Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

The Waterboys - Out of All This Blue

Czasami, gdy mam ciężki ranek, po bogatej nocy, puszczam sobie przypadkowe płyty. The Waterboys znałem z nazwy, lecz nigdy nie pochyliłem się wystarczająco. I oto 30-kilka utworów, ponad 2 godziny muzyki. Ja zawsze daję sporo miejsca i zaufania nowym dla siebie ludziom, muzykom. Lider zaskakuje dojrzałością i spójnością, co jest w tym przypadku ewenementem, gdyż muza podszyta jest tak  dużą ilością wpływów. Pogodzić tak różne style; pop, rock, funky, hip hop, soul, folk, soul, europejskość z amerykanizmami, jest nie byle sztuką. A jednak udało się, głównie dzięki silnej osobowości Mike'a Scotta. Przebija ogromna muzykalność i wewnętrzna radość, śpiewność i przykuwające teksty. Dwie godziny iskrzą się tą pozytywną energią. Świetna płyta, spokojnie może kandydować w zestawieniach na najlepsze albumy 2017. Ja lubię a The Waterboys wchodzą do mojej poczekalni. Ale ja nie mam poczekalni, no dobra wrzucę sobie co nieco na mojego walkmana (copyright Sony). Tak przy okazji, nie jestem fanem winylów. Uważam, że cyfra rozsądnie użyta pchnęła muzę na nowe tory. W związku z tym nabyłem dwie pary słuchawek, bardzo tanich ale świetnych (są takie). Próbkowanie 192 kHz, pozwala już na wiele, słychać więcej, unika się "zlewania" brzmień. Oczywiście przy dobrej robocie realizatorskiej. Out of All This Blue brzmi rewelacyjnie.



Olivier Messiaen- Fete Des Belles Eaux

Początki muzyki elektronicznej są najczęściej kojarzone z początkiem lat 50 (kłania są choćby twórczość Eimerta i Stockhausena). Warto cofnąć się jeszcze bardziej wstecz, aby poszukać jej źródeł. Jednym z nich może być ten oto utwór Oliviera Messiaena. Francuski kompozytor sięga po nowy instrument – fale Martenota (świat miał możność poznać go w 1928 roku) i tworzy rozbudowany „Fete des belles eaux”. Ależ to wtedy musiało być dziwadełko! Dzisiaj możemy doszukiwać się w nim elementów muzyki elektronicznej, być może komuś skojarzy się z ambientem. Messiaen kilkanaście lat później znowu zaskoczy. Jego „Mode de valeurs et d'intensités”, zaprezentowane w Darmsztadzie w 1949 roku będzie ważnym punktem w rozwoju punktualizmu. „Fete des belles eaux” to utwór na sześć fal Martenota. Ten instrument pojawia się również w innych utworach kompozytora. Warto wymienić choćby jedną z jego wizytówek - „Turangalîla-Symphonie” oraz nieco mniej znany „ Trois petites liturgies” (do tego z pewnością jeszcze powrócę, bo to prawdziwe cudeńko!).
Autor - Mahavishnuu


Thomas Dolby - Astronauts & Heretics

Astronauts & Heretics - czwarty album studyjny Thomasa Dolby'ego, który ukazał się 3 listopada 1992 roku.
Thomas Dolby, obok Gary'ego Numana, Jona Foxxa i Fada Gadgeta, był jednym z brytyjskich samotnych strzelców synthpopu - chłopaków z syntezatorem lat 80.
Początek lat 90 przyniósł falę popularności grunge, acid house i eurodance. O ile zespoły synthpopowe z lat 80, takie jak Depeche Mode, OMD, New Order, Pet Shop Boys, Yello, Cabaret Voltaire czy The Beloved na początku lat 90 radziły sobie całkiem dobrze w konkurencji z grunge'em i eurodance, to już wspomniani "samotni strzelcy" synthpopu, tacy jak Gary Numan, Frank Tovey (Fad Gadget) czy John Foxx nie potrafili odnaleźć się w muzycznej rzeczywistości lat 90, toteż Thomas Dolby stanął przed nie lada wyzwaniem, jakie postawiły przed nim początki lat 90, w efekcie czego zaprosił do współpracy nad swoim nowym albumem Astronauts & Heretics wielu znanych muzyków, w tym Eddiego Van Halena, Jerry'ego Garcię i Boba Weira z Grateful Dead oraz Ofrę Haza.
Mimo iż w początkach lat 90 brzmienia i styl lat 80 były gremialnie odrzucane, Thomas Dolby podjął ryzyko nagrywając album w stylistyce lat 80, co słychać jest już w pierwszym numerze płyty I Love You Goodbye, będącym też singlem promującym album. Utwór jest połączeniem new wave, synthpopu, soulu i celtyckiego folkloru w partiach smyczkowych. Również następny utwór Cruel w nieco kołyszącym stylu odwołuje się do klimatu elektroniki i popu lat 80, zaś Thomas Dolby tworzy tu ciekawy duet wokalny z Eddi Reader.
Przebojowy singlowy numer Silk Pyjamas jest połączeniem stylu synthpopu lat 80 z knajpowym country w sekcji smyczkowej, partiach fortepianowych i solówkach gitary.
I Live in a Suitcase jest podróżą do głębokich lat 80 i klimatów synthpopu, zimnej fali i future popu.
Eastern Bloc (Europa and the Pirate Twins Part II) jest z kolei w postpunkowym klimacie lat 80; zwracają uwagę chwytliwe solówki gitarowe Eddiego Van Halena, nie brakuje też syntezatorowych dźwięków w stylu Kraftwerk.
Przebojowy singiel Close But No Cigar jest połączeniem klasycznego synthpopu lat 80 z glam rockowymi solówkami i riffami gitary Eddiego Van Halena.
That's Why People Fall in Love jest electro-funkową kompozycją w stylu lat 80 z chwytliwym motywem klawiszy i wokalnym udziałem Ofry Haza w chórkach.
Neon Sisters jest ukierunkowana w bardziej neoprogresywne rejony lat 80 - w klimaty między Grateful Dead, Pink Floyd i Killing Joke.
Album kończy soulowa ballada Beauty of a Dream z mocną partią fortepianową.
Można przypuszczać, że gdyby album Astronauts & Heretics został wydany gdzieś w drugiej połowie lat 80, zważywszy na ogromny potencjał komercyjny większości zawartych na nim utworów, zapewne stałby się światowym przebojem; tymczasem w dobie popularności grunge'u i eurodance, album - poza Wlk. Brytanią, gdzie zdobył spore uznanie - przeszedł praktycznie bez echa; sam Thomas Dolby częściowo winą za taki stan rzeczy obarczył wytwórnię Giant Records, która, jego zdaniem, nie przeprowadziła znaczącej kampanii promującej album. Tak czy inaczej Thomas Dolby, podobnie jak jego muzyczni koledzy - Gary Numan, John Foxx czy Frank Tovey - nie udźwignął presji początków lat 90, na długo zrezygnował z kariery muzycznej, zaś na jego kolejny album trzeba było czekać aż 19 lat.
Autor - Depeche Gristle


Charlotte Gainsbourg - Charlotte For Ever

Serge Gainsbourg jest moim idolem od lat. Płyty wypożyczałem z Instytutu Francuskiego, gdzie pobierałem nauki z języka. Uwielbiam jego prowokacyjne podejście do muzyki, to przezabawny Gość, znakomity artysta, bezkompromisowy. Tutaj wypuszcza płytę, której gwiazdą jest jego 12-nastoletnia córka, bez głosu  ??, ale umie śpiewać ??. Mnie zabija klimat, ponieważ uwielbiałem francuskie filmy. Jeden kawałek kradziony, drugi nieobyczajny ????, trzeci kiczowaty, czwarty kapitalny. Zawsze myślałem, że to moja jakaś słabość. Jednak, gdy słucham po latach tych nagrań, sentymenty mnie totalnie rozbawiają. A są i jeszcze inne. Gainsbourg oprócz swoich albumów produkował  płyty innych wykonawców, głównie francuskich.


The The - Soul Mining

Był to jeden z ciekawszych debiutów 1983 roku. Z perspektywy czasu skłaniałbym się do opinii, że jest to bodaj największe osiągniecie artystyczne Matta Johnsona. W sumie jest to jeszcze jeden ciekawy odprysk post-punkowej rewolty, która mocno przeorała scenę muzyczną w drugiej połowie lat 70. i silnie oddziaływała na różne nurty rocka w latach 80. „Soul Mining” to dzisiaj album trochę zapomniany, dlatego postanowiłem go trochę odkurzyć. Różne łatki przykleja się do tej muzyki: post-punk, art pop, nowa fala, nie brakuje elementów popularnego wówczas synthpopu. Oryginalne wydanie analogowe zamykał najdłuższy utwór w tym zestawie - 10-minutowy „Giant”. Posłuchajmy, jak zabrzmi po ponad 34 latach od momentu wydania.
Autor - Mahavishnuu
The album was well received on its release, and has retained its critical standing over the years. NME said, "In days when the pop song has been reduced to the reiteration of catch-phrases, Matt Johnson flexes a rare literary flair. More importantly he has the command of music's immense possibilities to carry them through without self-indulgence. Ignore this LP if you must, but you'll be ignoring one of the year's rare heart-stopping moments."Melody Maker said, "As you return to Soul Mining again and again, there will be times when you discover it was the last thing you really wanted to do. It will sound mawkish, almost absurd, like a voice crying wolf over and over ... Then again, there'll be times when it will sound obscenely close to the bone, as if [Johnson] were invading and defiling your most private thoughts and emotions ... In other words, you'll use Soul Mining as a barometer to your day and if that's the principal function of great pop, then surely Soul Mining is great pop."
(Wikipedia)




Cluster - Grosses Wasser

Grosses Wasser - nagrany i wydany w 1979 roku album formacji Cluster, która po dwóch albumach wydanych jako trio z Brianem Eno - Cluster & Eno i After The Heat - powróciła do formy duetu Hans-Joachim Roedelius - Dieter Moebius. Formacja przeniosła się do Hamburga i studia nagraniowego Paragon Studio, będącego własnością byłego muzyka Tangerine Dream Petera Baumanna, który został także producentem albumu.
Płytę otwiera utwór Avanti z mocnym industrialnym pulsem sekwencera, przestrzennymi i chwytliwymi zagrywkami klawiszy, psychodelicznymi zapętleniami w stylu z pierwszego albumu Harmonii - Musik Von Harmonia (1973); w tle przewijają się partie fortepianu, zagrywki gitary akustycznej i psychodeliczne organowe pejzaże. Utwór przypomina wczesne dokonania Throbbing Gristle i Cabaret Voltaire, wpłynął też na twórczość wielu syntezatorowo-punkowych formacji, takich jak Psyche, Suicide czy Skinny Puppy.
Prothese jest niezwykle rzadkim w przypadku Cluster utworem wokalnym. Wokale to przede wszystkim szybkie deklamacje, zaś numer oparty jest na pulsującej funkowej rytmice wręcz w stylu euro disco; w muzyce dominuje jednak potężne brzmienie lekko rozstrojonego fortepianu połączonego z licznymi brudnymi riffami gitarowymi oraz industrialnym pulsem i szeregiem eksperymentów dźwiękowych w tle. Kompozycja jest niesamowicie hipnotyzująca, która kończy się zupełnie nieoczekiwanie.
Isodea oparta jest na analogowych klawiszowych motywach w stylu wczesnego Jeana Michela Jarre'a bądź futurystycznych syntezatorowych melodii w stylu Raymonda Scotta, Bruce'a Haacka czy Perrey and Kingsley z lat 50 i 60, współgrających z zagrywkami gitary. Nie brak tu eksperymentów dźwiękowych czy awangardowych zagrywek na flecie; brak jest natomiast sekcji rytmicznej, ale utwór wcale jej nie potrzebuje.
Breitengrad 20 opiera się na transowo-industrialnym pulsie sekwencera tworzącym wraz z cichymi perkusjonaliami sekcję rytmiczną oraz na melodii składającej się z podniosłych partii pianina a'la Chopin i brudnych riffów gitarowych, które czasami nabierają większej zadziorności. Utwór jest niesamowicie transowy.
Manchmal, to klawiszowe zagrywki nieco w barokowym stylu wczesnego Vangelisa, uzupełnione o delikatne partie akustycznej gitary na tle odległych i delikatnych syntezatorowych smyków.
Tytułowy Grosses Wasser jest blisko 19-minutową wielowątkową suitą, na którą składa się kilka luźno połączonych ze sobą niezależnych od siebie (za wyjątkiem wątku początkowego i końcowego) wątków, poczynając od rozpoczynających kompozycję ciężkich partii fortepianowych, na które powoli nasuwa się odległa przestrzeń eksperymentalnej elektroniki z licznymi przetworzonymi elektronicznie akustycznymi dźwiękami i szumami, które powoli wypierają partie fortepianowe zastąpione bardzo niskim brzmieniem syntezatora, co przypomina nieco klimaty z albumu Cabaret Voltaire - Johnny Yesno; kiedy chaos osiąga apogeum, nagle ustępuje miejsca wibrującemu niskiemu dźwiękowi syntezatora z analogową partią psychodelicznych zagrywek klawiszy w stylu muzyki elektronicznej lat 60, ten motyw z kolei dramatycznie kończy neofolkowy szamański rytm perkusji z dzwonami i elektronicznymi eksperymentami, na których tle pojawiają się motywy klawiszowe i gitarowe riffy, a nawet future-popowe zagrywki klawiszy, przeciągłe partie skrzypiec elektrycznych czy saksofonu uzupełnione o eksperymentalne motywy syntezatora i perkusjonalia, tworząc rodzaj plemiennej muzyki Indian. Następnie utwór przechodzi w wątek kojarzący z wczesną twórczością Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle z niskimi syntezatorowymi przestrzeniami i odległymi syntezatorowymi pętlami z nieustającym przetworzonym tykaniem zegara, syntetycznymi efektami dźwiękowymi oraz pojawiającą się partią skrzypcową; na ten wątek, subtelnie go wyciszając, nasuwają się partie fortepianowe uzupełnione z czasem o zagrywki akustycznej gitary, upodabniając kompozycję do melancholijnych nastrojów z utworów wczesnego Kraftwerk - Heimatklänge i Morgenspaziergang, kończąc kompozycję niemal tak jak się ona rozpoczęła.
Autor - Depeche Gristle


Rihanna - Anti

Pewnie Was dziwią te popowe wstawki, ale ja jestem całkowicie pozbawiony uprzedzeń. Nie przypadkowo ten Esflores sięga po wszystko, co może się okazać interesujące ;) I jest !!! Nie będę się rozwodził specjalnie dlaczego. Analityczne ucho każdego uważnego słuchacza to sobie potwierdzi.
Mówiłem już, że w muzyce pop dzieją się również interesujące rzeczy. Poprosiłem o kilka przykładów i dostałem do przeglądu kilka płyt. Na tej płycie to, co wyrabiają spece od produkcji, wspólnie z wykonawczynią, przechodzi wszelkie pojęcie. Słucham, raczej nie oglądam. Te klipy mi osobiście przeszkadzają i mocno rozpraszają. Jeśli chodzi o szczegóły odsyłam do innych źródeł, ja tylko wskazuję; to, ta, ten, ci, zobacz itd. I jak zwykle dla zachęty Critical Reception z Wikipedii. Wiem, że takie przestawki nie są łatwe, osobiście czuję się w tym procederze jak ryba w wodzie, może chodzi o poczucie pewnego rodzaju wolności albo pogoń za czymś nowym. Dużo słucham, bo na razie mogę i diabli wiedzą do czego to doprowadzi. Przychodzi impuls i zmiana, czasem różne rodzaje muzy przenikają się wzajemnie. Może to się nadaje do badań psychoanalitycznych? Dobra, dość tych wywodów; kolejny kiler z 2016.

Anti received generally positive reviews from critics. At Metacritic, which assigns a normalized rating out of 100 to reviews from mainstream publications, the album received an average score of 73, based on 31 reviews. Stephen Thomas Erlewine of AllMusic called it "subdued, simmering affair" proving Rihanna could be "unguarded and anti-commercial, resulting in her most compelling record to date". Pitchfork journalist Amanda Petrusich called Anti a "rich and conflicted record at its most interesting when it's at its most idiosyncratic", while Rolling Stone's Brittany Spanos said that Rihanna had remade pop music on her own terms with "a sprawling masterpiece of psychedelic soul that's far more straightforward than its tangled rollout".

In the Los Angeles Times, Mikael Wood argued that Anti was the singer's most experimental album yet and "remarkably tender at points", highlighting "Kiss It Better" and the "radical vulnerability" of the ballads near the end. Writing for The Independent, Emily Jupp found the record abundant with Rihanna's self-confidence and underrated singing, disapproving "anyone who ever said her voice could only do certain things and showing them she can do anything she wants to." Jia Tolentino of Spin viewed it as her first "aesthetically personal album" while praising Harrell's vocal production and the singing as "extraordinary", highlighting the tone and roundness of Rihanna's vocals. Robert Christgau reviewed the deluxe edition in his blog for Vice, praising "Work", "Love on the Brain", and the bonus tracks and called Anti "her best album for a reason so simple it's tautological—despite its supposed rejection of track-and-hook mechanics, it features catchier songs."

Neil McCormick believed otherwise in The Daily Telegraph, finding Anti more dependent on mood and texture rather than "the practised song-craft that usually knock the wind out of listeners". NME critic Emily Mackay also felt the album lacked an obvious hit, while Jon Caramanica from The New York Times described it as a "chaotic and scattershot album, not the product of a committed artistic vision, or even an appealingly freeform aesthetic, but rather an amalgam of approaches, tones, styles and moods". In The Guardian, lead critic Alexis Petridis deemed Anti "sprawling, uneven and opaque", but "at its best, its daring pays off." Sal Cinquemani from Slant Magazine was more critical and believed "the ultimate impression the album leaves isn't just that of an artist who failed to follow through on her vision, but who never bothered to conceive one in the first place."
(Wikipedia)


Depeche Mode - Spirit

Spirit - wraz z odejściem Alana Wildera z zespołu (w 1995 roku) i począwszy od albumu Ultra (1997), Depeche Mode wydawali swoje płyty w czteroletnim cyklu, w międzyczasie - od ukazania się albumu Exciter (2001) - muzycy zespołu w owym cyklu między płytami bądź to wydawali solowe projekty, bądź wchodzili we współpracę z innymi wykonawcami. Nie inaczej było z okresem poprzedzającym ukazanie się albumu Spirit; w 2015 roku fanów oczekujących nowego albumu Depeche Mode, wokalista Dave Gahan uraczył nagranym wspólnie z Soulsavers albumem Angels & Ghosts, zaś Martin Gore solowym instrumentalnym albumem z minimalistyczną elektroniką, nagranym pod szyldem MG. Ostatecznie wiosną i latem 2016 roku Depeche Mode ulokowani w swoim kalifornijskim studiu w Santa Barbara, a także w nowojorskim studiu Jungle City Studios, nagrali materiał na nowy album, którego producentem został czołowy przedstawiciel alternatywnej muzyki elektronicznej oraz muzyk formacji Simian Mobile Disco, James Ford.
Premiera albumu nastąpiła 17 marca 2017 roku. Tym razem względnie apolityczni i niezaangażowani zazwyczaj w bieżące światowe problemy, na fali dochodzącego do władzy populizmu w Europie oraz sprzeciwu wobec brytyjskiego Breixitu, muzycy postanowili wyrazić swoje niezadowolenie poprzez przekaz tekstowy. Ponadto wraz ze zmianą producenta, album Spirit zyskał bardziej surowsze i bogatsze brzmieniowo oblicze względem poprzednika - Delta Machine.
Album otwiera surowe brzmienie singlowego utworu Going Backwards, które już na wstępie budzi skojarzenia z klimatami z Songs Of Faith And Devotion, poprzez surowe piano i bluesującą gitarę. Kompozycja w miarę trwania rozwija się, głównie w sekcji rytmicznej; początkowo jest to prosty beat, na który nakładają się coraz mocniejsze i utanecznione motywy rytmiczno-perkusyjne; utwór ewoluuje od dark wave, po elektronicznego rocka z chłodnym ambientowym outro.
Jeszcze przed premierą albumu Spirit, ukazał się singiel promujący album, w postaci numeru Where’s the Revolution, ze wspomnianym wcześniej politycznym manifestem i wyrażeniem swego niezadowolenia z panującej sytuacji w Europie: "Gdzie jest ta rewolucja?", śpiewają w refrenie Dave, Martin i Fletch. Kompozycję otwiera soczysta elektronika z charakterystycznym pulsem w stylu Kraftwerk, która w refrenie miesza się z bluesowymi riffami gitary, sam zaś refren "Where’s the Revolution" brzmi, niczym stadionowy hymn; to jedna z najbardziej przebojowych kompozycji Depeche Mode ostatnich lat. Pod koniec utworu nie brakuje chwili melancholii, zaś uwieńczeniem jest finalny bluesowy chwyt gitarowy.
The Worst Crime jest przepiękną, pełną melancholii w muzyce i wokalu ambientowo-soulową balladą, kojarzącą się z utworem When the Body Speaks z albumu Exciter, z charakterystycznym filmowo brzmiącym elektronicznym podkładem i delikatnymi zagrywkami gitary, choć bez tego industrialnego pulsu znanego z When the Body Speaks. Początkowo, podobnie jak w When the Body Speaks, brak jest tu sekcji rytmicznej, która bardzo delikatnie pojawia się w drugiej strofie, zaś w trzeciej zaznacza się już wyraźnie w postaci leniwej perkusji, która nabiera mocy w refrenie.
W Scum, podobnie jak w otwierającym poprzedni album grupy, Delta Machine, utworze Welcome To My World, Depeche Mode sięga po dub-step przejawiający się +w sekcji rytmicznej kompozycji, której główny motyw stanowi analogowe, syntezatorowo-organowe brzmienie przypominające do złudzenia klimaty z albumu Kraftwerk - Autobahn (1974); nie brak tu też future-popowych melodii charakterystycznych dla solowego albumu Martina MG (2015), którego wpływy udzielają się również w następnym numerze - You Move, pierwszym wspólnym dziełem Dave'a Gahana i Martina Gore'a, który znalazł się w podstawowej setliście albumu Depeche Mode. You Move jest kolaboracją chłodnego i retrospektywnego synthpopu o industrialnym zabarwieniu z future popem w klimatach z przełomu lat 70 i 80; kompozycja charakteryzuje się chwytliwym motywem głównym klawiszy w stylu Oxygene Jeana-Michela Jarre'a. You Move to najlepszy utwór wspólnego autorstwa Dave'a i Martina.
Cover Me autorstwa tria Dave'a Gahana, Christiana Eignera i Petera Gordeno, to niezwykle klimatyczna ballada, która powoli rozwija się i wciąga słuchacza swoim niesamowitym klimatem, począwszy od ambientowego wstępu w bluesową zagrywką gitary w tle, co nadaje utworowi klimatu rodem z Twin Peaks, przez industrialny puls połączony z chłodem ambientowego tła głównej, wokalnej części utworu, na wydłużonym, instrumentalnym finale utworu, przypominającym klimat z albumu Tangerine Dream - Phaedra (1974) kończąc. To najlepsza kompozycja płyty.
Eternal to śpiewany przez Martina, pełen melancholii quasi-utwór, pozbawiony rytmu, za to w całości wypełniony brzmieniem harmonii, co niezwykle upodabnia go do innego śpiewanego przez Martina utworu - Death's Door (strona B singla Condemnation, 1993).
Poison Heart to kolejna propozycja autorstwa tria Gahan, Eigner, Gordeno, którzy stworzyli mocną soulową balladę w klimacie z płyt nagranych przez Gahana wespół z Soulsavers. Dave Gahan wykazuje tu niesamowity kunszt wokalny - chyba najlepszy na płycie.
So Much Love, na pierwszy rzut oka (ucha) jak żywo przypomina Soft Touch / Raw Nerve z albumu Delta Machine, jednakże So Much Love zawiera wyrazisty industrialny puls i efektowny bluesowy chwyt gitarowy w stylu Chico Hablasa, gitarzysty sesyjnego nagrywającego w latach 80 i 90 z Yello. Dodatkowym atutem kompozycji jest niesamowity duet wokalny Martina i Dave'a.
Poorman przykuwa uwagę leniwym, syntezatorowym pulsem przypominającym klimaty z albumu Tangerine Dream - Stratosfear (1976), który dominuje na początku utworu, który nabiera electro-bluesowo-gospelowego charakteru za sprawą bluesowego chwytu gitary, która z czasem przechodzi w przesterowane riffy oraz wokali - prowadzącego Dave'a i chórków Martina i Andy'ego - które wyraźnie mają charakter gospelowy. Utwór ewoluuje od elektroniczno-gospelowej ballady, w miarę nabierania rytmu, finalnie po klimaty industrialne przypominające stylem Fada Gadgeta.
Retrospektywny No More (This Is The Last Time) autorstwa Davida Gahana i Kurta Uenali, jest absolutnym powrotem Depeche Mode do swojej najwcześniejszej twórczości z płyt Speak & Spell (1981) i A Broken Frame (1982), tylko w o wiele dojrzalszej formie; numer emanuje niesamowitym przebojowym potencjałem, być może największym na płycie; dominują tu future-popowe brzmienia w stylu z epoki przełomu lat 70 i 80, nie brakuje też akcentów industrialnych.
Całość kończy śpiewana przez Martina (to pierwszy taki przypadek w dyskografii DM - nie licząc utworów bonusowych na reedycjach płyt) synthpopowa ballada Fail łącząca future pop z melancholią i mrokiem. Retrospektywne future-popowe brzmienie z przełomu lat 70 i 80 syntezatorów, na tle odległego analogowego niskiego brzmienia syntezatora, współgra z mocnym industrialnym uderzeniem perkusji, nadającej kompozycji mroku, zaś melancholii dodaje niezwykle przejmujący wokal Martina. Wszystko to razem daje efekt swoistej słodkiej trucizny. Fenomenem utworu stanowi fakt, iż jest on podsumowaniem całego albumu, idealnym jego zakończeniem; to zdecydowanie najlepszy utwór śpiewany przez Martina od dwudziestu lat, czyli od czasów Home i The Bottom Line z albumu Ultra (1997)
Spirit okazuje się być najlepszym albumem Depeche Mode ostatnich lat, być może najlepszym od czasów Ultra, nawet mimo braku przebojowych utworów, album zaskakuje połączeniem surowości z synthpopową estetyką oraz niesamowitym budowaniem napięcia i klimatu, czego potrafi dokonać bardzo niewielu - w zasadzie tylko Depeche Mode.
Autor - Depeche Gristle


Amon Düül - Phallus Dei

W czasach PRL-u i na początku lat 90., gdy krautrock nie był jeszcze tak dobrze znanym zjawiskiem w naszym kraju (radio i prasa muzyczna w Polsce nie szczególnie propagowały ten nurt) to właśnie Amon Düül II był jednym z najbardziej rozpoznawalnych bandów zachodnioniemieckich. Grupa wyłoniła się z formacji Amon Düül. Artyści stworzyli własną komunę i zamieszkali w domu w Herrsching na przedmieściu Monachium. W pierwszych miesiącach istnienia zespół sporadycznie koncertował poza Monachium. Gdy już to czynił zdarzały mu się niejednokrotnie dziwne przygody. Jadąc na koncert do Frankfurtu utknęli w zaspach śnieżnych (kiedyś to były zimy!), co spowodowało, że spóźnili się na swój występ. Nieprzyjemne, a czasami wręcz traumatyczne wydarzenia przytrafiały im się później jeszcze kilka razy. Bodaj najbardziej znanym była tragedia w dyskotece Keks w Kolonii. W czasie koncertu Amon Düül II wybuchł pożar, w wyniku którego zginęły dwie osoby a pięć odniosło poważne rany. Sami muzycy wprawdzie nie ucierpieli, jednak stracili wszystkie instrumenty i sprzęt nagłaśniający, który kosztował ich 100 tysięcy marek (notabene był on tylko w jednej trzeciej spłacony). Poważne następstwa miała utrata lokum w 1971 roku – od tej pory komuna de facto przestała istnieć. Była to jedna z najistotniejszych przyczyn postępującej dekompozycji zespołu. W 1973 roku grupa koncertowała wspólnie z Can. Jaki Liebezeit i jego koledzy z zespołu często byli świadkami karczemnych awantur ich towarzyszy z Amon Düül II. Scysje zdarzały się nawet w czasie koncertów.

Warto powrócić jednak do najbardziej chwalebnych czasów w historii zespołu. Ich debiut to niezwykle ważna pozycja dla krautrockowej sceny. „Phallus Dei” wypełniła bezkompromisowa, mocno eksperymentalna muzyka, co istotne, w niemałym stopniu oryginalna. Słychać, że nie jest szczególnie dopieszczona i wymuskana. Tak zresztą być nie mogło, gdyż powstała w pośpiechu, natomiast muzycy nie mieli pieniędzy na długie przesiadywanie w studiu. „Phallus Dei” świetnie oddaje ducha kontestacji tamtych czasów. Muzyka jest mocno eklektyczna. Czegóż tu nie ma. Psychodelia skrzyżowana z jazzem nowoczesnym, muzyka awangardowa ożeniona z egzotyką (słychać wpływy muzyki ludowej z różnych krajów afrykańskich, Turcji, Indii). To tylko przykłady tych najistotniejszych muzycznych ingrediencji. Całość jest prawdziwą ucztą dla wszelkiej maści muzycznych freaków. Album nie był oczywiście sukcesem komercyjnym. Sprzedał się w ilości 40 tysięcy egzemplarzy,co i tak jest wynikiem bardzo przyzwoitym, biorąc pod uwagę jego zawartość.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page


Faith No More - Angel Dust

Angel Dust was met with extensive critical acclaim. One critic wrote that the album is "one of the more complex and simply confounding records ever released by a major label" and similarly, another called it "the most uncommercial follow-up to a hit record ever". The single "A Small Victory" is described as a song "which seems to run Madame Butterfly through Metallica and Nile Rodgers, reveals a developing facility for combining unlikely elements into startlingly original concoctions".

The songs "Malpractice" and "Jizzlobber" have been called "art-damaged death metal" and "nerve-frazzling apocalyptic rock" by contrast with the "accordion-propelled" Midnight Cowboy theme cover that follows. AllMusic calls the album a "bizarro masterpiece", citing the vocals as "smarter and more accomplished" than its predecessor The Real Thing. It gave the album 4.5 stars out of 5, calling it one of their album picks. Kerrang! reviewer was less enthusiastic, considering Angel Dust's variety of styles "a personality disorder which undermines its potential greatness".

The album was also called an "Album of the Year" in 1992 by seven different publications in four countries, making the top 10 in three of them and the top position in one, and was also named the "Most Influential Album of all Time" by Kerrang! despite an initially lukewarm review.
(Wikipedia) For me this is one of the best rock album ever !!!!!



Maroon 5 - Hands all over

Stephen Thomas Erlewine from AllMusic rated the album very highly with 4.5 out of 5 stars, stating that: "Some of the cuts may not sink their hooks in immediately, but track for track Hands All Over is Maroon 5's best album, capturing their character and craft in a cool, sleek package". Bill Lamb from About.com was also positive, awarding it with 4 stars (out of 5), saying: "For their third studio album Maroon 5 add a bit more rock and it looks good on them. There is a loosening up in sound here while keeping the infectious hooks that have always been a major part of the group's appeal. Don't go looking for exceptional depth, but in a period in which mainstream pop sounds are ruling the charts again, Maroon 5 provide a good lesson in exactly how to make a solid pop album".

The IGN review rated Hands All Over seven-stars out of ten, claiming that the album is "programmed to hit all the bases: dance-y tracks, pop anthems, quasi-ballads. Almost every song on this record could be a single...Even though it's formulaic and delivers no surprises, fans of Maroon 5 should find exactly what they are looking for from this record." Jakob Dorof from Slant Magazines review was mixed saying, "It adds a few more gems to the band's growing cache of incredible pop singles and overlooked deep cuts, Hands All Over makes some decent contributions to what could wind up being Maroon 5's true redemption: a damn fine greatest hits record." The Los Angeles Times review say that: "Hands All Over reveals less about who frontman Adam Levine is than did Maroon 5's previous records; too often the songs cleave to opaque generalities". Hugh Montgomery in The Observer wrote that 'Jaunty funk-pop and blustery arena balladry remain the order of the day, while Adam Levine's falsetto whine still proffers all the emotional gravitas of a mosquito'.

Jody Rosen of Rolling Stone claimed, "at the helm, the dozen songs on Hands All Over are models of craftsmanship and efficiency ..." Fraser McAlpine of BBC Music noticed that "The rude guitar sleaze of Hands All Over, or the cocky glam-stomp in Stutter's verses show a band who are really at their best when they play pop music like the sleazy rockers they clearly are."The Boston Globe review felt that "This is lead singer Adam Levine's show. Thus, the band's success lives and dies with his delivery. That delivery remains technically sound, though as a whole, the band underwhelms here". The Now review also felt that "It's an accomplished record for singer Adam Levine and his faceless group, even if the whole affair sometimes sounds clinical in its approach". The Yahoo! Music UK review was mixed, saying that "It's hard to imagine how Hands All Over could have been any more underwhelming. In truth the only exceptional thing about it is just how average it is". The Entertainment Weekly review concluded that "Hands, competent and studio-sleek as it is, too often begs for a fresher muse.
(Wikipedia)


Peter Hope Richard H. Kirk - Hoodoo Talk

Hoodoo Talk - album frontmana Cabaret Voltaire Richarda H. Kirka nagrany wspólnie z brytyjskim bardem Peterem Hope'em w 1986 roku, który był dla Kirka wyjątkowo pracowitym rokiem, bowiem muzyk brał udział w sesji nagraniowej do albumu Code, swojego macierzystego zespołu, ponadto wydał dwa albumy solowe - Black Jesus Voice i Ugly Spirit oraz nagrał we współpracy z Peterem Hope'em wspomniany album Hoodoo Talk, który jest odzwierciedleniem bardziej mrocznego, industrialnego, wręcz gotyckiego oblicza artysty.
Album Hoodoo Talk rozpoczyna półminutowe Intro, w całości wypełnione przemysłowym hałasem i psychodelicznymi dźwiękami odtwarzanych wstecznie taśm, które poprzedzają utwór Numb Skull będący kolaboracją rocka industrialnego w klimacie znanym z albumu Cabaret Voltaire - The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord, z mocnymi blues-rockowymi riffami gitarowymi w stylu Can i szorstkim wokalem Petera Hope'a.
N.O. jest ciężkim numerem rocka industrialnego, wypełnionym odgłosami pracy maszyn fabrycznych i powolnym industrialnym pulsem współgrającym z ciężkim i powolnym beatem sekcji rytmicznej. Szorstki śpiew Petera Hope'a przechodzi niekiedy w deklamacje. W tle słychać klawiszowe klimaty z albumów Cabaret Voltaire - Micro-Phonies i The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord.
Cop Out jest kolaboracją synthpopu i cold wave z odległymi new wave'owymi solówkami gitary i krzykliwymi, szorstkimi wokalami Petera Hope'a; w podobnym tonie, aczkolwiek bardziej w klasycznym rytmie funky jest numer Surgeons; oprócz new wave'owego riffu, pojawiają się tu funkowe zagrywki gitary oraz japońskie motywy klawiszy i tradycyjny industrialny puls. Wokal Hope'a przypomina tu stylem Dietera Meiera z Yello.
50 Tears jest najlepszym momentem albumu przypominającym klimat rodem z satanistycznego sabatu, z mroczną, eksperymentalną elektroniką, niskim brzmieniem syntezatora, odległymi hałasami i prawie brakiem sekcji rytmicznej. Mroczne zawodzenie Hope'a podparte niekiedy przetworzonym satanistycznym głosem wprost z piekła, uwypukla klimat grozy. Utwór śmiało mógłby posłużyć za ścieżkę dźwiękową do horroru.
Leather Hands jest najbliższy twórczości Cabaret Voltaire; konkretnie jest połączeniem synthpopu, cold wave, industrialu, funku i future popu w klimatach z albumu The Covenant, The Sword and the Arm of the Lord. W utworze pojawia się też przetworzony przez vocoder wokal Richarda H. Kirka.
Króciutki 50 Tears (Reprise) jest bardziej eksperymentalną konkluzją do 50 Tears, kończącą winylową część albumu.
Sugar Can You Feel The Drums? o dość brudnym i surowym brzmieniu przypomina dokonania The Art Of Noise; wokal Petera Hope'a przechodzi tu od typowo blues'owego po melodeklamacje przypominające rap.
Upbeat jest kompozycją łączącą synthpop z industrialem i zimnofalowym brzmieniem z niezwykle odległymi krótkimi riffami gitary w tle; słychać tu echa przyszłych dokonań Nine Inch Nails, Front 242, Sinny Puppy czy Front Line Assembly. Mocną pozycją jest również bluesowy wokal Petera Hope'a.
Album uzupełniają dwa remixy Leather Hands - wydłużony 12" Mix i Crash Mix z noise'owym wstępem.
Autor - Depeche Gristle


George Russell - Electronic Sonata For Souls Loved By Nature

Pierwsza i moim zdaniem, najlepsza wersja tej kompozycji. Russell powrócił do niej jeszcze w 1980 roku, nagrywając ją z innymi muzykami. Rozbudowana kompozycja w dwóch częściach została zarejestrowano na koncercie w Oslo w kwietniu 1969 roku. Skład jest iście doborowy: George Russell, Jan Garbarek, Manfred Schoof, Terje Rypdal, Jon Christensen, Red Mitchell. Dla osób, które znają tylko wcześniejsze nagrania pianisty z pierwszej połowy lat 60. niniejsze wydawnictwo może być pewnym zaskoczeniem. Russell na początku dekady starał się stworzyć własną odmianę modern jazzu, udatnie łącząc mainstream z free jazzem. „Electronic Sonata For Souls Loved By Nature” zawiera dość eklektyczny materiał. Czegóż tu nie ma: free jazzowe zawirowania, post-bopowa stateczność, czasami odniesienia wręcz do jazzu tradycyjnego, elementy muzyki afrykańskiej. Interesującym dodatkiem są efekty taśmowe, dzięki nim czasami muzyka przybiera kształt elektronicznej jazzowej psychodelii. Fani wczesnego Garbarka i Rypdala znajdą na tym wydawnictwie sporo przyjemnych dźwięków. Intrygujący eksperyment, który w momencie debiutu brzmiał świeżo, miejscami wręcz nowatorsko. W sumie to jedna z najmocniejszych pozycji w dyskografii pianisty. Zdecydowanie warto rzucić uchem.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page


Ed Sheeran - Divide

Divide has been given a Metacritic score of 62 based on 17 reviews, indicating "generally favorable reviews"Martin Townsend of the Daily Express gave a highly positive five-star review, calling it "Ed's strongest collection to date" and "a shimmering and magical record" and also said "Ed does the toughest thing in pop music disarmingly well, he writes and performs songs which are rooted winningly in smalltown everyday life but which strike a universal chord." Maura Johnston of Rolling Stone gave a four-star review, commenting that "Ed is still showcasing pop savvy on Divide" and going on to say that he "doubles down on the blend of hip-hop bravado and everyday-bloke songwriting that helped him break out at the turn of the decade."Roisin O'Connor of The Independent also gave the album a four-star rating, claiming "[the album] leans on little asides from Sheeran's own talent" and that it was "astonishing for its sheer ambition alone". Jordan Bassett of NME described the album as "a collection that, somehow, adheres to his perfect pop template... while also being quietly weird", and that the album is "likeable", "assured but unassuming and sometimes hard to fathom". Mark Kennedy of the Associated Press, after commenting on the album's "missteps", said that it "is certain to add listeners, subtract a few weary of his inconsistency, but definitely multiply his bank account," and ultimately called Sheeran "a special talent."

Some reviews were unfavourable; Harriet Gibsone of The Guardian gave the album a two-star rating out of five, calling it "no less calculating than his peers at the very top level of pop stardom". In a negative review of 2.8 out of 10, Laura Snapes of Pitchfork stated: "considering he [Sheeran] is among the most successful songwriters in the world, a lot of his lyrics do not even scan." In another negative review, writing for Drowned in Sound, David Hillier gave ÷ a 3/10 rating, calling it "the most anodyne and bland pop album possible."
(Wikipedia)



David Byrne & St. Vincent - Album De La Semaine (Live Paris)

Orkiestra dęta, tuba jako bass, wyrafinowana muzyka, wyrafinowana choreografia. Zaskoczenie - gwiazda rocka i gwiazdka indie, baroque rocka, zadziwiająco pasujące do siebie, choć na pierwszy rzut trochę dziwne. Na szczęście już po kwadransie wszystko się dociera, klaruje. David kładzie się na scenie i odgrywa cały numer, St.Vincent wycina jakieś dziwadła na gitarze, ludzie "łażą" po scenie nieustannie, publika (jakieś 100 osób) szaleje. Trochę piosenek ze wspólnego albumu, przeboje gwiazdy (kapitalny anturaż) i kawałki gwiazdki (oryginalna uroda i te śmieszne kroczki). Wszyscy bawią się wybornie, czasem śpiewają razem a czasem pozwalają zaśpiewać orkiestrze. Koncert zagrany w studio, oprawiony scenograficznie perfekcyjnie. Czy rock może być sztuką? Jeśli masz gdzieś koło siebie jakiegoś malkontenta, to pokaż mu właśnie ten koncert.
Ja zaraz sobie znów go odtworzę, od razu lepszy humor. Jeden z najlepszych koncertów w studio jakie widziałem, ileż to pracy musiało kosztować. A ja się ciągle ociągam.



Beyoncé - Lemonade

Lemonade is the sixth studio album by American singer Beyoncé. It was released on April 23, 2016, by Parkwood Entertainment and Columbia Records. It is Beyoncé's second "visual album" following her previous eponymous 2013 album, as well as a concept album accompanied upon its release by 65 minute film aired on HBO Primarily an R&B album, Lemonade encompasses a variety of genres, including pop, reggae, blues, rock, hip hop, soul, funk, Americana, country, gospel, electronic, and trap music. The album features guest vocals from James Blake, Kendrick Lamar, The Weeknd, and Jack White. The album contains samples and interpolations of a number of hip-hop and rock songs.

The album features musicians Jack White, Kendrick Lamar, and bassist Marcus Miller, and sampling from folk music collectors John Lomax, Sr. and his son Alan Lomax on "Freedom". Beyoncé and her team reference the musical memories of all those periods including a brass band, stomping blues-rock, ultraslow avant-R&B, preaching, a prison song (both collected by John and Alan Lomax), and the sound of the 1960s fuzz-tone guitar psychedelia (sampling the Puerto Rican band Kaleidoscope). The Washington Post called the album a "surprisingly furious song-cycle about infidelity and revenge", referencing the classical compositional genre defined in German lieder by Schumann, Schubert and Brahms. The Chicago Tribune described the album as not just a mere grab for popular music dominance, rather it is a retrospective that allows the listener to explore Beyoncé's personal circumstances, with musical tones from the southern United States, a harkening back towards her formative years spent in Texas. AllMusic wrote that Beyoncé "delights in her blackness, femininity, and Southern origin with supreme wordplay."

According to The A.V. Club, the tracks "encompass and interpolate the entire continuum of R&B, rock, soul, hip-hop, pop, and blues", accomplished by a deft precision "blurring eras and references with determined impunity." The Guardian and Entertainment Weekly both noted that the album touches on country music, and Entertainment Weekly noticed the use of avant-garde musical elements. Consequence of Sound wrote that the album's genres span "from gospel to rock to R&B to trap"; both Isaac Hayes and Andy Williams are sampled. PopMatters noticed how the album was nuanced in its theme of anger and betrayal with vast swathes of the album bathed in political context; however, it is still a pop album at its essence with darker and praiseworthy tones. Melina Matsoukas, the director of the "Formation" music video, said that Beyoncé invited her to her house in Los Angeles, and explained the concept behind Lemonade. "She wanted to show the historical impact of slavery on black love, and what it has done to the black family, and black men and women—how we're almost socialized not to be together." In an interview with W, Beyoncé's creative director Todd Tourso further explained the concept behind the album, referencing Beyoncé's desire of "placing it in the context of a generational relationship".
(Wikipedia)

Aphrodite's Child - 666

Na „666” grupa niemal zupełnie zerwała ze swoim popowym obliczem, prezentując ambitny melanż psychodelii, rocka progresywnego, jazzu nowoczesnego, folkloru greckiego, niejednokrotnie ocierając się o awangardowe eksploracje. Podejrzewam, że album jest w miarę dobrze znany, tak więc nie ma sensu specjalnie rozwodzić się nad jego zawartością. W momencie ukazania się wywołał ogromne kontrowersje. Nie brakowało pozytywnych głosów, czasem dość niespodziewanych. Wielkim admiratorem płyty okazał się Salvador Dali, który wziął udział w imprezie zorganizowanej przez grupę z okazji pierwszej rocznicy jej nagrania. Wtedy wciąż pozostawała jeszcze na półkach, ponieważ ich macierzysta wytwórnia Mercury zablokowała jej wydanie, obawiając się skandalu. Wielki malarz stwierdził, że muzyka kojarzy mu się ze słynnym kościołem Sagrada Família w Barcelonie, natomiast teksty z jednym z drzeworytów Albrechta Dürera. Zaproponował nawet muzykom, aby z okazji premiery albumu zorganizowali specjalny event w Barcelonie z jego udziałem. Miał to być swoisty happening, którego scenariusz naprędce napisał sam wielki malarz. Autor tekstów Costas Ferris oświadczył, że muzycy nie mają pieniędzy na taką imprezę. W tej sytuacji Dali wziął kawałek płótna i pióro i w ciągu 40 sekund wysmażył dziełko, coś w rodzaju collage'u. Wykorzystał do niego między innymi dwa listki sałaty, które pozostały mu po posiłku. Następnie powiedział Ferrisowi, że sprzeda je amerykańskiemu kolekcjonerowi za 200 tysięcy dolarów. Ostatecznie do współpracy nie doszło z powodu nieprzyjemnego incydentu, kiedy to malarza świadomie obraził jeden z przyjaciół zespołu, nieprzychylnie do niego nastawiony (wypomniał mu fakt, że „ukradł” żonę innemu znanemu malarzowi Paulowi Éluardowi). Dali wyszedł oburzony i zerwał wszelkie kontakty z zespołem. Pieniądze okazały się niepotrzebne, ponieważ album stał się bestsellerem (sprzedano 20 mln egzemplarzy). W momencie premiery płyty zespołu i tak już nie było. Demis Roussos i Lucas Sideras zupełnie nie utożsamiali się z nowym obliczem stylistycznym Aphrodite's Child. Już w czasie nagrań doszło do faktycznego rozpadu zespołu. Vangelis był zmuszony kończyć prace sam, posiłkując się wsparciem muzyków sesyjnych.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page


Ash Ra Tempel - s/t 1971

Ash Ra Tempel - debiutancki album krautrockowej formacji Ash Ra Tempel założonej przez trójkę bardzo młodych muzyków, zaledwie 19-letnich Manuela Göttschinga (jedynego stałego członka formacji w następnych latach), Hartmuta Enke (dziś już nieżyjącego) oraz 24-letniego Klausa Schulzego - byłego muzyka zespołów Psy Free i Tangerine Dream (który w następnych latach zrobił udaną karierę solową).
Debiutancki album Ash Ra Tempel ukazał się w czerwcu 1971 roku i składał się z dwóch różnych od siebie improwizowanych suit - Amboss i Traummaschine - po każdej ze stron albumu.
Blisko 20-miniutrowy Amboss rozpoczynają kosmiczno-psychodeliczne elektroniczne pejzaże podróży przez kosmos, w których słychać echa twórczości zarówno Stockhousena jak i wczesnego Tangerine Dream. Z czasem pojawiają się kaskady uderzeń perkusji oraz niezwykle odległe brzmienia gitary, które w miarę trwania utworu powoli nabierają mocy, zaś kompozycja coraz bardziej przyśpiesza, nabierając art.-rockowo-progresywnego charakteru; wreszcie brzmienie gitary wysuwa się na pierwszy plan, tworząc długie hałaśliwe riffy, będące niesamowitym popisem Göttschinga, zaś całość dopełniają kaskady na perkusji Klausa Schulzego, choć w pewnym momencie rytm zanika, a całkowicie dominujący riff gitarowy nabiera form od bluesowych zagrywek, po czysto hałaśliwe improwizowane zgrzyty uzupełnione o syntetyczne szumy, po czym perkusyjne kaskady powracają ze zdwojoną mocą wraz z szalejącą gitarą, rozwijając utwór do formy progresywnego monstrum, aż do jego zakończenia.
Jeden z użytkowników serwisu You Tube o nicku MrPete45 napisał pod utworem Amboss komentarz: „Gdy trafiłem na wojnę w 1972 roku, miałem dziewiętnaście lat. Jeden z żołnierzy z mojego plutonu posiadał tę piosenkę na kasecie. Pewnego dnia przebijaliśmy się przez gęstą trawę słoniową i natknęliśmy się na nasz spalony czołg. Weszliśmy do środka, wreszcie poczuliśmy komfort, zaczęliśmy brać LSD (…). Jedynym wspomnieniem jakie mam z tej nocy jest właśnie ta piosenka, a ściślej cechujące ją brutalne gitarowe solo i walka do upadłego z naszymi wrogami. Gdy wyczerpany obudziłem się o świcie… kolega od kasety leżał rozerwany na kawałki nieopodal mnie” (źródło: Wojciech Michalski / Screenagers.pl)
Odmienne nastroje prezentuje 25-minutowy Traummaschine (maszyna snów), poruszając się w rejonach od muzyki konkretnej, po muzykę kosmiczną rodem z albumu Tangerine Dream - Alpha Centauri . Utwór rozwija się powoli; słychać tu medytacyjne brzmienia syntezatorów, generatorów i organów, uzupełnionych o dźwięki pogłosów i elektronicznych plam, brak jest sekcji rytmicznej, a kompozycja sprawia wrażenie podróży gdzieś na odległych i chłodnych obrzeżach galaktyki. Z czasem, w miarę trwania utworu, pojawiają się delikatne brzmienia gitary, sporadyczne uderzenia imitujące perkusję zastąpione wkrótce przez brzmienia afrykańskich bębenków, które tworząc sekcję rytmiczną przyśpieszają kompozycję, zaś początkowo delikatna gitara nabiera agresywniejszych, choć odległych solówek. Wreszcie utwór wycisza się, rytm zanika, pojawiają się elektroniczne pogłosy uzupełnione o ciche i delikatne solówki gitary w elektroniczno-organowym tle. W międzyczasie solówki gitary stają się coraz mocniejsze nabierając cech progresywnych, choć odległych, riffów; pojawia się transowa sekcja rytmiczna, kompozycja staje się bardziej psychodeliczno-art. rockowa, zaś gitarowe riffy uspokajają się do łagodnych solówek, ponownie przenosząc słuchacza w podróż w odległe i chłodne obrzeża galaktyki.
Album Ash Ra Tempel, za którego brzmienie odpowiada legendarny inżynier dźwięku Conny Plank, jest jedną z najważniejszych płyt nurtu Krautrocka i jednym z najważniejszych obok debiutu Tangerine Dream - Electronic Meditation dla początków rocka elektronicznego, jednakże Ash Ra Tempel zawiera muzykę przystępniejszą i bardziej poukładaną od tej na Electronic Meditation. Inną analogią łączącą debiuty Tangerine Dream i Ash Ra Tempel jest osoba Klausa Schulzego, który po nagraniu obu albumów rozstał się z Tangrine Dream i Ash Ra Tempel.
Autor -Depeche Gristle



Jayhawks - Tomorrow the Green Grass

Tom Sinclair of Entertainment Weekly praised the album as being "everything a country-rock album should be" and state that "even those who normally can't stand the genre are likely to be seduced by the plaintive vocal harmonies, pristine melodies, and scrappy-but-lyrical guitar solos". Greg Kot of the Chicago Tribune wrote that the album's "wider-ranging arrangements and instrumentation (strings, violin, keyboards) make the band seem less one-dimensional and studied than before."The NME stated that Mark Olson and Gary Louris' vocal harmonies "attain that upliftingly sad tinge of gospel that was once the heavenly terrain of Gram Parsons and Emmylou Harris", while Q wrote that Olson and Louris "lead their slightly expanded six-piece band through a string of beautifully bracing folk-tinged pop songs stunning in their simplicity". Robert Christgau of The Village Voice gave the album a one-star honorable mention rating, indicating "a worthy effort consumers attuned to its overriding aesthetic or individual vision may well like", and called the album "always sincere, never wimpy".

In a retrospective review for AllMusic, critic Jason Ankeny wrote that "if Hollywood Town Hall is inarguably the Jayhawks' best album, Tomorrow the Green Grass runs a very close second", noting that the album's "eclectic approach pointed the way to the sound and style of the fine records the Louris-led version of the band would go on to make" following Mark Olson's departure. Stephen M. Deusner of Pitchfork stated that the album showcases "a looser, more experimental tack" but runs "one or two tracks too long, a generous gesture that nevertheless lessens its impact, making it an uneven follow-up to Hollywood Town Hall".
(Wikipedia)