Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Edgar Froese - 3.

Nie mam ochoty aby zaspokajać potrzeby wszystkich. Nie tędy droga – jeśli chcesz się przypodobać publiczności automatycznie się cofasz do początków. Zawsze będzie ktoś niezadowolony.
Okładka i tytuł - Stuntman sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z czymś karkołomnym.
Muzyk porzuca stare klamoty i „anachroniczne” brzmienia na rzecz bardziej syntetycznych, łagodnych i miłych dla ucha. To jeszcze nie El-pop ale do JMJ jest już bardzo blisko. To pierwszy tak relaksujący krążek Edgara. Jeśli jednak w TD za zmianą brzmienia idą też zmiany formalne w konstrukcji i w sposobie myślenia to nasz bohater nie posunął się o krok.
Stuntman to materiał bardzo miły dla ucha, pełen miłych melodii opartych jednak na podobnych schematach. Nowością jest tworzenie charakterystycznych staccato elektronicznych zamiast linii sekwencerowych. Poszukiwania zaczynają się i kończą na grzebaniu w  kominku w berlińskim domu sympatycznego Niemca. Można tam co najwyżej znaleźć sadze i popioły albo zwłoki nadpalonego kota czy szczura. Natrętne obudowywanie dość dobrych co prawda figur ostinato w różne melodie jest w końcu nużące.

Edgar Froese - Stuntman



Tak zespół jak i solista tworzą jednak bardzo wyjątkową sztukę co przyciąga oko innych artystów szukających nowości. Pierwsi zgłaszają się filmowcy, co muzycy przyjmują z satysfakcją. Edgar otrzymuje propozycje napisania muzyki do kryminalnego filmu z Fassbinderem w roli głównej. Film okazuje się klapą, ale muzyka pozostaje. Kamikaze 1989 dla wielu  to klęska, muzyka jest surowa , wręcz prymitywna, choć osobiście darzę ją dużą sympatią. To poważny kryzys twórczy, choć TD wchodzą w swój „złoty okres”, na ile jest to zasługą Froesego, to pytanie zostawiam słuchaczom. Sam twórca kolejna płytą wchodzi w nowy okres, ale o tym potem ;))
Pisanie do filmu wiąże się z dużymi profitami, jednak ma ono też drugą stronę medalu. Granie pod obraz jest bardzo trudne (ramy czasowe), trzeba wracać wielokrotnie do skończonych i gotowych podkładów. Nieustające zmiany koncepcji a to reżysera a to producenta rozwalają cały koncept. W końcu twórca muzyki często traci kontrolę i jakikolwiek wpływ na swój wkład w całość. To szalenie stresujące, męczące i wyczerpujące. Do tego stopnia, że Edgar Froese całkowicie rezygnuje z soundtracków bodajże z końcem lat 90 –tych.

Edgar Froese - Kamikaze 1989 





Fragment filmu