Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

The Jesus Lizard - Head / Pure

Pewnego zimowego wieczora gdzieś na początku 1992, włóczyłem się po mieście w ucieczce od osobistych problemów. Jako, że nie piję alkoholu i się nie odurzam, i mając trochę grosza, polowałem na nową muzykę. Szczególnie interesowały mnie nazwy, które nic mi nie mówiły i miały intrygujące okładki. I to było główne kryterium, czasami kierowałem się zinami, rzadko doradcami. Jako, że już wtedy posiadałem dość dobry sprzęt mobilny a sprzedawcy już mnie znali na tyle, aby otwierać płyty dla próbnego przesłuchania, natknąłem się na dziwaczną nazwę i okładkę. 

The Jesus Lizard - Head / Pure



The Jesus Lizard -  Head/Pure – no i wpadłem, wmurowało mnie ziemię, ta muzyka sugerowała mord, gwałt i destrukcję, a te uczucia były mi w tamtej chwili wyjątkowo bliskie. Chrząkający i rzężący wokal, schlapane błotem gitary, umiejętne stopniowanie napięcia, zwalająca z nóg dynamika i kompletnie wolna forma. Było sporo zespołów grających noise, ale ci faceci – na co dzień normalni, pozbawieni rockowej grypsery, byli do bólu szczerzy i mieli fantastyczne poczucie humoru. I to jest prawda sztuki, nazwa wcale nie jest bulwersująca a wszystkim daleko do epatowania świecącym  i kolorowym blichtrem. Całkowite oddanie, doprawdy trudno im zarzucić pozerstwo, pomimo ewidentnych prowokacji. Podstawą jest sekcja, która napędza każdy utwór z osobna, gęsty zakręcony i druciany bas, zmiana tempa i gitara grająca jakieś dziwne akordy i podziały, i wreszcie spajający wszystko wokal Davida Yow. Słychać tu wszystkie możliwe odgłosy cierpiącego człowieka, na wiele sposobów wyrażającego swój dyskomfort. Sól na rany. Muzyka pochodzi z prostej linii od punka i amerykańskiego hardcore’a ale poza energią nie ma z nimi nic wspólnego. Napięcie jakie grupa utrzymywała na scenie,  często powodowało niekontrolowaną agresję widowni, co kończyło występ. Ta muzyka wystraszyłaby szatana, ten hałas jest jednak doskonale zorganizowany, to nie zwykłe punkowe cięcie, to ręce zwykłego człowieka, którego byś o nic złego podejrzewał, zaciskają się na Twojej szyi, powoli i skutecznie odbierając Ci krew i oddech. Atmosfera jadowita, zgnita i plugawa i co gorsza wciągająca. Nikt nie wytrzyma takiego stanu na dłużej. Po kilku płytach i próbie wejścia do show biznesu, kapela wypala się, traci energię i gaśnie. Wszystko co dobre nie może trwać długo, pozostają zapisy i przekaz – za pomocą 4 instrumentów (wokal) można stworzyć coś nowego, przejmującego i prawdziwego. Nawet jeśli wokalista proponuje Ci zwrot swojego pokarmu do Twojego plecaka albo zaprasza do refleksji nad własną uryną. The Jesus Lizard nie obraża niczyich uczuć. Pokazuje jedynie aspekty życia, o których nie chcemy nawet myśleć.