Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Boddy/Reuter - Dervish

Din Records wypuszcza świetne pozycje z gatunku EM, Dervish jest na to dowodem. Album o krystalicznym brzmieniu, mieszanka hałasów otoczenia, przypadkowych rytmów, boskich orkiestracji. Dervish to perła dla koneserów awangardy. Ciężkie akordy wpadające w swoisty rezonans, rozpoczynają utwór tytułowy. Fripp’ owskie konotacje narzucają się natychmiast; atmosfera, neurotyczne struktury, „pokruszone” rytmy, nawiązują do  okresu King Crimson z lat 70- -tych, Red, Larks Tongue In Aspic. Ale nie są tak ciężkie (poza Jokers). Pat Mastelotto sieka rytmicznie, gitara Reutera rzeźbi chłodno riffy, basowe figury, wszystko w niezwykłym ruchu.

Boddy/Reuter - Dervish


To wprowadzenie to spora niespodzianka, przecież Boddy i Reuter to faceci kojarzeni raczej ze stylem ambient. I gdzieś w tle słyszymy te przedziwne tekstury, zbudowane syntetycznie i za pomocą naturalnych smyczków. Dervish bogaty w różnorodne barwy, reprezentuje całą płytę, która pomimo dość wolnego tempa, bogactwa próbek, orkiestracji, kryje jakiś niepokojący nerwowy nastrój. Spokojna końcówka Dervisha, przechodzi w mniej drażniący ale bardziej intrygujący Stealth. Kawałek płynie w surowym otoczeniu z gitarą pełną melancholii, emanującą smutkiem. Brzmi to bardzo atrakcyjnie, wyraźnie zarysowany rytm. Utwór jest logiczną kontynuacją wstępu, z pewną kadencją o narastającym napięciu o nieprzemijającej atmosferze. Uderzenia spastycznego mellotronu o bezpiecznym jednak charakterze, delikatne elektroniczne perkusjonalia, tam-tamy, tkają zasłonięte syntetycznym welonem niesamowite obrazy.  „Ruch” jak zaburzone tykanie zegara, próbuje ocalić swą regularność. Złapany zostaje w pułapkę statycznych, oddalonych, metalicznych przypływów. Jak wszędzie na Dervish’u, dźwięki nie są związane ze strukturą, raczej "błąkają" się i wędrują w szalonej wolności twórczej. Otoczone sonicznymi zrębami mieniącymi się w prostych odbiciach szkła i stali. Po utworze Joker, bardziej rytmicznym i regularnym, mamy Watcher of Loneliness. Nieco upiorne akordy spacerujące po świecie zbudowanym z chłodnego tła metalowych przesłon. Atonalny bluszcz wijący się w środowisku mieniących się wstążek. Angst, perkusyjne motyle migające w świetle, atmosfera ciemna, wszystko podbarwione dyskretnymi gitarami. Wydarzenia falują w niewidzialnych pulsacjach, budzi się „monstrum smyczkowe” zacinające wszystko. Aby po jakimś czasie zniknąć pod lawiną niekontrolowanych instrumentów perkusyjnych. Trochę to dziwne do strawienia  przez wielbicieli awangardy, ale atrakcją jest przepiękne brzmienie. Spiral Manoeuvre kończący płytę  jest statyczny, ambientowy, gdzie kawałki szkła pchają na przód syntezator, kształtując cieniste i ślizgające się fantomy. Gitary rysują senne powierzchnie, pozwalają na bulgoczące odgłosy, nieokreślony kontemplacyjny spokój. Dervish to dzieło zdumiewające, tak poprzez swoją agresję jak i  burzowo-ambientowe hałasy pasujące do KC. Niesamowite brzmienie albumu, którego „zasoby” prostych dźwięków zamknięte w „szklanej bańce” odbijają się w niezwykłą złożoność. To prerogatywa świata muzycznego Iana Boddy i jego wytwórni Din Records.
Autor - Sylvain Lupari (Phaedream on Guts Of Darkness)


Fragmenty na Groove