Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Radio Massacre International - Upstairs Downstairs

Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się, zupełnie przypadkowo, z twórczością RMI nie przypuszczałem, że klimaty tworzone przez artystów "wciągną" mnie na tyle głęboko, że każdą okazję do wysłuchania kolejnej płyty będę skrzętnie wykorzystywał. Nie inaczej było z "Upstairs Downstairs". Krążek jest odmienny od innych mi znanych, bo według okładki znalazły się na nim koncertowe dokonania zespołu. Granie "na żywo" odczuwa się jednak tylko na początku - zapowiedź i na końcu - oklaski (po drodze w 1-szym utworze jest wprawdzie jakieś "mamrotanie", ale tak niewyraźne, że można sądzić iż to jakiś efekt dźwiękowy). Pomiędzy poszczególnymi kompozycjami występują ciche przerwy, więc klimat "koncertowości" w jakiś sposób zostaje utracony. Na szczęście zamieszczona muzyka skutecznie niweluje ten fakt. Na płytce spotkamy trzy utwory pod enigmatycznymi nazwami Part One, Part Two, Part Three. Pierwszy ponad 40 minutowy sprawia wrażenie gustownej, rozbudowanej, upstrzonej ciekawymi i zaskakującymi brzmieniami, nieuchwytnej w jakiś sposób plamy dźwiękowej. Przewijające się kaskady dźwięków, pochody wyłaniających się tego bezmiaru sekwencji i stopniowe ich rozpływanie się w kolejnym nieco ambientowym brzmieniowym bezkresie mogą oczarować niejednego słuchacza (niejednokrotnie używałem przycisku "repeat"). Pozostałe dwa utwory są zdecydowanie krótsze (nieco ponad 14 minut) i sprawiają wrażenie pewnego wypełniacza. Jednak nastroje przez nie niesione są na tyle bliskie sobie jak i kompozycji dominującej, że nie odcinają się zbytnio od całości. Tworzą z nią logiczny obraz. Według mnie płytka wymieniona w tytule to jedna z lepszych produkcji RMI, o ile nie najlepsza.

Radio Massacre International - Upstairs Downstairs


Twórczość grupy stoi na dobrym wysokim poziomie i zadziwiająco wyrównanym. Może wydawać się, że kolejne płyty są tym samym do siebie zbyt podobne (i w pewnym stopniu tak jest w istocie), ale jeśli tylko potencjalny słuchacz niejako odkryje "drugą warstwę", podobieństwo przybiera postać niezdefiniowanej "mgły" i staje się sporym atutem. Powoduje to, że kolejne płyty odsłaniają się raczej jako następne części jakiegoś bliżej nieokreślonego, rozciągniętego w czasie projektu artystycznego, niż jako niezależne całości (choć takowymi też są). Wprawdzie nie posiadam odtwarzacza ze zmieniaczem, ale nieraz kusiło mnie aby odtworzyć non-stop wszystkie krążki zespołu jakie posiadam którejś długiej nocy. Podejrzewam, że przeżycie byłoby niezwykłe i ... trudne do opisania. Który z kolei w takim "festiwalu" byłby "Upstairs Downstairs"? Z pewnością ostatni, aby wszystko zakończyć owacją, na stojąco.
El-Skwarka (wrażenia spisane w listopadzie 2001, przeredagowane w lipcu 2007)