Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Cluster - Apropos Cluster

Apropos Cluster - pierwszy po blisko dekadzie studyjny album legendarnej formacji krautrockowej Cluster.
Po wydaniu w 1981 roku albumu Curiosum, muzycy Cluster postanowili skupić się na realizacji własnych solowych projektów, działalność zespołu została zawieszona na niemal całą dekadę lat 80, która zresztą nie była zbyt udana dla pozostałych grup krautrockowych, które borykały się z licznymi perypetiami personalno-artystycznymi, czego dobrymi przykładami były przypadki Neu!, Faust, Wallenstein, Can, nawet Kraftwerk i Tangerine Dream. Co prawda muzycy Cluster - Hans-Joachim Roedelius i Dieter Moebius - w latach 1984-85 ponownie zjednoczyli siły, i wraz z Brianem Eno i Connym Plankiem nagrali dwa albumy: Begegnungen i Begegnungen II, jednak nie były one sygnowane nazwą Cluster, a po prostu "Eno Moebius Roedelius Plank".
Ku radości fanów Cluster, Roedelius i Moebius postanowili w 1989 roku reaktywować Cluster, nagrywając w latach 1989-90 w austriackim Blumau, pierwszy od dziewięciu lat studyjny materiał. Album Apropos Cluster został wydany przez wytwórnię Curious Music i, w 1991 roku był pierwszym w historii formacji albumem promowanym w USA.
Album Apropos Cluster składa się z dwóch części - pierwszej złożonej z czterech miniatur utrzymanych w klimatach z albumów Cluster & Eno oraz drugiej, w całości wypełnionej tytułową suitą utrzymaną w duchu twórczości Cluster z drugiej połowy lat 70.
Otwierający album utwór Grenzganger, jest połączeniem neofolku, ambientu i new age; kompozycja bardzo przypomina utwór Cabaret Voltaire - A Touch Of Evil, który otwiera (i kończy) album Red Mecca (1981).
Emmental jest kolaboracją melancholijnego ambientu z podniosłymi partiami fortepianu i sekcją basu w gościnnym wykonaniu polskiego awangardowego kontrabasisty Stanisława Michalika. Nie brakuje tu też elektronicznych plam.
W melancholijnych tonach utrzymany jest również Gespiegelt, choć numer jest bardziej w klimatach new age i muzyki filmowej, przypominających nieco dokonania Tangerine Dream, poczynając od drugiej połowy lat 80.
Falls z kolei oparty jest na orkiestrowych smyczkach i długich partiach trąbek, w których tle słychać elektroniczo-akustyczne eksperymenty.
22-minutowa tytułowa suita Apropos Cluster, zajmująca całą drugą część albumu, utrzymana jest w klimatach zbliżonych do twórczości Cluster z lat 1976-81. Kompozycję rozpoczynają chłodne i wysokie ambientowe przestrzenie w połączeniu z elektronicznym pulsem, psychodelicznymi syntezatorowymi zagrywkami i akustycznymi eksperymentami, które w końcu ustępują industrialnemu pulsowi automatu perkusyjnego i syntezatora na tle klawiszowych zagrywek. I taki jest zasadniczo schemat całego utworu, gdzie naprzemiennie ambient ustępuje industrialowi - i odwrotnie. W przypadku ambientowej odsłony utworu, w jego dalszej części, mamy do czynienia z licznymi eksperymentami elektro - akustycznymi, eksperymenty z brzmieniem gitary basowej, trąbek, elektronicznymi plamami czy odległymi pulsami, a nawet z muzyką Dalekiego Wschodu rodem z Chin. Utwór zaś wieńczą delikatne partie fortepianowe.
Autor - Depeche Gristle


Frank Zappa - Trance - Fusion

Płyta ' Trance-Fusion ' miała początkowo ukazać się w 1992 roku, lecz śmierć Zappy pokrzyżowała te plany. Następie zapowiadana była na 2003 rok, na rocznicę 10 lecia śmierci artysty, aż w końcu ujrzała światło dzienne w 2006 roku.

W kilku prostych słowach można powiedzieć, że to kontynuacja płyt ' Shut Up...' , ' Guitar , The Guitar World...' i wydanego pośmiertnie ' FZ Plays The Music Of FZ' . Znawcy już wiedzą o co chodzi. Wszystkim niewtajemniczonym pragnę donieść, że to kolejna płyta z samymi solówkami gitarowymi Franka Zappy.

Porównywanie jej do poprzednich wydawnictw mija się z celem, bo jak ktoś lubi wcześniejsze, to i tą weźmie w ciemno. Jeśli solówki Franka do Was nie przemawiają to i ta płyta zachwytu nie wywoła. Wiadomo - łatwa i skoczna nie jest. Trudna w odbiorze, bo zmuszająca do słuchania i myślenia. Mało tu ładnych melodyjek. Jest atonalność, skakanie po skalach i niesamowite metrycznie podkłady sekcji. Frank jak zwykle wykorzystuje tu swoje ulubione na trasach brzmienia gitary. Piszę - ulubione, bo brzmienie gitary Mistrza różni się chociażby na trasach 1984 i 1988. W 1984 jest to jeszcze częściej zadziorna i ostra gitarowa jazda, podczas gdy na trasie 1988 gitara jest już łagodniejsza, dźwięki przejrzyste i mniej sfuzzowane.

Płyta została przygotowana jeszcze osobiście przez Franka w 1992 roku, dlatego chwała mu za to, ponieważ wybór solówek jest przedni, a i brak tu gniotów czy fałszów jak chociażby na przygotowanej pośmiertnie przez Dweezila płycie 'FZ Plays The Music Of FZ' .

A muzycznie - płyta naprawdę znakomita. Rozpoczyna się od utworu 'Chunga's Revenge' zagranego na Wembley Arena w Londynie 19 kwietnia 198 roku. Smaczkiem tego utworu jest udział fenomenalnego, co by nie powiedzieć, syna Franka - Dweezila. Jego solo powala na łopatki, bo to technika połączona z bardzo inteligentnie wykorzystaną szybkością. Ta szybkość staje się dysonansem pomiędzy pierwszą, a druga solówką. Drugie solo w tym utworze gra Ojciec i widać jak odmienne style zaproponowali. Frank jest tu stonowany i wolniejszy, Dweezil to wyścigowiec. Mieszanka wybuchowa trzeciego stopnia. Podobny eksperyment kończy płytę - utwór 'Bavarian Sunset' to gitarowe solo z jamu w utworze 'I Am The Walrus' wykonanego w Rudi-Sedlmeyer Sporthalle w Momachium, dnia 9 Maja 1988 roku. Choć w tym przypadku Ojciec stara się miejscami dotrzymać tempa Synowi. Kapitalny dialog!!!

Pozostałe utwory to już wyłącznie gitara Franka z podkładami. Utwory jak w przypadku poprzednich płyt z tej serii, edytowane z większych całości i tak:
Utwór 'Bowling on Charen' to solo wycięte z utworu Wild Love zagranego w Palladium w Nowym Jorku, 28 października 1977 roku (early show). Kawałek trzeci - ' Good Lobna' to solo gitarowe z 'Let's Move To Cleveland ' z Orpheum Theater w Memphis w stanie Tennessee, z 4 grudnia 1984 roku. 'A Cold Dark Matter' to solo z utworu Inca Roads , zagranego w Memorial Hall w Allentown w Pennsylvanii dnia 19 Marca 1988 roku. Solo nazwane 'Butter or Cannons' wycięte zostało z ponownie z 'Let's Move To Cleveland' tym razem granego w The Pier w Nowym Jorku dnia 25 sierpnia 1984 roku. 'Ask Dr. Stupid' to gitarowy fragment z 'Easy Meat' , nagranego w Rhein-Neckarhalle w Eppelheim w Niemczech, dnia 21 Marca 1979 roku. Znakomite 'Scratch & Sniff' to solo ze świetnego ' City Of Tiny Lights' , z Brighton Centre w Brighton w Anglii z dnia 16 kwietnia 1988 roku.
Tytułowy utwór płyty - 'Trance-Fusion' - to solo z utworu ' Marque-Son's Chicken ' z Liederhalle w Stuttgarcie w Niemczech, zagrany dnia 24 Maja 1988 roku. 'Gorgo' to krótki fragment gitarowej solówki z utworu 'The Torture Never Stops ' nagrany w Johanneshovs Isstadion w Sztokholmie 1 Maja 1988 roku. 'Diplodocus' - to solo z utworu ' King Kong' , z Civic Center w Providence w Rhode Islandz 26 października 1984 roku.
Następnie 'Soul Polka', solo wycięte z utworu 'Oh No ' nagranego w Memorial Hall w Allentown w stanie Pennsylvania, 19 Marca 1988 roku. Kolejny kawałek to 'For Giuseppe Franco' - gitarowe solo z utworu ' Hot-Plate Heaven At The Green Hotel' , nagranego w Paramount Theatre w Seattle w stanie Washington 17 grudnia 1984 roku (late show).
'After Dinner Smoker' - to kolejne świetne solo z ' The Torture Never Stops' , zagranego w hali Palasport w Genui we Włoszech dnia 9 czerwca 1988 roku, podczas ostatniego w historii koncertu Franka z zespołem.
'Light is All That Matters' to gitarowe solo ponownie wycięte z 'Let's Move To Cleveland ' nagranego w Paramount Theatre w Seattle w stanie Washington 17 grudnia 1984 roku (late show). 'Finding Higgs' Boson' to gitarowe solo wycięte ponownie z utworu ' Hot-Plate Heaven At The Green Hotel' , tym razem zagranego w Stadthalle w Wiedniu w Austrii dnia 8 maja 1988 roku.

Tyle tytułem kronikarskiego obowiązku.

Te daty trzeba znać, bo wtedy łatwiej zrozumieć metamorfozy Mistrza, choć wszędzie jest to ten sam znakomity Frank Zappa. Płyta dla gitarzystów i innych świrów lubiących słuchać przez godzinę nie najłatwiejszych dźwięków w niczym nie przypominających przebojowej Lambady.

To jest cały Frank!!!
Autor - Konrad Niemiec


Ash Ra Tempel - Schwingungen

Schwingungen - drugi album legendarnej formacji krautrockowej Ash Ra Tempel, nagrywany w lutym 1972 roku, w nieco zmienionym składzie w stosunku do pierwszego albumu, bowiem zespół opuścił perkusista Klaus Schulze, który po kolejnym epizodzie w roli perkusisty zespołu (w 1970 jako perkusista Tangerine Dream wziął udział w nagraniu ich debiutanckiego albumu Electronic Meditation, po czym opuścił zespół), zdecydował się na karierę solową. Klausa Schulzego za bębnami zastąpił Wolfgang Müller. Główny trzon zespołu stanowili jednak, tak samo jak w debiucie, Hartmut Enke (gitara, bass, syntezatory) i Manuel Göttsching (gitara, klawisze, syntezatory, chórki). Chociaż w znacznej mierze Schwingungen kontynuuje psychodeliczno-art. rockową linię space rocka z instrumentalnego debiutu Ash Ra Tempel, to tym razem postanowiono wzbogacić muzykę o warstwę liryczną i wokalną.
Do współpracy zaproszono wokalistę Johna L. oraz saksofonistę Matthiasa Wehlera i Uliego Poppa grającego na bongosach. Produkcją albumu zajął się Rolf-Ulrich Kaiser, zaś za inżynierię dźwiękową odpowiedzialny był legendarny Dieter Dierks, znany ze współpracy z The Scorpions i Tangerine Dream.
Album, nakładem niezależnej niemieckiej wytwórni Ohr, ukazał się w 1972 roku; na longplay składają się dwie części - po jednej na każdą stronę krążka.
Strona A, zatytułowana "Light and Darkness" składa się z dwóch kompozycji; pierwsza z nich - Light: Look at Your Sun - to krótki (jak na standardy Ash Ra Tempel), niespełna 7-minutowy utwór w duchu hippisowskiej psychodeli przełomu lat 60 i 70 połączonej z blues-rockiem z silnymi wpływami twórczości The Jimi Hendrix Experience, Janis Joplin i wczesnego Can, z depresyjnym wokalem Johna L. przypominającym stylem wokal Damo Suzukiego (Can),
Na drugą część "Light and Darkness" składa się ponad 12-minutowa kompozycja Darkness: Flowers Must Die, z długim drone'owym eksperymentalnym wstępem, pełnym odległych brzmień i eksperymentów syntezatorowych i perkusyjnych, w duchu muzyki konkretnej z lat 50 i 60. Po owej swoistej długiej introdukcji, utwór przechodzi w formę art.-rockową z elementami orientalnymi w partiach gitarowych i wokalu oraz jazz-rockowymi w sekcji rytmicznej i długich partiach saksofonu; pod koniec zaś utwór wyraźnie nabiera cech hippisowskiej psychodeli przełomu lat 60 i 70.
Strona B albumu zatytułowana jest "Schwingungen", składa się na nią jedna, przypominająca materiał z debiutanckiego albumu Ash Ra Tempel, instrumentalna 20-minutowa suita Suche & Liebe, podzielona wszakże na dwie części. Pierwsza część kompozycji utrzymana jest w duchu muzyki konkretnej lat 50 i 60 Stotckousena, Vladimira Ussachevsky'ego, Edgara Verese, Pierre'a Schaeffera czy wczesnej twórczości Tangerine Dream; odległe syntezatorowe przestrzenie i wibracje uzupełniają dźwięki wibrafonu, sprawiając wrażenie kosmicznej podróży na obrzeża galaktyk. Słychać tu inspirację dla twórczości Throbbing Gristle (album 20 Jazz Funk Greats w utworach Tanith i Exotica). W połowie utworu pojawiają się odległe partie progresywnej perkusji, które ustępują miejsca drone'owym przestrzeniom. Wreszcie utwór przechodzi w drugą część o pogodnym charakterze rocka progresywnego w stylu Pink Floyd z przełomu lat 60 i 70, z wysokimi wokalizami Manuela Göttschinga.
Album Schwingungen nie odniósł oczywiście sukcesu komercyjnego, zebrał jednak pozytywne recenzje wśród krytyków i muzyków, zwrócił uwagę m.in. słynnego amerykańskiego psychologa - i narkomana - Timothy'ego Leary'ego, współpracującego z wieloma zespołami wielkiego kalibru, w tym z Johnem Lennonem i The Beatles, The Moody Blues czy The Who. Będąc pod wrażeniem twórczości Ash Ra Tempel, Timothy Leary nawiązał współpracę z zespołem i nagrał wraz nim album Seven Up (1973).
Schwingungen to jeden z klasycznych albumów krautrocka i rocka psychodelicznego wszechczasów.
Autor - Depeche Gristle



Iggy Pop And David Bowie - Mantra '77 FULL BOOTLEG

R.I.P. DAVID BOWIE, From 47' to eternity 
"On March 28, 1977, Iggy's tour rolled into Chicago.  A local radio station broadcast a run through of the regular live show in the empty Aragon Theater.  It sounds like a radio session, but it's basically the live set - Bowie on keyboards and backing vocals, Hunt Sales on drums and backing vocals, Tony Sales on bass, and Ricky Gardiner on guitar.  And it's a fabulous set.  Despite the slightly sterile atmosphere Iggy pulls out all the stops.  One of the best ever versions of Dirt and a killer I Wanna Be Your Dog which in a slightly remixed form (eliminating mainly Bowie's rather overbearing and irritating keyboard sound!) it turns up as the final track on the official TV Eye 1977 Live album."  - written by Richard Adams, author of "The Complete Iggy Pop."

Personnel: 
Vocals -- Iggy Pop
Keyboards, Backing Vocals, Painting -- David Bowie
Guitar -- Ricky Gardiner
Bass -- Tony Sales
Drums, Backing Vocals -- Hunt Sales



Frank Zappa - Buffalo

10 października 1980 roku rozpoczęła się kolejna trasa Zappy - 2nd North American tour, która trwała do 11 grudnia i obejmowała bez mała 60 koncertów. To było iście wyczerpujące tournée. W ciągu kilkunastu dni zespół grał po 2 koncerty dziennie. Ale przyjmując, że przed każdą trasą zespół ćwiczył przez kilka tygodni, to takie 60 koncertów nie było specjalnym wyczynem. Ta płyta to zapis koncertu z 25 października 1980 roku nagranego w Memorial Auditorium w Buffalo w stanie Nowy Jork.

Czym różni się ten koncert od innych z tej trasy? Może tym, że to jedyny koncert, który nie został zarejestrowany przez audio-taperów w całości - w obiegu kolekcjonerskim znajdują się tylko 30 minutowe jego fragmenty o bardzo marnej jakości. Wydawnictwo Vaulternative Records z 1 kwietnia 2007 roku wypełniło tę lukę.

Podczas tej morderczej trasy zespół Franka wykonywał jak zwykle mieszany repertuar. Utwory nowe mieszały się ze starociami. Z nowości to kawałki z ostatnio wydanych lub planowanych do wydania płyt Joe's Garage , Tinseltown Rebelion , You Are What You Is , Sheik Yerbouti . A ze staroci to przede wszystkim jak zwykle powalająca, ponad 23 minutowa wersja The Torture Never Stops , ładnie zaśpiewane Cosmik Debris , kapitalne Andy i specjalna wersja Buffalo Drowning Witch . Koncert otwiera, jak zwykle znakomite Chunga's Revenge , który na tej trasie został sztandarowym, rozpoczynającym koncert utworem. Zmiana następowała praktycznie tylko w chwilach, gdy zespół grał dwa sety jednego dnia i wówczas set drugi otwierał również znakomity Black Napkins . Oba te utwory to głównie solówki otwarcia, czyli mocne akcenty wieczoru. Frank wchodził wraz z zespołem na scenę i nie mówiąc nic zaczynał instrumentalny utwór, w trakcie którego grał kilkuminutowe solo. Solówka ta często świadczyła o formie mistrza, ponieważ jak zawsze improwizowana, dała świadectwo jego dziennej formy. Czasem męcząca, czasem powalająca, ale zawsze niepowtarzalna i za każdym razem inna. Kiedy kończył się utwór, Frank odkładał gitarę, przedstawiał zespół i zaczynał się rockowy show. Show, który robiła grupa znakomitych instrumentalistów ze Stevem Vai'em, Ray Whitem, Ike Willisem i Vinnie Colaiutą na czele.

Polecam wszystkim lubiącym ładną rockową muzyczkę z przewagą ostrej awangardy.
Autor - Konrad Niemiec


New Order - Technique

Technique - piąty studyjny album New Order, na który od czasu Brotherhood czekać trzeba było przeszło trzy lata, nagrywany był w 1988 roku na Ibizie, słynącej ze wszechobecnego słońca, imprez, seksu, i narkotyków, od których wcale nie stronili wówczas muzycy zespołu (małżeństwo Bernarda Sumnera i tak właśnie dogorywało), odzwierciedlenie tego wszystkiego można dostrzec na płycie, która premierę miała 30 stycznia 1989 roku.
Końcówka lat 80 była czasem odwrotu od synthpopu; niedawni giganci gatunku, tacy jak Ultravox, Kraftwerk czy The Human League doświadczali kryzysu komercyjnego i twórczego. Do łask wrócił glamrock, heavy metal (przybierający często oblicze pudel metalu) i blues (w bardziej upopowionej formie). Z wykonawców synthpopowych ciągle na topie utrzymywali się Depeche Mode, Jean Michel Jarre czy Yello, każdy z nich na swój sposób przyciągał fanów elektronicznych brzmień. Pojawił się również Pet Shop Boys z ambitnymi dyskotekowymi hitami, stając się alternatywą dla italo disco i acid-house'u, które zyskały na popularności pod koniec lat 80. Właśnie dwa ostatnie gatunki inteligentnie wykorzystali New Order podczas nagrywania Technique.
Otwierający album singiel Fine Time jest przykładem wykorzystania wzorców acid-house'owych, w które wpleciono tradycyjne elektroniczne brzmienie New Order z oszczędną gitarą i basówką Petera Hooka. Jednak house'owe wzorce wcale nie są nowością w twórczości New Order, bowiem zespół eksperymentował z nimi już na Brotherhood (1986) w utworze State of the Nation.
Dalej jest już jednak gitarowo, w klimatach jakie zdominowały poprzednią płytę New Order - Brotherhood; przypominające dokonania The Cure All the Way i Love Less, ponadto będące zapowiedzią przyszłych eskapad zespołu w kierunku brit-popu Guilty Partner, Run oraz kończący album Dream Attack w klimacie wczesnego New Order w duchu Joy Division.
Album ma również swoje synthpopowe oblicze; oprócz wspomnianego singla Fine Time, jest i drugi singiel - Round & Round - największy przebój płyty i jeden z największych przebojów w twórczości New Order, przypominający nieco hitowe dokonania Pet Shop Boys kawałek nagrany został w stylu zwanym hi-NRG.
Mr. Disco łączy acid-house w stylu Cabaret Voltaire i minimal w stylu Kraftwerk z melancholijnym synthpopem w stylu Pet Shop Boys.
Vanishing Point jest z kolei klasycznym neworderowskim numerem synthpopowym z charakterystyczną basówką z mocną dozą melancholii i wokalem Bernarda Sumnera, w którym słychać zrezygnowanie i gorycz - jak zresztą w większości piosenek na tym albumie.
Technique potwierdził wysoką pozycję New Order na ówczesnej scenie muzycznej, na miarę Depeche Mode; album był pierwszym w dyskografii New Order, który dotarł do pierwszego miejsca brytyjskiej listy przebojów.
Autor  - Depehe Gristle




Talk Talk - The Colour Of Spring

Podobno dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny. (Jeszcze miesiąc)W takim razie ten album będzie pasował idealnie. Jedna z najpiękniejszych płyt, jeśli chodzi o ejtisowy pop-rock. W porównaniu z debiutem i „It’s My Life” zaskakuje dojrzałością i subtelnością. Podczas, gdy inni czołowi przedstawiciele synth popu stopniowo coraz bardziej się komercjalizowali (Ultravox, OMD, Human League), to grupa Marka Hollisa poszła inną drogą. W kontekście tego, czego byliśmy świadkami w tej dekadzie, mocno zaskakującą i nietypową. Na „The Colour of Spring” zespół z wolna zaczął odchodzić od syntetycznego grania, coraz bardziej skupiając się na nieco bardziej wysublimowanym brzmieniu. Z całą mocą ujawni to „Spirit of Eden” (1988). Już na „The Colour of Spring” pojawiły się brzmienia gitary akustycznej, mellotronu, organów, harmonijki ustnej, saksofonu, kontrabasu, ponadto różne instrumenty perkusyjne. W porównaniu z debiutanckim „The Party's Over” (1982) różnica jest znacząca. Na „The Colour of Spring” muzykom zręcznie udało się połączyć względy komercyjne („Life's What You Make It") z artystycznymi aspiracjami („Chameleon Day", „Time It’s Time”). Jako że nie jest to łatwa sztuka, tym bardziej zasługują na uznanie.
Autor - Mahavishnuu


The Wrong Object - The stories from the Shed

Heavy avant-prog-jazz, muzyka dla baaardzo wyrobionych słuchaczy. Wrong Object powstał jako hołd dla Franka Zappy, szybko się jednak z tego wpływu wyzwolił. Zespół wypłynął na szerokie wody, grają głośno, intensywnie, agresywnie, emocjonalnie i to mnie przyciągnęło. Dosłownie żar się leje z głośników i w to mi graj , bo nie lubię mroźnej aury za oknem. To nieco abstrakcyjne brzmienie niczemu nie przeszkadza, ale trzeba jednak przetrzymać ten początkowy "chaos". Przesłuchać kilka razy i zacznie się rozjaśniać, muzyka stanie się bardziej przyjazna, choć to jednak avant. Blachy walczą z gitarą nie na żarty. Ja bym jeszcze dodał do tych określeń, acid jazz, nie myślcie jednak, że to eklektyczna muza. Gitarzysta będący liderem, dobrze wie o co mu chodzi.

From Bandcamp

Belgian heavyweights, the avant-prog-jazz-rock combo, The Wrong Object, return with a potent studio release of classic instrumentation and sonic landscapes. Chocked full of heavy guitar riffs, extravagant jazz themes and electronic sounds and effects, this CD marks a revisit to the rockier and densely overdriven stance that characterized the band's earlier productions. A worthy follow-up to The Unbelievable Truth (their first MoonJune release), this music never sits still.The sheer sonic texture of this album is immense -- largely driven by a combination of tight prog-rock sequences, alternating with more open and freely-improvised portions. The band chemistry is smooth and obvious; the vibe, undeniably hip.Showcasing a great diversity of influences ranging from Zappa to Squarepusher, to Soft Machine and Electric Miles, to Stravinsky and Bela Bartok, this new release will surprise listeners with its genre-defying compositions, adept improvisations and intricate arrangements. With its masterful, freewheeling style, Stories from the Shed is an album that would have sure made Elton Dean proud.


Gentle Giant - On the Box

To długie DVD ukazuje kapelę w całej okazałości. Zawiera 50-minutowy pokaz z Niemiec, 30-minutowy pokaz z Long Beach w Kalifornii, kilka wywiadów i kilka zdjęć z prywatnej kolekcji gitarzysty Gary'ego Greena. Pokaz w Niemczech był absolutnie cudowny i naprawdę pokazuje zespół w ich szczytowej formie. Setlista skupia się głównie na materiałach "Octopus", "In a Glass House" i "Power & the Glory", chociaż w tym przypadku mamy także świetną wersję "Funny Ways" z ich debiutanckiego albumu. Ten utwór zawiera genialny popis keyboardzisty Kerry Minnear, kończą  "So Sincere" i "Drum and percussion bash", które są zabawnym zakończeniem tego niesamowitego show! Występ Long Beach był prawie tak dobry i ponownie pokazuje wspaniałe zaangażowanie zespołu i doskonałą grę na scenie. Reszta materiału zamieszczona na DVD powinna zainteresować fanów tego zespołu, podczas gdy bardziej zakochani słuchacze powinni dostać to za dwa występy na żywo. Ogólnie rzecz biorąc, absolutnie konieczne, jeśli jesteś fanem Gentle Giant. Jest bardzo solidnie zbudowany, a pokazy są zdecydowanie warte najwyższej oceny. Szczególnie polecany DVD!!!




Jocelyn Pook - Masked ball

Eyes Wide Shut – Soundtrack (1999)

Jaki reżyser filmowy w mistrzowski sposób łączył obraz z muzyką? Jednym z pierwszych nazwisk, które od razu przychodzi mi na myśl to Kubrick. Szczególnie takie filmy, jak: „2001: A Space Odyssey”, „A Clockwork Orange”, „Barry Lyndon” i „The Shining". „Eyes Wide Shut” to ostatnie dzieło Mistrza. Moim zdaniem, jedno z mniej udanych w jego dorobku, choć i tak reprezentuje poziom niedostępny dla większości filmowców. Nie jest wykluczone, że Kubrick jeszcze dopieszczałby jego poszczególne elementy, mógłby przemontować niektóre fragmenty. Niestety jego śmierć sprawiła, że film dostał się w ręce wytwórni, której zależało na jak najszybszej premierze. Film jest przede wszystkim bardzo nierówny – obok scen magicznych („bal maskowy”) nie brakuje dłużyzn. Zdecydowanie nie przekonują mnie aktorzy kreujący główne role. Tom Cruise i Nicole Kidman dobrze pasują do kina hollywoodzkiego, tutaj najzwyczajniej w świecie nie dają rady. Nie można jednak obciążać tylko tej dwójki. W latach 90. Kubrick najlepsze lata miał za sobą. Już „Full Metal Jacket” (1987) zwiastował obniżkę formy. Soundtrack do „Eyes Wide Shut”, jak zwykle w przypadku tego twórcy, jest ciekawy. Koniecznie trzeba wspomnieć o intrygującym fragmencie z „Musica Ricercata” Ligetiego. Ostatecznie wybieram kompozycję Jocelyn Pook, bo ten fragment filmu najbardziej zapadł mi w pamięci.


Throbbing Gristle - The Third Mind Movement

The Third Mind Movements - ostatni album legendarnej brytyjskiej formacji rocka industrialnego Throbbing Gristle, powstały w oparciu o materiał z Desertshore Installation, którego prezentacja odbyła się w dniach 1-3 czerwca 2007 w Institute of Contemporary Art. Album ukazał się 16 kwietnia 2009 roku. W odróżnieniu od wydanych w XXI wieku poprzednich albumów zespołu, na których dominował materiał piosenkowy ocierający się niekiedy o pop, jest to zdecydowany powrót Throbbing Gristle do eksperymentalno-industrialnych korzeni, o czym przekonuje już otwierający album utwór The Man From Nowhere, będący połączeniem industrialnych pulsów, zgrzytów i hałasów przypominających te z albumu Journey Through a Body (1981), z chłodną elektroniką lat 70 w stylu Tangerine Dream, w tle zaś słychać jest mocno przytłumioną i zniekształconą deklamację Genesisa P- Orridge'a.
PreMature przypomina wczesne występy Throbbing Gristle z lat 70; utwór oparty jest na przeciągłym industrialnym hałasie i eksperymentalnej elektronice z przełomu lat 60 i 70, kompozycja z czasem nabiera sekcji rytmicznej, najpierw poprzez sekcję basową, potem dochodzi miarowy puls automatu perkusyjnego, w tle słychać cichą i przytłumioną deklamację, w końcu sekcja rytmiczna zanika, przenosząc kompozycję w fazę psychodeliczno-eksperymentalnej i drone'owej elektroniki przypominającej wczesny Cluster, Ash Ra Tempel czy Tangerine Dream z okresu "Pink Years".
Secluded opiera się na eksperymentalnych dźwiękach elektroniki lat 60 rodem z twórczości Stockhousena, Pierre'a Schaeffera, Mortona Subotnicka czy Beaver & Krause, połączonych z industrialnymi dźwiękami. Także i tu w tle słychać mocno zniekształconą i przytłumioną, odtworzoną wstecznie deklamację Genesisa.
W Perception Is The Only Reality od początku pojawia się sekcja rytmiczna przypominająca raczej dźwięki ręcznego piłowania, które tworzą swoisty trip-hopowy rytm utworu wypełnionego drone'owymi dźwiękami eksperymentalnej elektroniki przełomu lat 60 i 70, kojarzącej się z dokonaniami wczesnego Cluster, z licznymi dźwiękowymi i industrialnymi wypełniaczami.
Not That I Am oparty jest z kolei na ciężkim trip-hopowym rytmie automatu perkusyjnego, wokół którego rozbrzmiewa hipnotyzujący bas współgrający z przeciągłymi riffami gitary uzupełnionymi o industrialne zgrzyty i syntezatorowe efekty dźwiękowe. Kompozycję rozpoczynają i kończą przetworzone deklamacje.
Na finalny The Third Mind składają się trzy psychodeliczno-industrialne impresje składające się na jedną 23-minutową suitę. First Movement opiera się na transowym, industrialnym pulsie tworzącym rodzaj sekcji rytmicznej i nieustannych industrialnych efektach dźwiękowych; utwór ewoluuje od chłodnej, ambientowej melodii w stylu Tangerine Dream lat 70, przez połączenie psychodelii z jazzem w postaci długich partii saksofonu, które z kolei przechodzą w fazę eksperymentalnej, uzupełnionej o partie fletu i skrzypiec drone'owej elektroniki początków lat 70 rodem z krautrockowych klimatów Ash Ra Templel, Agitation Fee i Cluster lub The Legendary Pink Dots; kompozycja kończy się tak jak się zaczęła - chłodną ambientową melodią przypominającą brzmienie Tangerine Dream lat 70.
Second Movement przypomina klimaty z wczesnych koncertów Throbbing Gristle z lat 70; drone'owa i eksperymentalna elektronika w dusznym klimacie w stylu The Legendary Pink Dots, uzupełniana jest o gitarowe riffy i industrialne efekty dźwiękowe; z czasem riffy gitarowe zanikają, a w ich miejsce pojawia się ociężała sekcja rytmiczna przypominająca syk maszyny parowej.
Third Movement to kolaboracja psychodelicznej elektroniki lat 70, drone'u i jazzu z wysokimi partiami saksofonu altowego, mocno przytłumioną jazzową sekcją rytmiczną automatu perkusyjnego i wszechobecnymi efektami stereofonicznymi.
The Third Mind Movements jest najlepszym albumem w dorobku Throbbing Gristle, który stylem nawiązuje do Journey Through a Body i, niestety, ostatnim, bowiem późnym latem 2010 roku, Genesis P- Orridge zrezygnował z uczestnictwa w trasie koncertowej Throbbing Gristle; zespół dokończył trasę jako trio XTG. Co gorsza, w listopadzie 2010 roku zmarł jeden z filarów grupy Peter Christopherson, co definitywnie położyło kres dalszej działalności Throbbing Gristle.
The Third Mind Movements jest niezwykle trudną do zdobycia pozycją w dyskografii zespołu, bowiem album nie jest dostępny w standardowej sprzedaży; album można było nabyć w 2009 roku w trakcie trasy koncertowej zespołu po USA, po niej zaś jedynie za pośrednictwem strony internetowej Throbbing Gristle.
Autor - Depeche Gristle




Frank Zappa - The Making Of Freak Out! Project/Object

Zacznę od tego, że raczej nigdy nie przepadałem za pierwszą płytą The Mothers Of Invention. Może dlatego, że kiedy się ukazywała ja miałem 2 latka i jakoś nie w głowie mi było słuchać wtedy takiej muzyki, a może dlatego, że w chwili ukazania w Polsce słyszało o niej niewielu, jeśli nie kilku.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Frak Out nie zrozumiałem czym tak naprawdę zachwycił się świat. Czekałem na tego wyrośniętego Zappę, który przestał być kontestatorem, a stał się kompozytorem i artystą. Płyta ta jednak podobała mi się i nadal mi się podoba, choć nie zaliczam jej do pierwszej 10 najlepszych płyt Mistrza.
Moja ocena co do wagi tej płyty uległa jednak zmianie, kiedy posłuchałem wydawnictwa The MoFo Project/Object. Wydawnictwa, które po raz kolejny pokazało jak bardzo Zappa Family Trust ceni pieniądze i jak wiele można wycisnąć z jednej sesji nagraniowej, która trwała pomiędzy 9 a 12 marca 1966 roku.

W grudniu 2006 roku, z okazji 40-lecie wydania oryginału, wyszły dwie nowe pozycje Franka Zappy. Najpierw Deluxe Edition 4 CD, a potem zwykłe 2 CD. Razem 6 płyt w odstępie kilku dni. No i dla kolekcjonerów to największy cios, bo chcąc być w zgodzie z sumieniem, należy mieć obie wersje, a dlaczego - o tym później.

Więc czym jest owo MOFO?
W tytule to The Making Of Freak Out, czyli historia tworzenia dzieła. Jest to zestaw outtaków, alternatywnych wersji i różnych remixów z sesji Freak Out. Widać tutaj jak olbrzymi materiał był przygotowany. Zestaw uzupełnia kilka utworów z pierwszych koncertów The Mothers, więc kompletne rarytasy. Słucha się tego naprawdę znakomicie, ale... od drugiej płyty. Pierwsza to w całości oryginalny stereo mix znany już światu. Na reszcie jest już więcej rarytasów - inne mixy, overdubsy, inne wokale, gadki, partie perkusyjne, instrumentalne i wiele innych. Są tu także remixy robione z oryginalnych taśm przez Zappę w 1970 i 1987 roku. Nie wiemy do dzisiaj co powodowało nim, że w 1970 roku - 4 lata po nagraniu oryginałów - na nowo zabrał się za miksowanie tego materiału. Znając jego niespokojną duszę możemy domniemywać, że miał w tym jakiś cel wydawniczy.

Muzycznie w całości to bardzo ciekawa pozycja i dla mnie wzbogacająca wiedzę o Freak Out. Pokazuje także jak wiele niewykorzystanych pomysłów i grepsów zostało po tej sesji. Wiele naprawdę wyśmienitych, muzycznych rarytasów sprawiają, że słucha się tego naprawdę bardzo przyjemnie. Wielka wartość poznawcza stanowi o sile tej pozycji, która musi się znaleźć na półce każdego Zappofana.

No i jak pisałem - niestety muszą się znaleźć obie z opisywanych pozycji. Początkowo każdy myślał, Zacznę od tego, że raczej nigdy nie przepadałem za pierwszą płytą The Mothers Of Invention. Może dlatego, że kiedy się ukazywała ja miałem 2 latka i jakoś nie w głowie mi było słuchać wtedy takiej muzyki, a może dlatego, że w chwili ukazania w Polsce słyszało o niej niewielu, jeśli nie kilku.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Frak Out nie zrozumiałem czym tak naprawdę zachwycił się świat. Czekałem na tego wyrośniętego Zappę, który przestał być kontestatorem, a stał się kompozytorem i artystą. Płyta ta jednak podobała mi się i nadal mi się podoba, choć nie zaliczam jej do pierwszej 10 najlepszych płyt Mistrza.
Moja ocena co do wagi tej płyty uległa jednak zmianie, kiedy posłuchałem wydawnictwa The MoFo Project/Object. Wydawnictwa, które po raz kolejny pokazało jak bardzo Zappa Family Trust ceni pieniądze i jak wiele można wycisnąć z jednej sesji nagraniowej, która trwała pomiędzy 9 a 12 marca 1966 roku.

W grudniu 2006 roku, z okazji 40-lecie wydania oryginału, wyszły dwie nowe pozycje Franka Zappy. Najpierw Deluxe Edition 4 CD, a potem zwykłe 2 CD. Razem 6 płyt w odstępie kilku dni. No i dla kolekcjonerów to największy cios, bo chcąc być w zgodzie z sumieniem, należy mieć obie wersje, a dlaczego - o tym później.

Więc czym jest owo MOFO?
W tytule to The Making Of Freak Out, czyli historia tworzenia dzieła. Jest to zestaw outtaków, alternatywnych wersji i różnych remixów z sesji Freak Out. Widać tutaj jak olbrzymi materiał był przygotowany. Zestaw uzupełnia kilka utworów z pierwszych koncertów The Mothers, więc kompletne rarytasy. Słucha się tego naprawdę znakomicie, ale... od drugiej płyty. Pierwsza to w całości oryginalny stereo mix znany już światu. Na reszcie jest już więcej rarytasów - inne mixy, overdubsy, inne wokale, gadki, partie perkusyjne, instrumentalne i wiele innych. Są tu także remixy robione z oryginalnych taśm przez Zappę w 1970 i 1987 roku. Nie wiemy do dzisiaj co powodowało nim, że w 1970 roku - 4 lata po nagraniu oryginałów - na nowo zabrał się za miksowanie tego materiału. Znając jego niespokojną duszę możemy domniemywać, że miał w tym jakiś cel wydawniczy.

Muzycznie w całości to bardzo ciekawa pozycja i dla mnie wzbogacająca wiedzę o Freak Out. Pokazuje także jak wiele niewykorzystanych pomysłów i grepsów zostało po tej sesji. Wiele naprawdę wyśmienitych, muzycznych rarytasów sprawiają, że słucha się tego naprawdę bardzo przyjemnie. Wielka wartość poznawcza stanowi o sile tej pozycji, która musi się znaleźć na półce każdego Zappofana.

No i jak pisałem - niestety muszą się znaleźć obie z opisywanych pozycji. Początkowo każdy myślał, że wersja 2CD stanowi taki sampler dla 4CD, ale nic bardziej mylnego. Zappa Family Trust zadbało o to, aby każdy fan wysupłał więcej grosza i kupił obie wersje, ponieważ na wersji 2CD- jest 7 utworów, których nie ma na wersji 4CD!!! No i paranoja kolekcjonera znów się pogłębia...że wersja 2CD stanowi taki sampler dla 4CD, ale nic bardziej mylnego. Zappa Family Trust zadbało o to, aby każdy fan wysupłał więcej grosza i kupił obie wersje, ponieważ na wersji 2CD jest 7 utworów, których nie ma na wersji 4CD!!! No i paranoja kolekcjonera znów się pogłębia...
Autor - Konrad Niemiec





Caravan - Live at the Fairfield Halls

Nigdy nie przepadałem za Caravan i to był spory błąd, bo kapela zacna. Znakomicie łącząca ortodoksyjne Canterbury z lirycznymi piosenkami. Słuchałem sobie Caravan z orkiestrą i pomyślałem szkoda, że tak krótko. A tu masz jest płyta z pełnym koncertem ponad godzinę, utwory wydłużone z bogatymi partiami instrumentalnymi. Świetna propozycja dla szukających dobrej muzyki z lat siedemdziesiątych. Świetne skrzypce rockowe, a te keyboardy palce lizać. 




Frank Zappa - Wazoo

Kiedy odbywały się te koncerty świat nie znał jeszcze płyty Grand Wazoo, która została wydana w grudniu 1972 roku. Zwlekano z jej wydaniem, ponieważ w w lipcu 1972 ukazała się Waka/Jawaka, a w marcu 1972 Just Another Band... To były 3 różne płyty w tym samym roku. Mało który artysta zdobyłby się na taki wyczyn... Frank to potrafił. Był mistrzem autopromocji i wiedział, że to co wyda, zostanie na lata. Koncerty przeminą...

10 września 1972 roku rozpoczęła się krótka, zaledwie 7 koncertowa trasa, która w ciągu 2 tygodni objeździła praktycznie dwa kontynenty - Amerykę i Europę. Zaczęli w Los Angeles, aby szybko przenieść się do Berlina, Londynu, Hagi i wrócić do Stanów na dwa koncerty w Nowym Jorku i Bostonie. Ta część trasy nazywała się The Grand Wazoo Tour. Miesiąc później już w zmniejszonym składzie osobowym udali się na dwumiesięczną trasę nazwaną The Petit Wazoo Tour.

Ale my jesteśmy w Bostonie, na ostatnim z 7 koncertów pierwszej części trasy. Sala wypełniona po brzegi i publiczność czeka na nowe wcielenia Franka. Mistrza, który nie koncertował od grudnia 1971, kiedy to w Rainbow Theatre w Londynie rozszalały fan zepchnął Franka ze sceny. Ten upadając wpadł do pomieszczenia dla orkiestry i uległ bardzo poważnemu wypadkowi. Wydarzenie to wyłączyło go na długie miesiące z działalności koncertowej, lecz pozwoliło na spokojną pracę w domu, czego efektem były 3 wspomniane wcześniej albumy.

Teraz w Bostonie na scenie stoi 20 osobowy zespół, który gra swoistą odmianę jazz-rocka. To trudna muzyka. Nie ma tu skocznych i łatwych refrenów, nie ma wygłupów Eddiego i Flo, jest za to bogato zaaranżowane, kapitalne muzycznie wirtuozerskie granie. Tu nie ma lewych dźwięków, każdy wie co robi. Ktoś kto kiedykolwiek grał większym składzie wie jak trudno zapanować nad wszystkimi dźwiękami wydobywanymi przez taką grupę ludzi. Frank to potrafił. To był znakomity manager i dyrygent. Ćwiczyli po kilkanaście godzin dziennie, aby wszystko było perfekcyjne. I takie jest na tej płycie. Miejscami dołujące, miejscami porywające, ostre, jazzowe, prawie rockowe, awangardowe. Nowatorskie.

Jeśli znacie i lubicie płytę Grand Wazoo to wiecie czego można się tu spodziewać. Jeśli nie znacie - koniecznie musicie poznać. To nie jest płyta dla każdego, ale wielbiciele talentu i koneserzy muzyczni ją docenią.

Wiele z obecnych tu kompozycji znalazło się na albumach The Grand Wazoo i Waka/Jawaka i na wydanym w 1978 roku albumie Studio Tan.
Autor - Konrad Niemiec


Claude Debussy - Children's corner

Niniejszy cykl francuski kompozytor dedykował swojej córce. Claude-Emma miała wówczas zaledwie trzy lata. Niestety, nigdy nie przyszło jej w pełni docenić tych pięknych fortepianowych miniatur, ponieważ zmarła w wieku zaledwie 14 lat na błonicę. Jej ojciec odszedł z tego świata 16 miesięcy wcześniej. „Dziecięcy zaułek” może być dobrym wstępem do twórczości tego kompozytora. Poszczególne tematy zachwycają swoją subtelnością i melodyjnością. Jak to w przypadku muzyki klasycznej - warto poznawać różne interpretacje, tym bardziej że na You Tube nie znalazłem swoich ulubionych. Wyjątkowo piękne jest choćby nagranie Arturo Benedetti Michelangelego z 1971 roku, wydane przez Deutsche Grammophon.
Autor - Mahavishnuu


Wolfsheim - 55578 - 1987 - 1995

55578 - 1987 - 1995 - album kompilacyjny formacji Wolfsheim (tytuł jest kodem pocztowym grupy) zawierający materiał z dotychczas wydanych płyt i singli, uzupełniony o piosenki premierowe.

 Wolfsheim jest jednym z najważniejszych syntezatorowych formacji niemieckich, obok Camouflage i De Vision powstałych w drugiej połowie lat 80, jednak w odróżnieniu od wspomnianych wykonawców, będących silnie pod wpływem twórczości Depeche Mode, Wolfsheim wypracował własny styl i brzmienie oparte na zimnej fali połączone z brzmieniami synthpopowymi, którym najbliżej jest do dokonań Clan of Xymox z dwóch pierwszych płyt (Clan of Xymox, 1985 i Medusa, 1986). Klimat piosenek Wolfsheim jest na ogół ponury, jednak pewien powiew optymizmu wnosi charakterystyczny ciepły i sentymentalny, acz nasycony melancholią wokal Petera Heppnera. Klimat chłodnej fali, syntezatorowych pulsów i brzmień skojarzonych melancholią rodem z dwóch pierwszych płyt Clan of Xymox potwierdza utwór otwierający album Elias.

 Jeszcze większe skojarzenia z klimatami dwóch pierwszych płyt Clan of Xymox przynoszą utrzymane w szybszym tempie zimnofalowo-synthpopowe Anybody's Window (909 Remix), It's Not Too Late (Don't Sorrow - Long Version), The Sparrows and the Nightingales (Long Version), Ruby, Don't Take Your Love to Town i A Look into Your Heart (Different Version). Z kolei w Lovesong (Club Mix) i Where Greed Talks trudno nie zauważyć wpływów Depeche Mode. Now I Fall przypomina nieco dokonania De Vision, zaś jednym z najciekawszych kawałków jest zagrana akustycznie (z niewielką domieszką elektroniki) symfoniczna ballada Youth & Greed. Jedynym w pełni pogodnym numerem jest Real będący połączeniem zimnej fali i analogowego brzmienia w stylu Vince'a Clarke'a. Ale być może najlepszym momentem płyty jest zimnofalowo-gotycka ballada Annie (Early Version) w mrocznym klimacie. Całość kończy nietypowy jak na Wolfsheim dark-ambientowy instrumental Circles z zagrywkami akustycznej gitary, pianina i saksofonu.

 Album 55578 przyniósł duetowi sporą popularność, czyniąc Wolfsheim w tamtym czasie najważniejszą niemiecką formacją synthpopową i jedną z najważniejszych na świecie. Zresztą twórczość Wolfsheim o lata świetlne przewyższa dokonania kuzynostwa z Camouflage i De Vision, dlatego wielką stratą było zakończenie działalności (wskutek nieporozumień między muzykami) Wolfsheim w 2008 roku.A
Autor -  Depeche Gristle



Gentle Giant - s/t 1970

Nie wystarczy być dobrym, trzeba mieć szczęście. Tak można by powiedzieć, patrząc na historię  bandu. Zespół instrumentalistów i to jakich. Polecam obejrzeć jakiś koncert z siedemdziesiątych lat, kapela na światowym poziomie. Moim zdaniem jest to paradoks, jak taka grupa nie osiągnęła sukcesu. Wyrafinowana muzyka,, swoboda grania, to urzeka, no i poziom muzyczny, również. Polecam zacząć od razu od pierwszej płyty. Muzyka rockowa półka wyżej, zapewniam, że emocje zapewnione. Dość oryginalne podejście do różnych rodzajów muzyki. Nie tutaj miejsca na słodycz marnej prowieniencji.



Frank Zappa - One Shot Deal

Płyta ta została wydana 13 czerwca 2008 roku. To kolejne pośmiertne wydawnictwo Franka za którym stoi Zappa Family Trust. Kolejna płyta ku czci i dla pieniędzy, choć w tym przypadku bardziej ku czci, niż dla kasy.

Płyta była sprzedawana w Polsce przed koncertem Dweezila Zappy w Warszawie, a poza tym nie jest dostępna w Polskiej dystrybucji. Materiał tu zawarty został nagrany w latach 1972-1981 i jest znakomity. Tak, to naprawdę świetna rzecz. Gail Zappa tym razem wykonała dobrą robotę i wraz z Joe Traversem wybrali naprawdę utwory godne polecenia.
Płyta ta odkrywa kolejny z genialnych pomysłów Zappy.
Kiedy człowiek ten siedział w studiu i bawił się swoimi taśmami, spod jego ręki wychodziły naprawdę genialne rzeczy. Tym razem na większą skalę poznajemy technikę Franka nazwaną Xenochrony. Więcej o niej wspominałem omawiając płytę Sheik Yerbouti. Generalnie polega ona na połączeniu ze sobą fragmentów różnych utworów granych w różnych tempach. I tak powstaje nowa jakość, często niemożliwa do odtworzenia na żywo. W tym przypadku technika ta polegała na wycięciu gitarowych solówek Mistrza i włożeniu ich w nowe ramy utworów - inne metrum, tempo itp. Powstają nowe, małe arcydzieła muzyczne. Może nie najłatwiejsze w odbiorze, ale zawsze genialne. Przykładem takiego dzieła jest utwór 'Occam's Razor'. Jest to gitarowe solo wycięte z koncertowego wykonania utworu 'Inca Roads'. Ta solówka została wykorzystana w utworze 'On The Bus' ze znakomitego albumu Joe's Garage.
Płytę uzupełniają dwa utwory, w których nie wykorzystano omawianej wcześniej techniki, czyli Hermitage i Rollo. Tutaj Zappa występuje z The Abnuceals Emuukha Electric Symphony Orchestra. Była to duża grupa muzyków sesyjnych z Hollywood zorganizowanych pod batutą Franka już w 1967 roku. Grupa ta towarzyszyła Mistrzowi przy nagrywaniu jego pierwszej sygnowanej własnym nazwiskiem płyty Lumpy Gravy.
A prawdziwe perełki to Occam's Razor, The Illinois Enema Bandit i oczywiście Australian Yellow Snow. Polecam wszystkim, którzy umieją słuchać.
Autor - Konrad Niemiec


Peter Hamel - Hamel

Hamel to jeden z kompozytorów muzyki „poważnej”, który wkroczył na obszar nieco bardziej popularnej elektroniki, próbując dokonać syntezy tych dwóch odmiennych światów. W latach 70. próbowali także inni, by wymienić takich twórców, jak David Bedford, Eberhard Schoener i Roberto Cacciapaglia. Pierwsze solowe dokonanie Hamela to od razu album dwupłytowy. Obok „Nada”(1977) to najważniejsza pozycja w jego dorobku nagrana w latach 70. Pewne rozczarowanie przynoszą pierwsze trzy kompozycje, bardzo do siebie podobne, rażące monotonią środków wyrazu. Kolejne trzy strony winyla wypełniła jednak muzyka znacznie ciekawsza, rekompensująca w pełni dłużyzny z pierwszych kilkunastu minut. Wyróżnia się dwudziestominutowa „Aura”, będąca prawdziwą manifestacją ówczesnego stylu kompozytora. Leniwa narracja, kontemplacyjny nastrój, wyraźne ciążenie w stronę minimalizmu, silnie wyeksponowane brzmienie organów, przywodzące od razu na myśl wczesne utwory Terry'ego Rileya (charakterystyczne modulacje!). Mocną stroną płyty są wspomniane organy, główny składnik fakturalny kompozycji, budujące w niemałym stopniu klimat całości. Dzięki intrygującemu brzmieniu koncentrują na sobie uwagę słuchacza. Debiutancki album artysty jest spójny stylistycznie. Przynosi muzykę dojrzałą, o zniewalającym klimacie, pełną zadumy i wyciszenia. Z pewnością zainteresuje zwolenników wczesnego ambientu, minimalizmu i bardziej zelektryfikowanych odmian krautrocka.
Autor - Mahavishnuu



John Foxx - Modern Art the Best of

Modern Art - the Best of John Foxx - wydana w 2001 roku kompilacja singlowych utworów Johna Foxxa, wokalisty i współzałożyciela legendarnego zespołu new romantic Ultravox, w którym występował w latach 1974-79 i, z którym nie dane było artyście osiągnąć znaczącego sukcesu komercyjnego, nie mogąc się jednocześnie wykazać niezależnością twórczą i brakiem porozumienia z pozostałymi muzykami zespołu w kwestii dalszej twórczości Ultravox, John Foxx w 1979 roku rozpoczyna karierę solową, stając się tym samym w latach 80, wraz z Garym Numanem i Thomasem Dolby'm, brytyjskim "samotnym bardem synthpopu". Mimo opuszczenia macierzystego zespołu, twórczość Ultravox, w szczególności ta z okresu albumu Systems of Romance (1978) miała ogromny wpływ na twórczość Jhonna Foxxa, zwłaszcza w latach 80, co słychać już w pierwszym numerze kompilacji, future popowym, przypominającym też stylem wczesny The Human League singlu Underpass; podobny future-popowo-synthpopowy klimat prezentują No-One Driving, 20th Century z wpływami twórczości The Normal, Burning Car (w którym słychać mieszankę stylów z Systems of Romance i utworu Mr. X z płyty Vienna, pierwszego albumu Ultravox bez udziału Johna Foxxa), zaś piosenki o postpunkowym zabarwieniu: Miles Away, Dancing Like A Gun i Endlessly brzmią, jakby wprost wyjęte zostały z albumu Systems of Romance.
Europe After The Rain i Stars On Fire o pogodniejszym charakterze budzą skojarzenia z twórczością szwedzkiego Secret Service, z kolei niebagatelny wpływ na twórczość OMD na płytach Junk Culture i Crush musiały wywrzeć utwory Your Dress i Like A Miracle. Odwrotnie zaś, inspiracje twórczością OMD słychać w kompozycji Enter The Angel.
Od bardziej chłodnego i mrocznego stylu John Foxx nie stronił w latach 90, czego przykładem jest dark-ambientowy, niemal sakralny Sunset Rising.
Kompozycja The Noise stanowi hybrydę uderzenia The Prodigy z future-popowymi brzmieniami w stylu The Human League.
Nightlife, prawdopodobnie najlepszy numer kompilacji, to nieustannie pulsujący transowy beat automatu perkusyjnego stanowiący sekcję rytmiczną utworu będącego hybrydą zimnej fali i synthpopu z silnymi wpływami twórczości Kraftwerk. Strofę stanowi chłodna melodeklamacja, zaś minimalistycznym refrenem jest przetworzone i śpiewane przez vocoder słowo "Nigh-tlife", co w efekcie daje efekt przypominający klimaty z albumu Trans - Europe Express zespołu Kraftwerk.
Shifting City jest jednym z względnie rzadkich u Johnna Foxxa zwrotów w kierunku industrialu; słychać też tu wpływy brzmieniowe Depeche Mode i Moby'ego.
Całość dopełniają dwa future-popowe rarytasy z 1980 roku, dostępne wcześniej jedynie w bardzo ograniczonym nakładzie na flexi-dysku i 7-calówce My Face i He's A Liquid.
Autor - Depeche Gristle


No Thanks! - The 70's punk rebellion

Takie coś mi się dostało. Lubię składanki, ale muszą być odpowiednio przemyślane. Do niedawna za taki komplet oddałbym duszę diabłu. Wspaniały klimat z tamtych lat, wszyscy znaczący, czysta energia, piękne lata młodości. Chlip, chlip, chlip.


Yello - Toy

Toy - trzynasty album szwajcarskiej formacji Yello, wydany 30 września 2016 roku, na który trzeba było czekać przeszło siedem długich lat, gdzie w międzyczasie Dieter Meier i Boris Blank zajmowali się swoimi solowymi projektami. Obaj muzycy nie ryzykowali zbytnio angażowania się w rewolucyjne zmiany, kontynuując i rozwijając raczej koncepcję z trzech poprzednich albumów grupy, częściowo jednak powrócili do analogowego brzmienia retro, o czym świadczy już krótkie, minutowe, future-popowe wprowadzenie Frautonium Intro w stylu retro-elektroniki z przełomu lat 70 i 80, jednakże już następny pełnowymiarowy numer płyty, promujący album singiel Limbo, wypełniony głębokim wokalem/deklamacją Dietera Meiera, w której wyraźnie słychać ducha Leonarda Cohena, jest dość charakterystycznym dla współczesnego Yello połączeniem transującego electro z domieszką industrialu z jazzem i funkiem.
30'000 Days kontynuuje obrany poprzednio schemat z klimatem z ostatnich płyt Yello; tym razem jest to kompozycja łącząca melancholijną i niepokojącą elektronikę dość typową dla Borisa Blanka, z jazzem i domieszką funkowych zagrywek gitary.
Cold Flame utrzymany jest w klimacie transowego electro z elementami funku znanego już z albumów Motion Picture i The Eye. W utworze gościnne śpiewa dysponująca jazzowym wokalem, pochodząca z Mali piosenkarka Malia, z którą w duecie Boris Blank nagrał w 2014 roku album Convergence, tutaj zaś dodatkowo wsparł wokalistkę w chórkach.
W trip-hopowym Kiss the Cloud gościnnie wokalu użyczyła chińska wokalistka Fifi Rong, której rozleniwiony wokal przypominający stylem Julee Cruise, jak i ambientowe przestrzenie przypominają klimaty zaczerpnięte z Twin Peaks.
Jednym z mocniejszych momentów albumu jest instrumentalny utwór Pacific AM, utrzymany w charakterystyce pełnego napięcia filmowego soundtracku z charakterystyczną dla Yello niezwykle chłodną ambientową przestrzenią, ciepłym latynoskim chwytem gitary oraz transowo-ciężkim i rwanym, folkowym rytmem bębnów; tu i ówdzie pojawiają się motywy orientalne - bliskowschodnie i hinduskie.
Starlight Scene jest ciepłą kompozycją synthpopową z future-popowymi motywami klawiszy, country'owymi chwytami gitary w stylu Chrisa Rea Jeremy'ego Baera oraz damsko-męskim wokalnym duetem Dietera Meiera z Malią, w którym oboje wokalistów idealnie się uzupełnia.
Malia rolę pierwszego wokalu pełni również w synthpopowym numerze będącym w klimacie rodem z Motion Picture, Give You the World.
Zdecydowanie wyróżniającym się utworem na płycie jest Give You the World, utrzymany w klimacie synthpopu z elementami industrialu, future-popu, a nawet psychodelicznymi motywami organowymi; całość dopełnia pełna ekspresji głęboka melodeklamacja w stylu Leonarda Cohena Dietera Meiera, wspieranego wokalnie w chórkach przez Malię.
W Dialectical Kid w stylu electro bliskiemu klimatom z The Eye, nie po raz pierwszy pojawia się damsko-męski duet wokalny; częściowo przetworzona deklamacja Dietera Meiera stanowi strofę, zaś refren w mocno jazzowym stylu, chóralnie śpiewa współpracująca już wielokrotnie wcześniej z Yello wokalistka Heidi Happy.
Świetnie uzupełniający się damsko-męski duet wokalny Meier-Fifi Rong pojawia się w kompozycji Dark Side, utrzymanej w rytmice bossa novy z melancholijną i niepokojącą przestrzenią, zimnofalowymi i future-popowymi motywami klawiszy, rwanymi smyczkami, zagrywkami basu a nawet pojawiającymi się na chwile hawajskimi chwytami gitary czy syntezatorowym pulsem w stylu Tangerine Dream z albumu Phaedra.
Synthpopowy Blue Biscuit stanowi ciekawe połączenie industrialnego pulsu z ciepłym flamenco i latynoskim chwytem gitary uzupełnianej o delikatne bluesowe zagrywki gitarowe w tle; ciepło łączy się tu z chłodem klawiszowych przestrzeni na tle odgłosów burzy. To jedyny utwór albumu, na którym rolę pierwszego wokalisty wziął na siebie Boris Blank ze swoim niezwykle ciepłym, acz sennym i leniwym wokalem.
Najbardziej eksperymentalnym momentem albumu jest instrumentalna kompozycja Magma, stanowiąca dźwiękowe kolaże - pianina, gitarowego riffu, saksofonu czy pojedynczych przetworzonych i nagle urywających się słów - na tle chłodnego ambientu, który z czasem przechodzi w industrialny puls, gdzie na chwile pojawiają się szamańskie partie perkusji, w marę cichnięcia której utwór powoli powraca do ambientowej formy.
Album kończy motyw, który go otwierał - Frautonium - w rozbudowanej formie przejść od future-popu, przez nisko grane dźwięki syntezatora wymieszane z analogowym zgrzytem, który przechodzi w przestrzenne klimaty rodem z Jeana Michela Jaerre'a, zastąpione z kolei przez syntezatorowy puls, który ustępuje miejsca future-popowemu motywowi rozpoczynającemu utwór, ponownie przechodzący w niskie dźwięki syntezatora wymieszane z syntetycznym zgrzytem; całość finalizuje krótka 8-bitowa melodia rodem z futurystycznych gierek na Commodore 64 i Atari.
Jednym z najważniejszych wydarzeń związanych z ukazaniem się albumu Toy, była pierwsza w historii Yello trasa koncertowa promująca album. Co prawda w przeszłości Yello dawało krótkie, zwykle 15 minutowe występy, jednak po raz pierwszy formacja zagrała pełnowymiarowy koncert, otwierając zupełnie nowy etap w swojej twórczości, który rozpoczął się w dniach 26-30 września 2016 roku czterema koncertami w berlińskim klubie Kraftwerk, na które wszystkie bilety rozeszły się jeszcze w przedsprzedaży. Ponadto albumem Toy, będący prawdziwą legendą Yello udowodnili, że wciąż jeszcze liczą się na rynku muzycznym, bowiem krążek notowany był na listach przebojów, docierając do pierwszego miejsca w rodzimej Szwajcarii czy drugiego miejsca w Niemczech.
Autor - Depeche Gristle