Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Caravan - Live at the Fairfield Halls

Nigdy nie przepadałem za Caravan i to był spory błąd, bo kapela zacna. Znakomicie łącząca ortodoksyjne Canterbury z lirycznymi piosenkami. Słuchałem sobie Caravan z orkiestrą i pomyślałem szkoda, że tak krótko. A tu masz jest płyta z pełnym koncertem ponad godzinę, utwory wydłużone z bogatymi partiami instrumentalnymi. Świetna propozycja dla szukających dobrej muzyki z lat siedemdziesiątych. Świetne skrzypce rockowe, a te keyboardy palce lizać. 




Frank Zappa - Wazoo

Kiedy odbywały się te koncerty świat nie znał jeszcze płyty Grand Wazoo, która została wydana w grudniu 1972 roku. Zwlekano z jej wydaniem, ponieważ w w lipcu 1972 ukazała się Waka/Jawaka, a w marcu 1972 Just Another Band... To były 3 różne płyty w tym samym roku. Mało który artysta zdobyłby się na taki wyczyn... Frank to potrafił. Był mistrzem autopromocji i wiedział, że to co wyda, zostanie na lata. Koncerty przeminą...

10 września 1972 roku rozpoczęła się krótka, zaledwie 7 koncertowa trasa, która w ciągu 2 tygodni objeździła praktycznie dwa kontynenty - Amerykę i Europę. Zaczęli w Los Angeles, aby szybko przenieść się do Berlina, Londynu, Hagi i wrócić do Stanów na dwa koncerty w Nowym Jorku i Bostonie. Ta część trasy nazywała się The Grand Wazoo Tour. Miesiąc później już w zmniejszonym składzie osobowym udali się na dwumiesięczną trasę nazwaną The Petit Wazoo Tour.

Ale my jesteśmy w Bostonie, na ostatnim z 7 koncertów pierwszej części trasy. Sala wypełniona po brzegi i publiczność czeka na nowe wcielenia Franka. Mistrza, który nie koncertował od grudnia 1971, kiedy to w Rainbow Theatre w Londynie rozszalały fan zepchnął Franka ze sceny. Ten upadając wpadł do pomieszczenia dla orkiestry i uległ bardzo poważnemu wypadkowi. Wydarzenie to wyłączyło go na długie miesiące z działalności koncertowej, lecz pozwoliło na spokojną pracę w domu, czego efektem były 3 wspomniane wcześniej albumy.

Teraz w Bostonie na scenie stoi 20 osobowy zespół, który gra swoistą odmianę jazz-rocka. To trudna muzyka. Nie ma tu skocznych i łatwych refrenów, nie ma wygłupów Eddiego i Flo, jest za to bogato zaaranżowane, kapitalne muzycznie wirtuozerskie granie. Tu nie ma lewych dźwięków, każdy wie co robi. Ktoś kto kiedykolwiek grał większym składzie wie jak trudno zapanować nad wszystkimi dźwiękami wydobywanymi przez taką grupę ludzi. Frank to potrafił. To był znakomity manager i dyrygent. Ćwiczyli po kilkanaście godzin dziennie, aby wszystko było perfekcyjne. I takie jest na tej płycie. Miejscami dołujące, miejscami porywające, ostre, jazzowe, prawie rockowe, awangardowe. Nowatorskie.

Jeśli znacie i lubicie płytę Grand Wazoo to wiecie czego można się tu spodziewać. Jeśli nie znacie - koniecznie musicie poznać. To nie jest płyta dla każdego, ale wielbiciele talentu i koneserzy muzyczni ją docenią.

Wiele z obecnych tu kompozycji znalazło się na albumach The Grand Wazoo i Waka/Jawaka i na wydanym w 1978 roku albumie Studio Tan.
Autor - Konrad Niemiec


Claude Debussy - Children's corner

Niniejszy cykl francuski kompozytor dedykował swojej córce. Claude-Emma miała wówczas zaledwie trzy lata. Niestety, nigdy nie przyszło jej w pełni docenić tych pięknych fortepianowych miniatur, ponieważ zmarła w wieku zaledwie 14 lat na błonicę. Jej ojciec odszedł z tego świata 16 miesięcy wcześniej. „Dziecięcy zaułek” może być dobrym wstępem do twórczości tego kompozytora. Poszczególne tematy zachwycają swoją subtelnością i melodyjnością. Jak to w przypadku muzyki klasycznej - warto poznawać różne interpretacje, tym bardziej że na You Tube nie znalazłem swoich ulubionych. Wyjątkowo piękne jest choćby nagranie Arturo Benedetti Michelangelego z 1971 roku, wydane przez Deutsche Grammophon.
Autor - Mahavishnuu


Wolfsheim - 55578 - 1987 - 1995

55578 - 1987 - 1995 - album kompilacyjny formacji Wolfsheim (tytuł jest kodem pocztowym grupy) zawierający materiał z dotychczas wydanych płyt i singli, uzupełniony o piosenki premierowe.

 Wolfsheim jest jednym z najważniejszych syntezatorowych formacji niemieckich, obok Camouflage i De Vision powstałych w drugiej połowie lat 80, jednak w odróżnieniu od wspomnianych wykonawców, będących silnie pod wpływem twórczości Depeche Mode, Wolfsheim wypracował własny styl i brzmienie oparte na zimnej fali połączone z brzmieniami synthpopowymi, którym najbliżej jest do dokonań Clan of Xymox z dwóch pierwszych płyt (Clan of Xymox, 1985 i Medusa, 1986). Klimat piosenek Wolfsheim jest na ogół ponury, jednak pewien powiew optymizmu wnosi charakterystyczny ciepły i sentymentalny, acz nasycony melancholią wokal Petera Heppnera. Klimat chłodnej fali, syntezatorowych pulsów i brzmień skojarzonych melancholią rodem z dwóch pierwszych płyt Clan of Xymox potwierdza utwór otwierający album Elias.

 Jeszcze większe skojarzenia z klimatami dwóch pierwszych płyt Clan of Xymox przynoszą utrzymane w szybszym tempie zimnofalowo-synthpopowe Anybody's Window (909 Remix), It's Not Too Late (Don't Sorrow - Long Version), The Sparrows and the Nightingales (Long Version), Ruby, Don't Take Your Love to Town i A Look into Your Heart (Different Version). Z kolei w Lovesong (Club Mix) i Where Greed Talks trudno nie zauważyć wpływów Depeche Mode. Now I Fall przypomina nieco dokonania De Vision, zaś jednym z najciekawszych kawałków jest zagrana akustycznie (z niewielką domieszką elektroniki) symfoniczna ballada Youth & Greed. Jedynym w pełni pogodnym numerem jest Real będący połączeniem zimnej fali i analogowego brzmienia w stylu Vince'a Clarke'a. Ale być może najlepszym momentem płyty jest zimnofalowo-gotycka ballada Annie (Early Version) w mrocznym klimacie. Całość kończy nietypowy jak na Wolfsheim dark-ambientowy instrumental Circles z zagrywkami akustycznej gitary, pianina i saksofonu.

 Album 55578 przyniósł duetowi sporą popularność, czyniąc Wolfsheim w tamtym czasie najważniejszą niemiecką formacją synthpopową i jedną z najważniejszych na świecie. Zresztą twórczość Wolfsheim o lata świetlne przewyższa dokonania kuzynostwa z Camouflage i De Vision, dlatego wielką stratą było zakończenie działalności (wskutek nieporozumień między muzykami) Wolfsheim w 2008 roku.A
Autor -  Depeche Gristle



Gentle Giant - s/t 1970

Nie wystarczy być dobrym, trzeba mieć szczęście. Tak można by powiedzieć, patrząc na historię  bandu. Zespół instrumentalistów i to jakich. Polecam obejrzeć jakiś koncert z siedemdziesiątych lat, kapela na światowym poziomie. Moim zdaniem jest to paradoks, jak taka grupa nie osiągnęła sukcesu. Wyrafinowana muzyka,, swoboda grania, to urzeka, no i poziom muzyczny, również. Polecam zacząć od razu od pierwszej płyty. Muzyka rockowa półka wyżej, zapewniam, że emocje zapewnione. Dość oryginalne podejście do różnych rodzajów muzyki. Nie tutaj miejsca na słodycz marnej prowieniencji.



Frank Zappa - One Shot Deal

Płyta ta została wydana 13 czerwca 2008 roku. To kolejne pośmiertne wydawnictwo Franka za którym stoi Zappa Family Trust. Kolejna płyta ku czci i dla pieniędzy, choć w tym przypadku bardziej ku czci, niż dla kasy.

Płyta była sprzedawana w Polsce przed koncertem Dweezila Zappy w Warszawie, a poza tym nie jest dostępna w Polskiej dystrybucji. Materiał tu zawarty został nagrany w latach 1972-1981 i jest znakomity. Tak, to naprawdę świetna rzecz. Gail Zappa tym razem wykonała dobrą robotę i wraz z Joe Traversem wybrali naprawdę utwory godne polecenia.
Płyta ta odkrywa kolejny z genialnych pomysłów Zappy.
Kiedy człowiek ten siedział w studiu i bawił się swoimi taśmami, spod jego ręki wychodziły naprawdę genialne rzeczy. Tym razem na większą skalę poznajemy technikę Franka nazwaną Xenochrony. Więcej o niej wspominałem omawiając płytę Sheik Yerbouti. Generalnie polega ona na połączeniu ze sobą fragmentów różnych utworów granych w różnych tempach. I tak powstaje nowa jakość, często niemożliwa do odtworzenia na żywo. W tym przypadku technika ta polegała na wycięciu gitarowych solówek Mistrza i włożeniu ich w nowe ramy utworów - inne metrum, tempo itp. Powstają nowe, małe arcydzieła muzyczne. Może nie najłatwiejsze w odbiorze, ale zawsze genialne. Przykładem takiego dzieła jest utwór 'Occam's Razor'. Jest to gitarowe solo wycięte z koncertowego wykonania utworu 'Inca Roads'. Ta solówka została wykorzystana w utworze 'On The Bus' ze znakomitego albumu Joe's Garage.
Płytę uzupełniają dwa utwory, w których nie wykorzystano omawianej wcześniej techniki, czyli Hermitage i Rollo. Tutaj Zappa występuje z The Abnuceals Emuukha Electric Symphony Orchestra. Była to duża grupa muzyków sesyjnych z Hollywood zorganizowanych pod batutą Franka już w 1967 roku. Grupa ta towarzyszyła Mistrzowi przy nagrywaniu jego pierwszej sygnowanej własnym nazwiskiem płyty Lumpy Gravy.
A prawdziwe perełki to Occam's Razor, The Illinois Enema Bandit i oczywiście Australian Yellow Snow. Polecam wszystkim, którzy umieją słuchać.
Autor - Konrad Niemiec


Peter Hamel - Hamel

Hamel to jeden z kompozytorów muzyki „poważnej”, który wkroczył na obszar nieco bardziej popularnej elektroniki, próbując dokonać syntezy tych dwóch odmiennych światów. W latach 70. próbowali także inni, by wymienić takich twórców, jak David Bedford, Eberhard Schoener i Roberto Cacciapaglia. Pierwsze solowe dokonanie Hamela to od razu album dwupłytowy. Obok „Nada”(1977) to najważniejsza pozycja w jego dorobku nagrana w latach 70. Pewne rozczarowanie przynoszą pierwsze trzy kompozycje, bardzo do siebie podobne, rażące monotonią środków wyrazu. Kolejne trzy strony winyla wypełniła jednak muzyka znacznie ciekawsza, rekompensująca w pełni dłużyzny z pierwszych kilkunastu minut. Wyróżnia się dwudziestominutowa „Aura”, będąca prawdziwą manifestacją ówczesnego stylu kompozytora. Leniwa narracja, kontemplacyjny nastrój, wyraźne ciążenie w stronę minimalizmu, silnie wyeksponowane brzmienie organów, przywodzące od razu na myśl wczesne utwory Terry'ego Rileya (charakterystyczne modulacje!). Mocną stroną płyty są wspomniane organy, główny składnik fakturalny kompozycji, budujące w niemałym stopniu klimat całości. Dzięki intrygującemu brzmieniu koncentrują na sobie uwagę słuchacza. Debiutancki album artysty jest spójny stylistycznie. Przynosi muzykę dojrzałą, o zniewalającym klimacie, pełną zadumy i wyciszenia. Z pewnością zainteresuje zwolenników wczesnego ambientu, minimalizmu i bardziej zelektryfikowanych odmian krautrocka.
Autor - Mahavishnuu



John Foxx - Modern Art the Best of

Modern Art - the Best of John Foxx - wydana w 2001 roku kompilacja singlowych utworów Johna Foxxa, wokalisty i współzałożyciela legendarnego zespołu new romantic Ultravox, w którym występował w latach 1974-79 i, z którym nie dane było artyście osiągnąć znaczącego sukcesu komercyjnego, nie mogąc się jednocześnie wykazać niezależnością twórczą i brakiem porozumienia z pozostałymi muzykami zespołu w kwestii dalszej twórczości Ultravox, John Foxx w 1979 roku rozpoczyna karierę solową, stając się tym samym w latach 80, wraz z Garym Numanem i Thomasem Dolby'm, brytyjskim "samotnym bardem synthpopu". Mimo opuszczenia macierzystego zespołu, twórczość Ultravox, w szczególności ta z okresu albumu Systems of Romance (1978) miała ogromny wpływ na twórczość Jhonna Foxxa, zwłaszcza w latach 80, co słychać już w pierwszym numerze kompilacji, future popowym, przypominającym też stylem wczesny The Human League singlu Underpass; podobny future-popowo-synthpopowy klimat prezentują No-One Driving, 20th Century z wpływami twórczości The Normal, Burning Car (w którym słychać mieszankę stylów z Systems of Romance i utworu Mr. X z płyty Vienna, pierwszego albumu Ultravox bez udziału Johna Foxxa), zaś piosenki o postpunkowym zabarwieniu: Miles Away, Dancing Like A Gun i Endlessly brzmią, jakby wprost wyjęte zostały z albumu Systems of Romance.
Europe After The Rain i Stars On Fire o pogodniejszym charakterze budzą skojarzenia z twórczością szwedzkiego Secret Service, z kolei niebagatelny wpływ na twórczość OMD na płytach Junk Culture i Crush musiały wywrzeć utwory Your Dress i Like A Miracle. Odwrotnie zaś, inspiracje twórczością OMD słychać w kompozycji Enter The Angel.
Od bardziej chłodnego i mrocznego stylu John Foxx nie stronił w latach 90, czego przykładem jest dark-ambientowy, niemal sakralny Sunset Rising.
Kompozycja The Noise stanowi hybrydę uderzenia The Prodigy z future-popowymi brzmieniami w stylu The Human League.
Nightlife, prawdopodobnie najlepszy numer kompilacji, to nieustannie pulsujący transowy beat automatu perkusyjnego stanowiący sekcję rytmiczną utworu będącego hybrydą zimnej fali i synthpopu z silnymi wpływami twórczości Kraftwerk. Strofę stanowi chłodna melodeklamacja, zaś minimalistycznym refrenem jest przetworzone i śpiewane przez vocoder słowo "Nigh-tlife", co w efekcie daje efekt przypominający klimaty z albumu Trans - Europe Express zespołu Kraftwerk.
Shifting City jest jednym z względnie rzadkich u Johnna Foxxa zwrotów w kierunku industrialu; słychać też tu wpływy brzmieniowe Depeche Mode i Moby'ego.
Całość dopełniają dwa future-popowe rarytasy z 1980 roku, dostępne wcześniej jedynie w bardzo ograniczonym nakładzie na flexi-dysku i 7-calówce My Face i He's A Liquid.
Autor - Depeche Gristle


No Thanks! - The 70's punk rebellion

Takie coś mi się dostało. Lubię składanki, ale muszą być odpowiednio przemyślane. Do niedawna za taki komplet oddałbym duszę diabłu. Wspaniały klimat z tamtych lat, wszyscy znaczący, czysta energia, piękne lata młodości. Chlip, chlip, chlip.


Yello - Toy

Toy - trzynasty album szwajcarskiej formacji Yello, wydany 30 września 2016 roku, na który trzeba było czekać przeszło siedem długich lat, gdzie w międzyczasie Dieter Meier i Boris Blank zajmowali się swoimi solowymi projektami. Obaj muzycy nie ryzykowali zbytnio angażowania się w rewolucyjne zmiany, kontynuując i rozwijając raczej koncepcję z trzech poprzednich albumów grupy, częściowo jednak powrócili do analogowego brzmienia retro, o czym świadczy już krótkie, minutowe, future-popowe wprowadzenie Frautonium Intro w stylu retro-elektroniki z przełomu lat 70 i 80, jednakże już następny pełnowymiarowy numer płyty, promujący album singiel Limbo, wypełniony głębokim wokalem/deklamacją Dietera Meiera, w której wyraźnie słychać ducha Leonarda Cohena, jest dość charakterystycznym dla współczesnego Yello połączeniem transującego electro z domieszką industrialu z jazzem i funkiem.
30'000 Days kontynuuje obrany poprzednio schemat z klimatem z ostatnich płyt Yello; tym razem jest to kompozycja łącząca melancholijną i niepokojącą elektronikę dość typową dla Borisa Blanka, z jazzem i domieszką funkowych zagrywek gitary.
Cold Flame utrzymany jest w klimacie transowego electro z elementami funku znanego już z albumów Motion Picture i The Eye. W utworze gościnne śpiewa dysponująca jazzowym wokalem, pochodząca z Mali piosenkarka Malia, z którą w duecie Boris Blank nagrał w 2014 roku album Convergence, tutaj zaś dodatkowo wsparł wokalistkę w chórkach.
W trip-hopowym Kiss the Cloud gościnnie wokalu użyczyła chińska wokalistka Fifi Rong, której rozleniwiony wokal przypominający stylem Julee Cruise, jak i ambientowe przestrzenie przypominają klimaty zaczerpnięte z Twin Peaks.
Jednym z mocniejszych momentów albumu jest instrumentalny utwór Pacific AM, utrzymany w charakterystyce pełnego napięcia filmowego soundtracku z charakterystyczną dla Yello niezwykle chłodną ambientową przestrzenią, ciepłym latynoskim chwytem gitary oraz transowo-ciężkim i rwanym, folkowym rytmem bębnów; tu i ówdzie pojawiają się motywy orientalne - bliskowschodnie i hinduskie.
Starlight Scene jest ciepłą kompozycją synthpopową z future-popowymi motywami klawiszy, country'owymi chwytami gitary w stylu Chrisa Rea Jeremy'ego Baera oraz damsko-męskim wokalnym duetem Dietera Meiera z Malią, w którym oboje wokalistów idealnie się uzupełnia.
Malia rolę pierwszego wokalu pełni również w synthpopowym numerze będącym w klimacie rodem z Motion Picture, Give You the World.
Zdecydowanie wyróżniającym się utworem na płycie jest Give You the World, utrzymany w klimacie synthpopu z elementami industrialu, future-popu, a nawet psychodelicznymi motywami organowymi; całość dopełnia pełna ekspresji głęboka melodeklamacja w stylu Leonarda Cohena Dietera Meiera, wspieranego wokalnie w chórkach przez Malię.
W Dialectical Kid w stylu electro bliskiemu klimatom z The Eye, nie po raz pierwszy pojawia się damsko-męski duet wokalny; częściowo przetworzona deklamacja Dietera Meiera stanowi strofę, zaś refren w mocno jazzowym stylu, chóralnie śpiewa współpracująca już wielokrotnie wcześniej z Yello wokalistka Heidi Happy.
Świetnie uzupełniający się damsko-męski duet wokalny Meier-Fifi Rong pojawia się w kompozycji Dark Side, utrzymanej w rytmice bossa novy z melancholijną i niepokojącą przestrzenią, zimnofalowymi i future-popowymi motywami klawiszy, rwanymi smyczkami, zagrywkami basu a nawet pojawiającymi się na chwile hawajskimi chwytami gitary czy syntezatorowym pulsem w stylu Tangerine Dream z albumu Phaedra.
Synthpopowy Blue Biscuit stanowi ciekawe połączenie industrialnego pulsu z ciepłym flamenco i latynoskim chwytem gitary uzupełnianej o delikatne bluesowe zagrywki gitarowe w tle; ciepło łączy się tu z chłodem klawiszowych przestrzeni na tle odgłosów burzy. To jedyny utwór albumu, na którym rolę pierwszego wokalisty wziął na siebie Boris Blank ze swoim niezwykle ciepłym, acz sennym i leniwym wokalem.
Najbardziej eksperymentalnym momentem albumu jest instrumentalna kompozycja Magma, stanowiąca dźwiękowe kolaże - pianina, gitarowego riffu, saksofonu czy pojedynczych przetworzonych i nagle urywających się słów - na tle chłodnego ambientu, który z czasem przechodzi w industrialny puls, gdzie na chwile pojawiają się szamańskie partie perkusji, w marę cichnięcia której utwór powoli powraca do ambientowej formy.
Album kończy motyw, który go otwierał - Frautonium - w rozbudowanej formie przejść od future-popu, przez nisko grane dźwięki syntezatora wymieszane z analogowym zgrzytem, który przechodzi w przestrzenne klimaty rodem z Jeana Michela Jaerre'a, zastąpione z kolei przez syntezatorowy puls, który ustępuje miejsca future-popowemu motywowi rozpoczynającemu utwór, ponownie przechodzący w niskie dźwięki syntezatora wymieszane z syntetycznym zgrzytem; całość finalizuje krótka 8-bitowa melodia rodem z futurystycznych gierek na Commodore 64 i Atari.
Jednym z najważniejszych wydarzeń związanych z ukazaniem się albumu Toy, była pierwsza w historii Yello trasa koncertowa promująca album. Co prawda w przeszłości Yello dawało krótkie, zwykle 15 minutowe występy, jednak po raz pierwszy formacja zagrała pełnowymiarowy koncert, otwierając zupełnie nowy etap w swojej twórczości, który rozpoczął się w dniach 26-30 września 2016 roku czterema koncertami w berlińskim klubie Kraftwerk, na które wszystkie bilety rozeszły się jeszcze w przedsprzedaży. Ponadto albumem Toy, będący prawdziwą legendą Yello udowodnili, że wciąż jeszcze liczą się na rynku muzycznym, bowiem krążek notowany był na listach przebojów, docierając do pierwszego miejsca w rodzimej Szwajcarii czy drugiego miejsca w Niemczech.
Autor - Depeche Gristle





Manuel de Falla - El sombrero de tres Picos

The Royal Philharmonic Orchestra pod dyrekcją Artura Rodzińskiego

Ciekawy przykład, jak hiszpańska muzyka ludowa inspirowała artystów z zupełnie innego muzycznego zakątka. Takich wątków w twórczości de Falli jest zresztą więcej. Do dorobku twórców z kraju Cervantesa sięgali także artyści ze świata jazzu. Najlepszym przykładem mogą być płyty nagrane przez oryginalną inkarnację Return To Forever: eponimiczny debiut z 1972 roku (firmowany oficjalnie przez Chicka Coreę) oraz „Light As A Feather” (1973). Nie sposób nie wspomnieć również o „Sketches Of Spain” (1960) z dorobku Milesa Davisa (w owym czasie słynnego trębacza zainspirował balet de Falli „El Amor Brujo”). „El Sombrero De Tres Picos” znał z pewnością nasz kompozytor Wojciech Kilar. Pamiętam, gdy usłyszałem po raz pierwszy jego „Exodus” to jego główny temat melodyczny wydał mi się dziwnie znajomy. Po kilkunastu minutach skojarzyłem sobie, że chodzi właśnie o „El Sombrero De Tres Picos” Manuela de Falli. Hiszpański kompozytor to ważna postać muzyki XX wieku. Najbardziej przemawiają do mnie jego utwory z okresu impresjonistycznego. Gorzej jest w przypadku jego flirtu z neoklasycyzmem. Ten ostatni zaszkodził zresztą niejednemu - najbardziej dobitnie objawia się to w przypadku twórczości Igora Strawińskiego. „El Sombrero De Tres Picos” to wymowny przykład tego, że muzyka „poważna” XX wieku wcale nie musi być zakręcona i hermetyczna.
Autor - Mahavishnuu


Frank Zappa - Joe's Domage

Jedno jest pewne - Frank gdyby żył nigdy nie pozwoliłby aby te nagrania ujrzały światło dzienne. Był muzykiem i producentem płyt zwracającym uwagę na wszelkie szczegóły i dlatego nie od dzisiaj wiadomo, że płyty Franka były jednymi z najlepiej zrealizowanych wydawnictw w swoich czasach. A tu taki pasztet...
1 października 2004, jako druga z serii wykopalisk Joe Traversa (pierwsza to Joe's Corsage) okazała się ta wyjątkowa (niechlubnie zresztą) płyta...
Płyta na której niewiele słychać i miejscami brzmi dużo gorzej niż wersje z 'Beat The Boots'...
W 1972 roku Zappa podczas prób uruchamiał magnetofon kasetowy i zapisywał to co zespół czynił. Wiadomo - nagrania na jednym marnym mikrofonie to nie to samo co zapis na wielościeżkowej maszynie studyjnej. Ale ten zapis, to świadek czasu, zapis chwili ulotnej - jedynej. A to, że brzmi gorzej niż bootlegi koncertowe nagrywane w tamtych czasach... Cóż, taśmy nie przetrwały próby czasu.
Z punktu widzenia poznawczego - wielka dawka historii dla wytrwałych, muzycznie odkrywcze, dźwiękowo - dla HARDCOROWYCH FANATYKÓW.
Zresztą płyta została zdrowo oprotestowana w świecie fanów - nie podobał się zarówno sposób dystrybucji (bardzo ograniczony nakład) jak i bardzo dyskusyjna jakość. Jeśli potraktować tą płytę jako uzupełnienie 'Beat The Boots' to jakoś ujdzie, ale jako dyskograficzna pozycja zdecydowanie nie do przyjęcia i przez wielu uważana za niepotrzebną.
Niestety kolekcjonerzy, muszą znaleźć miejsce na półce, bo ze względu na ograniczony nakład, płyta jako egzemplarz kolekcjonerski zyskuje na wartości...
Autor - Konrad Niemiec
progrock.org.pl


Sleeping Pandora - Quiet Pass

Sleeping Pandora is the solo project of guitarist Mathias Rosmann. Spacelicious guitar sounds float through space, flooding the mind with beautiful colors. Hypnotic frequencies appear, forming shapes in multiple dimensions.
Delightful tree; I love when I find a jewel such as this album! Great mood music, the kind of music that plays in your mind when you go to bed and is still there when you wake up! Rock on!
Tralfamador State of Mind; This is just about perfect for meditating, relaxing, getting my head together, and I love the way the songs flow and soar. It's really amazing to me that this is a solo effort. Just awesome. I like "Sunrizer" for the totality of the song but especially the way it starts off, upbeat, and the song just builds from there and goes a very long time. I'm very much into long jams. Favorite track: Sunrizer.
Indra — מַלְכִּי - צֶדֶֿק ; Mis primeros pasos en el mundo del progg-rock han sido en gran parte por la influencia que mi padre ejerció sobre mi desde temprana edad, será un honor para mí bucear en el mundo underground de la Psicodelia ¡Braaavoooooo! Favorite track: Silvershaker.


T.Rex - Dandy in the Underworld

Ty Segall na ostatnim krążku bardzo przypomina Marka Bolana. Od razu poszedł więc Dandy in the Underworld na patelnię. No i......., to nie był zbyt dobry pomysł. Różnica jest tak duża, że ciężko będzie wrócić do Segall'a. Chodzi dokładnie o produkcję. Ostatni album za życia Bolana, lśni do dziś wspaniałym, wycyzylowanym brzmieniem. Tegoż właśnie troszkę brakuje naśladowcy, ale idzie on w bardzo dobrą stronę. Jedyny album T.Rex, który miałem w swej winylowej kolekcji, musiał mieć "koszulkę'' z plastiku, czarny kolor strasznie szybko się przecierał. Taka wytarta okładka, osłabiała chęć kupna na giełdzie. Wychodzi płyta tak świetna płyta a Bolan kończy życie w tragicznych okolicznościach. Oglądałem jakiś film na ten temat, ale pozostaje ten przykry żal.

Dla odmiany coś innego;

According to engineer Jennifer Maidman (then Ian Maidman):

I worked on two tracks on this album, along with a number of other songs including a later single "Laser Love". The track "I Love to Boogie" was recorded and mixed in a single day at Decibel Studios in Stoke Newington, London N16. The studio was very small and funky; Marc liked it because it reminded him of the old Sun Studio in Memphis where a lot of early rock and roll records were made. The single was mastered from what was originally intended to be a rough mix which Marc took home. It was mixed in about fifteen minutes by myself and Marc. I just threw up the faders; there were no computers in those days, and we went "OK that'll do". We got Dino's Fender Rhodes piano to distort a bit by cranking up the input on the desk, crude but quick and effective. Try doing that on a modern digital desk! Anyway, Marc liked the mix so much that it was released just as it was, much to my surprise, but it still sounds good thirty years later. The master mix was also done at 7.5 inches per second as I recall, rather than the usual 15 ips. This was so that Marc could play it on his reel-to-reel at home that night. This, along with the fact that the multitrack was an Ampex two-inch 16-track machine rather than the 24-track which was more common by then, helps to give the track its beefy sound. The other song on the album we did at Decibel was "Universe", which was subsequently overdubbed and mixed at Air studios by Mike Stavrou, I think. These were also the last tracks that Marc did with the old rhythm section of Steve Currie and Davy Lutton before Tony Newman and Herbie Flowers came on board.
(Wikipedia)

Znalezione obrazy dla zapytania T.Rex - Dandy in the Underworld


Ty Segall - Freedom's Goblin

In November 2016, Segall announced the release of his ninth studio album, Ty Segall. The album was to be his second self-titled release, following the release of his eponymously titled debut album in 2008. It was preceded by the release of the single "Orange Color Queen" in November 2016. Later, the song "Break A Guitar" was released to streaming platforms on January 19, 2017. Also following the album's release, Segall began touring with the backing band that recorded the album, which was now named The Freedom Band. In the album, Segall displays his ability to play the full repertoire of rock; in one album he goes from T. Rex style glam rock, to Bob Dylan-esque country rock, to the breadth and social commentary of Pink Floyd, to hardcore punk, to a jam band sound. Segall describes the record as a "song album"—one without a singular concept or sound. The ten-minute-long centerpiece of th e album is "Warm Hands (Freedom Returned)", which starts with Segall's characteristic punk-inspired thrashing guitar, but becomes open and spacey around the five-minute mark, before reprising the melody from "Freedom" (the second track on the album). Comparisons have been drawn between this most recent album and Segall's 2012 release Twins, which was also a compilation of Segall's various influences and styles up to that point in his career. Segall released the album Freedom's Goblin on January 26, 2018. (Wikipedia)


Ufo - Strangers in the Night

Mój przyjaciel Aleksander Król (sławny Olo - guru włoskiego rocka i setek innych rocków) był mi łaskaw przypomnieć swoją recenzją, że istnieje zespół UFO, który nagrał kilka świetnych płyt.
Ja rozpłynę się nad moją ulubioną.
Był rok 1979, a ja kończyłem podstawówkę. Jako już dobrze ukształtowany miłośnik muzyki chłonąłem wiele ówczesnych rockowych klimatów, choć były już one na wymarciu. Końcówka lat '70 nie była już rajem dla rocka. Powstał punk rock, do drzwi pukał elektroniczny, plastikowy soft rock lat '80. Ale jak na ironię, ostatnie podrygi konającej ery wspaniałości, lata 77-79 zaszczyciły nas ogromem wspaniałych rockowych albumów. Przyszła moda na albumy LIVE i wiele zespołów miało za punkt honoru wydać właśnie koncertówkę. Jethro Tull, Kiss, Queen, Bijelo Dugme, Birth Control, Rush, Camel, Return To Forever, Eloy, Thin Lizzy, EL&P, Gentle Giant, Golden Earring, Gong, Gillan, Kansas, The Moody Blues i wiele wiele innych tak właśnie zrobiło.
Grupa UFO nie chciała odstawać od kanonu i zrobiła coś, za co na zawsze zapisała się w pamięci fanów. W zgodniej opinii wielu z nich wydała swoją najlepszą płytę.
Płyta 'Strangers In The Night' to zapis kompilowany z kilku występów z trasy po USA. Grupa była wówczas u szczytu swojej popularności. Należy zaznaczyć, że miała też najsilniejszy skład i jeden z najlepszych w całej swojej historii. Prym wiódł tutaj niezrównany blondas, gitarowy szaleniec - Michael Schenker. Piotr Kaczkowski z radiowej TRÓJKI prezentując wówczas ten album stwierdził, że solówki Schenkera przyprawiają o ból głowy. Bo też rzeczywiście można dać się zahipnotyzować gitarze Schenkera. To co facet wyprawia na gitarze, nie było tak szybkie jak Van Halen, ani tak skomplikowane jak Zappa, ale miało to coś. Mięcho, znakomite riffy, melodykę i motorykę w jednym.
Na płytę wybrano znakomite utwory od przebojowego Doctor Doctor czy Shoot Shoot, po ciężkie hardrockowe Mother Mary, This Kids, Lights Out, balladowe ze znakomitym solem gitarowym - Love To Love. Główny utwór na płycie to oczywiście Rock Bottom, który do dzisiaj jest popisowym numerem Schenkera. Od lat gra go bardzo podobnie i równie znakomicie. Utwór ten to popis gitrzysty, który wszystkim mającym go za metalowca objawia inne oblicze - muzyka, wirtuoza, solisty i rockmana w jednym. Świetnie budowane napięcie, znakomicie pomyślane i zagrane kilkuminutowe solo, które ma początek-środek-i koniec, jest świadectwem wielkiej wirtuozerii Schenkera.
Brzmienie zespołu jest perfekcyjne. Miejscami typowemu metalowi ustępuje jakby łagodniejszy klimat kiedy Paul Raymond gra na elektrycznym pianie, ale jakby zabrzmiał bez niego wstęp to Love To Love????? Ale kiedy Raymond bierze do ręki gitarę i zespół gra na 4 gitarzystów i perkusję to jest już heavy. Oczywiście heavy jak na tamte czasy, ale po latach słuchając tej płyty, brzmienie i wszystkie utwory bronią się znakomicie.
I to nie prawda - Przyjacielu Olku, że UFO stworzyli tylko dwie pierwsze świetne płyty:) Ta jest inna, tu nie ma wczesnego prog-rocka, jest hard-rock w czystej, najlepszej z możliwych postaci. Polecam gorąco wszystkim lubiącym klimaty wspaniałych lat siedemdziesiątych.
I niestety była to ostatnia płyta grupy UFO z Michaelem Schenkerem, który po tej trasie odszedł z zespołu, aby pojawić się w The Michael Schenker Group. Ale to już zupełnie inna historia...
Autor - Konrad Niemiec
progrock.org.pl



Ennio Morricone, Joan Baez - Sacco and Vancetti

Przełom lat 60. i 70. to bardzo dobry okres dla kina włoskiego. W owym czasie powstało sporo wartościowych filmów społeczno-politycznych, czasami wybitnych. Warto wymienić niektóre z nich, bo dzisiaj, gdy bożkiem telewizji jest „oglądalność” rzadko mamy okazję zobaczyć je na małym ekranie. „Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem” i „Klasa robotnicza idzie do raju” Petriego, „Zmierzch bogów” Viscontiego, „Queimada” Pontecorvo, „Konformista” i „Strategia pająka” Bertolucciego, „Zeznanie komisarza policji przed prokuratorem republiki” Damianiego, „Sprawa Mattei” i „Szacowni nieboszczycy” Rosiego, „Dajcie sensację na pierwszą stronę” Bellocchio. W ten nurt wpisywał się również obraz Giuliano Montaldo „Sacco i Vanzetti” (1970). Powraca w nim sprawa głośnego procesu dwóch włoskich imigrantów. Jeśli poczytamy sobie dzisiaj na chłodno o historii tego procesu i ostatecznym zakończeniu sprawy wyłania nam się przerażający obraz amerykańskiego sądownictwa. Akurat ta sprawa jest uważana za jedną z najbardziej kompromitujących dla tamtejszego wymiaru sprawiedliwości. Okazało się bowiem, że najważniejsza nie jest prawda, nie to, kto naprawdę popełnił zbrodnię, najważniejsza jest doktryna prawna obowiązująca w państwie. Może ona uświęcić praktycznie każdą zbrodnię. Muzyka Ennio Morricone jest przyjemnym dodatkiem do tego przejmującego dramatu. Wokalnie udziela się Joan Baez. Jej obecność nie jest zapewne przypadkowa, biorąc pod uwagę jej zaangażowanie w różne sprawy społeczne. „Here's To You” to kolejne świadectwo niezwykłej inwencji melodycznej włoskiego kompozytora. Gdyby chciał mógłby trzaskać hit za hitem.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page




Job Karma - Punkt

Punkt - album kultowej wrocławskiej formacji industrialnej Job Karma, nagrywany w latach 2008 - 2009, a wydany wiosną 2010 roku.
Głównym motywem przewodnim Maćka Fretta i Aureliusza Pisarzewskiego tworzących zespół, jest wykorzystywanie dźwięków industrialnych jako punktu wyjścia w wolności twórczej, w poszukiwaniach i eksperymentach dźwiękowych z przemysłowym hałasem i brzmieniem analogowych syntezatorów czy generatorów, czego ewidentnym wyrazem jest album Punkt składający się z ośmiu osobnych punktów odniesienia, tworzących de facto jedną spójną całość.
Punkt 1: RAF w duchu schyłkowego Cabaret Voltaire i solowej twórczości Richarda H. Kirka, składa się z chłodnego analogowego tła z delikatnymi klawiszowymi zagrywkami otoczonymi industrialnymi oraz futurystycznymi kaskadami dźwiękowymi i wsamplowanymi dialogami.
Punkt 2: Brain's Processing jest już znacznie bardziej eksperymentalny; utwór zawiera industrialny puls oraz sekcję rytmiczną stworzoną przez industrialne stukoty. Wśród dialogów oraz szeregu przemysłowych i eksperymentalnych dźwięków ukrywa się trzymająca w napięciu melodia. Kompozycja utrzymana jest w klimacie twórczości Throbbing Gristle.
Punkt 3: Hydroxizinum City 2, eksperymentalny, utrzymany w duchu krautrocka, drone i musique concrète numer składa się z kolażu przetworzonych akustycznych dźwięków, które nakładają się na drone'owe tło niskich dźwięków syntezatora, odległej chłodnej melodii i cichych zagrywek pianina. Przez cały czas kompozycji towarzyszy powolny i posępny rytm cichego werbla. Utwór osadzony jest w klimatach twórczości Pink Floyd końca lat 60, Tangerine Dream z okresu "Pink Years", Neu!, Faust czy The Legendary Pink Dots.
Punkt 4: Hel - po sporej porcji eksperymentalizmu - ten numer zaskakuje całkowitą przystępnością i całkiem popowym charakterem; utwór jest w klimacie synthpopu lat 80 z elementami industrialu, cold wave i dark wawe; słychać tu odniesienia do twórczości Depeche Mode, Nine Inch Nails, Cabaret Voltaire czy The Art. Of Noise. Utwór zaskakuje również brudnymi riffami przesterowanych gitar. Nieodłącznym elementem są tu również dialogi.
Punkt 5: You Are The Key jest kontynuacją synthpopowej opcji z gitarowymi riffami z poprzedniego punktu, tylko w znacznie szybszym tempie i z o wiele bardziej uwydatnionymi szczegółami industrialnymi, w postaci przemysłowych uderzeń i dźwiękowych kanonad. Gitarowe riffy są tu bardziej odległe, zaś utwór nabiera stylu new wave.
Punkt 6: Gustav's Dream jest spokojną kompozycją łączącą ambient z future-popowymi motywami klawiszy. Utwór budzi bliskie skojarzenia z twórczością Cluster z albumów Sowiesoso, Grosses Wasser i Curiosum.
Punkt 7: TerrorVizja rozpoczyna się miksturą dźwiękową składającą się z przetworzonego bulgotania wody i przetworzonych dźwięków przemysłowych na tle psychodelicznego syntezatorowego pulsu; owa mikstura powoli ustępuje miejsca depresyjno-psychodelicznym, analogowym ilustracjom, których tło uzupełniają przemysłowe hałasy, industrialny puls, elektroniczne eksperymenty i tworzący transową sekcję rytmiczną odległy stukot automatu perkusyjnego, przypominającego odgłos stukotu kół pociągu z utworu Kraftwerk - Trans-Europe Express . Utwór jest jednak bliski klimatom wczesnych performance'ów Throbbing Gristle z last 1975-80.
Punkt 8: Brontë, kończący album utwór, jest muzyczną podróżą w czasie, od krautrockowych klimatów wczesnego Ash Ra Tempel, po przestrzenne klimaty rodem z twórczości Jeana Michela Jarre'a; kompozycja tworzy nieustannie prowadzone przez perkusyjny syk psychodeliczno-drone'owe, organowo-syntezatorowe tło, w którym słychać zniekształcone głosy ludzkie - płacz dziecka, wrzaski dzieci, dialogi - na które z czasem nakładają się odległe future-popowe zagrywki klawiszowe w stylu Kraftwerk. Kompozycję wieńczy mocno eksperymentalno-minimalistyczna końcówka z industrialnym zgrzytem zakończonym dramatycznym pęknięciem niszczonego sprzętu i zwielokrotnionym echem.
Autor Depeche Gristle


Frank Zappa - Joe's Corsage

Joe's Corsage został wydany 30 maja 2004 roku. Jest to jedna z serii wykopalisk zrobionych przez strażnika piwnic Franka , Joe Traversa (nota bene znakomitego perkusistę). Płyta jest krótka, trwa niewiele ponad 35 minut. Tyle wystarczy. Travers wygrzebał trochę i pokazał trochę. W przepastnych archiwach Mistrza Franka jest wiele perełek, ale Joe musiał teraz pokazać właśnie to. Pokazuje przez półotwarte drzwi, to co działo się na przełomie lat '65-'66 w świecie Franka. Płyta ta zawiera utwory, które później znalazły się na debiutanckiej płycie The Mothers Of Inwention, choć w innych wersjach. Wersje demo, wersje próbne, wersje niedokończone. W utworach nagranych w 1965 roku słyszymy, gitarzystę w przedpokoju sławy, Henriego Vestine, który później zostanie członkiem zespołu Canned Heat, z którym będzie występował w latach 1966-1969. W czasie tych burzliwych wczesnych lat przed The Mothers, kiedy ćwiczyli i próbowali wszystko, Zappa nagrał między innymi dwa covery - pierwszy zespołu The Righteous Brothers My Babe i drugi Marvina Gaye'a Hitch Hike. Coverów było więcej, ale uchylone drzwi Traversa, nie mogły pokazać za dużo. Wszak musiało coś jeszcze zostać na później, na przykład na 4 płytowy The MOFO , gdzie mamy wiele perełek z sesji Freak Out , wcześniej próbowanych właśnie w latach 1965-1966.

Muzycznie płyta bez rewelacji, raczej bardziej dla miłośników talentu i poszukiwaczy staroci. Trochę historii z cyklu: " A wcześniej to było tak.. ." Pozycja ważna dla kolekcjonerów, choć prawdziwych miłośników twórczości Franka nie powala. Tak czy inaczej dobrze jest wiedzieć, co było PRZED!!!
Autor - Konrad Niemiec
Progrock.org.pl