrenicznego rockabilly po pełne emocji deklamacje w stylu Jima Morrisona.
Harlem jest kolejnym utworem Suicide znanym wyłącznie z koncertów; to bardziej eksperymentalna kompozycja w formie mrocznego synthpopu połączonego ze zniekształconymi psychodelicznymi brzmieniami syntezatora przypominającymi dźwięki trautonium lub thereminu, w którym wokale Alana Vegi zmieniają się - od względnie spokojnych Elvisowych rockabilly przez depresyjne charczenie po wściekłe wrzaski.
Do wznowienia CD dodano nieopublikowany na kasecie numer 96 Tears pochodzący z repertuaru zespołu ? and the Mysterians, którego twórczość była bezpośrednią inspiracją dla Suicide. Kompozycja pozbawiona jest tym razem sekcji rytmicznej, a przedstawiona została w formie luźnej archaicznej syntezatorowej melodii nie pozbawionej eksperymentalnych zakrętów z wokalem Alana Vegi w stylu rockabilly.
Autor - Depeche Gristle

Stargate SG1 Sezon 1-10 Revisited


Spokojnie dalej daje radę, świetna lekka rozrywka, czasami nierówne odcinki, wykorzystuję do pracy.

Svvamp - Svvamp

Rock classic rock hard rock rock'n'roll stoner rock Sweden


Svvamp was created by three friends — Adam Johansson, Henrik Bjorklund and Erik Stahlgren — drawn together for the sake of jamming and a love of rock, folk and blues. Their resulting heavy psych sound is immediately gripping in its homespun feel and hints of Cream, Eric Bell-era Thin Lizzy, CCR and Crazy Horse.

Camel Driver - Camel Driver

Na Szczodre Gody ogarnął mnie germańsko-metalowy wkurw. Kiedyś jak się ogarnę, zdradzę w jaki sposób słucham muzyki i nie jest to bynajmniej wyrachowane działanie. Camel Driver są wyrachowani i bardzo lubią grać głośno, sprawnie i z polotem. Trzydzieści siedem minut muzyki - bez wokalu. Gitarzysta gra jakoweś dziwaczne wschodnie skale, metal płynie wolno, szybciej, raz matematycznie skrojony, innym razem dochodzą do głosu emocje. Chcesz się ujarać, to puszczaj głośno, ja jadę na średniej i słucham w spokoju, w zamyśleniu. Nosz k mają naprawdę talent nie z tej ziemi, gdyby tak zagrali, powiedzmy 30 lat temu, czołówka metalowa pewna.
Zespół uprawia czystą formę metalu z głębokimi soczystymi riffami, prawie bez solówek, popisów zwarty i gotowy sunie ten niemiecki walec. Delikatne wtręty, intermezza powodują, że da się tego posłuchać w jednej sesji.
Według Witkiewicza podstawową rolą sztuki, religii i filozofii było wywoływanie u odbiorcy uczucia metafizycznego - poczucia odrębności wobec reszty świata, wyjątkowości własnego istnienia i kontaktu z tajemnicą. Uczucie metafizyczne jego zdaniem nadaje sens ludzkiemu życiu i stanowi jedno z najważniejszych przeżyć. (wiki - czysta forma - wyjątek).
Może co jeszcze maźnę a teraz ognia !!!