Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Przemysław Rudź - Self – Replicating Intelligent Spawn

Początek. Gdzieś w sercu Afryki, ktoś niespokojny, ktoś żądny przygód wyrusza w podróż. Zabieram się i ja, szybko przekraczamy granicę plemienną, łagodny elektroniczny motyw wprowadza nas w tę niezwykłą podróż. Ale któż usłał tę drogę czipami? – Stroll Along The Paths On Chip – i po co?. Oj coś będzie nie tak, czuję pismo nosem. I rzeczywiście utwór drugi pozbawia nas złudzeń, po opuszczeniu czipowej ścieżki, płacimy natychmiast nieznośnym bólem głowy. Ponury – Neuronal Disorders Inside A Silicon Brain – obrazuje jakieś rozstrojenie w moim mózgu. (Tak przypominam sobie, byłem w szpitalu, byłem nieprzytomny chyba i to uczucie rozpychające głowę). Po chwili ciszy ruszamy dalej ale już pełni niepokoju o to, czy zwycięży w nas  wolność z bólem związana, czy przyjemne odrętwienie w rodzinnej wiosce. Przecież te artefakty znalezione na pustyni, to mądrość przodków – naprzód, ku zmianom, tam jest cel, nadzieja na lepsze. Tak rozważając nie zauważyłem, że ból minął. Idzie się lekko i swobodnie – i tak kończy się ten niezwykły utwór. Moja kobieta odkryła ukryty w zaroślach pojazd, dziwaczny ale podobny do naszych dwukołowców.

Przemysław Rudź - Self – Replicating Intelligent Spawn
  

Wsiadamy i już po chwili lecimy swobodnie – The Race Towards A Knowledge – no popatrz a ja ciągle myślałem, że wiedza o naturze wystarcza  w zupełności do życia a tu takie bajery, buzery, smakołyki i parę jakichś dziwnych spraw, których za Boga nie pojmuję. Pojeździmy jeszcze, bo to nawet było ciekawe i relaksujące. Wyczerpany zapadam w sen – The XXTh Century Dark Echoes – ależ tak, już słyszałem wiele z tych okrutnych opowieści, jednak zanurzony głęboko w niemoc, przeżywam to wszystko na nowo, pozornie lekki, kilkuminutowy wstęp przeobraża się  w łkające freudowsko – somnambuliczne  ostrzeżenie. PINK znowu opowiada historię o swoim ojcu żołnierzu, II wojna. Wiek pełen sekretów. Wspaniała reminiscencja pinkflojdowskiego -  A Saucerful Of Secrets. Wszystko to  tajemnicze i zagadkowe  - Short Message To Tomorrow, mieniąca się barwami tuleja, skąd pochodzi? z przyszłości ?, z przeszłości ? i jak tego używać? Szlag!!, wrzuciłem do plecaka, zajmę się tym później. Wieczorem przy pełni księżyca ktoś zaczyna starożytną opowieść  czy legendę o pewnym miejscu tam na niebie. Mare Traquilitatis. To historia o ludziach, takich jak my, którzy odważyli się na próbę wyrwania się z domu, taki test nastolatka. To miejsce nie przypadkowe, które sobie upatrzyli, to morze spokoju – gdy na Ziemi panuje festiwal nieustannej przemocy - w rzeczywistości i na ekranach przekaźników. Przemoc lansowana jak rozrywka dla każdego, niezależnie od wieku. O czym to świadczy ? czy ich ambicją był lęk i strach, strach kneblujący WAM usta, ujawniona prawda może być śmiertelna dla Ciebie I Twojej rodziny!!! Lepiej być poprawnym. Wolność to towar zbyt kosztowny. Giant Leap For Mankind – po lunatycznym muzycznie, morzu spokoju utwór przechodzi metamorfozę -  Extraterrestial Sensei. Oto niczego niespodziewająca się załoga (z opowieści księżycowej) napotyka na….. no właśnie co? Lub kto to jest? Czy to Bóg czy obcy?, wyraźnie wskazuje „palcem” na pewne miejsce na Ziemi. Ona właśnie zaczyna oświetlać błękitem twarze gwiezdnych podróżników. Najpiękniejszy fragment tego albumu, solo Przemka podsumowane niepokojącymi skrzypcami Dominika Chmurskiego. Brzmi to złowrogo, bo cel na Ziemi jest już czytelny – wybrzeże na wschodnim krańcu ziemi. Czy to nie tam człowiek popełnił swój najbardziej haniebny czyn? Czyż to nie swoista cezura wolności? Globalna wioska – jest miło i przyjemnie. Czy możemy żyć bez wroga? Twórca muzyki zdaje się mówić – ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę, że ten świat nie zginie dzięki nim. Home Again i sielski sax Matthew Cambhell’a. Już świta, ta niezwykła historia podzieliła naszą niewielką grupkę, niektórzy zawracają do Afryki, a niektórzy już ciągną na wschód.
To kolejna dobra płyta Rudzia, jego swoboda wypowiedzi jest zaskakująca. Tempo jego ewolucji twórczej jest też zdumiewające, przynajmniej na tej płycie usłyszałem kilka rzeczy o których już nie pamiętałem. Jego Sensei, byłby z niego dumny. Stanisław Lem potrafił być bardzo wieloznaczny i pełen tajemnic. Zabawny i groteskowy takowoż. Ale nigdy nie można było przejść obok niego obojętnie, tak i ja nie przechodzę obojętnie obok tej muzyki. Ale kto odpowie na te pytania? Tylko muzyka, czy naprawdę tylko?