Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jean Michel Jarre - Equinoxe

Album ma odzwierciedlać dzień życia człowieka od rana do wieczora. JMJ rozwinął tu swoje brzmienia dodał dużo więcej dynamicznych i rytmicznych elementów głównie przez większe eksploatowanie sekwencji linii basowych.
Krok naprzód po sukcesie komercyjnym Oxygene. Nie przełamał tu reguł które pozwoliły oczarować słuchaczy poprzedniej płyty ale zdaje się że płyta jest mniej improwizowana a bardziej przemyślana – co niekoniecznie znaczy lepsza. Jarre w umiejętny sposób rozbudowuje syntezatorowe orkiestracje tworząc ścianę dźwięku osadzoną w pięknych liniach melodycznych współgrających z harmonijnymi podkładami służącą mu to wytworzenia niesamowitego mniej pogodnego w odróżnieniu do Oxygene klimatu Uwagę przykłada do wszelkich smaczków i pasaży dodając melodiom dodatkowej atrakcyjności. Dźwięk brzmi także dużo mocniej niż na poprzedniej płycie co podyktował repertuar płyty. 

Jean Michel Jarre - Equinoxe



Nie zapowiada tego pełen patosu wstęp części 1 obrazujący jak dla mnie wschód słońca przechodzący w części 2 w muzyczną opowieść o poranku, powoli budzącym się do życia świecie. Delikatne dźwięki nabierają mocy w części 3, lecz w jeszcze spokojnej tonacji, bez basów – to już symbol czynu, podjęcia wyzwań dnia codziennego. Dużo mocniejszą dawką decybeli obdarzono nas w części 4 –praca, zajęcia , człowiek na pełnych obrotach. Najbardziej dynamiczna część 5- bombastyczny obraz człowieka w ruchu tak charakterystycznego dla dzisiejszej cywilizacji to chyba najbardziej znana porcja muzyki z tej płyty –podkład z niej jest kontynuowany w części 6 i na tle tego JMJ dodaje kolejne ozdobniki tworząc jakby nową integralną część (człowiek nadal na najwyższych obrotach tyle że w zaciszu domowym). Pod koniec jednak jego fizyczna aktywność powoli maleje (końcówka 6 części i część 7 ). Kiczowata melodyjka w 7 na wstępie (kojarzy się z klubem paryskiej bohemy) sygnalizuje odpoczynek –a samotnie bez udziału ozdobników wygrywane końcowe akordy to jakby hołd dla kondycji ludzkiej , człowieka samego w sobie i zarazem hymn dla konczącego się dnia. Całość brzmi jak muzyczna epicka opowieść.
Można twierdzić że JMJ nie zaryzykował i zduplikował poprzednią formułę ale wiele tam nowych elementów.
Nastroje na niej zawarte są jakby mniej porażające jak to było na Oxygene- mroczne i mniej uduchowione -prawdopodobnie gdyby ukazała się jako preludium przed Tlenem jej sukces byłby dużo mniejszy-jako kontynuacja znalazła szeroki poklask –co nie znaczy że płyta jest zła – o nie- to majstersztyk tyle że z trzecią lokatą.(10.93/10)
Instrumenty:
ARP 2600
ARP Sequencer
Elka 707
Eminent 310
EMS AKS
EMS VCS3
EMS Vocoder
Korg Polyphonic Ensemble
Matrisequencer
Mellotron
Oberheim Polyphonic Synthesizer
Oberheim digital sequencer
Rythmicomputer
RMI Harmonic Syntheziser
RMI Keyboard Computer
Yamaha Polyphonic Synthesizer
1. EQUINOXE PART 1 (2:23)
2. EQUINOXE PART 2 (5:01)
3. EQUINOXE PART 3 (5:11)
4. EQUINOXE PART 4 (6:54)
5. EQUINOXE PART 5 (3:47)
6. EQUINOXE PART 6 (3:23)
7. EQUINOXE PART 7 (7:24)
8. EQUINOXE PART 8 (5:04)
Autor - Spawngamer