Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Arcanum - The Ancient Saga

Muzykę Arcanum znam właściwie tylko z dwóch płyt. Na obu wyraźnie słychać charakterystyczny styl, jaki proponuje Bernd Franz Moritz Braun - tak bowiem brzmi pełne (mam nadzieję) nazwisko pana, który jest głównym i chyba jedynym animatorem tego projektu. To zdecydowanie spokojna elektronika, czerpiąca zapewne sporo z dorobku tzw. szkoły berlińskiej. Niemniej obie płyty różnią się od siebie zasadniczo. 

Arcanum  - The Ancient Saga


O ile na Lustrzanym Człowieku mamy kilka utworów trwających 10-15 minut, o tyle Starożytną Sagę wypełniają tylko trzy, ale za to długie kompozycje. Ich nastrój, budowa i tytuły sprawiają wrażenie, że mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym. I w istocie wspaniale się go słucha jako całości. Jeśli tylko ukierunkować wyobraźnię, czerpiąc z ilustracji zamieszczonej na okładce płyty, można dzięki niej zgłębić tajniki owej starożytnej sagi. Oczywiście jej arkana u każdego słuchacza będą miały odmienny urok, lecz te różne wyobrażenia mogą się gdzieś spotkać na powierzchni czerwonej planety, zalanej gorącymi promieniami słońca, które wysuszają jej ziemię. To z pewnością nie jest nasza Staruszka. Cóż to zatem za planeta, przedstawiona zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz okładki płyty? Na to pytanie zapewne słuchacz może sobie odpowiedzieć dopiero po przesłuchaniu muzycznej propozycji Arcanum.Wszystkie trzy utwory rozwijają się według tego samego pomysłu: wolniutko, stopniowo, aż do pełnego rozkwitu melodii i instrumentarium. To też wydaje się być cechą charakterystyczną Arcanum. Ale nie przeszkadza w słuchaniu płyty, choć może momentami aż prosiłoby się o rezygnację z tej sztywnej zasady na rzecz czegoś bardziej spontanicznego. Muzyka w całości na tej płycie należy do spokojniejszej odmiany elektroniki - powiedziałbym, że chwilami wręcz relaksującej. I co ważne - świetnie spełnia to zadanie. Mamy na niej śliczne melodie poprzeplatane subtelnymi sekwencjami. Nic nachalnego - tą muzykę można smakować niczym wytrawny obiad. Świetnie nadaje się zarówno na niebanalne wypełnienie przestrzeni pokoju jak i do bardziej wnikliwego słuchania. Całość zagrana jest w raczej miarowym i powolnym tempie - brak tu żywszych fragmentów, choć w swoich kulminacyjnych momentach wydaje się 'rozpędzać'. Nie przekracza jednak dozwolonej przepisami prędkości. Blisko krawędzi - taki tytuł nosi kompozycja rozpoczynająca album. Ciekawym jaką krawędź artysta miał tu na myśli, bo z pewnościa nie tę, którą wyobrażali sobie muzycy grupy Yes. Utwór zaczyna się dość mrocznie jak na atmosferę całej płyty, bo choć trzeba przyznać, że owija ją mgiełka tajemnicy, to raczej znajdziemy tutaj pogodną muzykę. Delikatne solo gitary (Braun jest również gitarzystą) wprowadza słuchacza w starożytny świat Arcanum. Niezwykle gustowny to wstęp, po którym wyłania się pierwsza sekwencja - coś jakby Tangerine Dream z okresu Stratosfery. Bez pośpiechu Braun wprowadza coraz to nowe elementy tej 'układanki', aż w pewnym momencie słyszymy jak motyw przewodni utworu przeradza się raptem w całkiem skoczną melodię. Kraina Cieniawbrew swemu tytułowi wcale nie sprawia groźnego wrażenia - to chyba najbardziej dynamiczny utwór na płycie, jednocześnie o dość transowym, melodyjnym motywie. Ciekawe wrażenie robi w nim basowa sekwencja, która w pewnym momencie gra 'pierwsze skrzypce'. Osobiście zupełnie inaczej wyobrażam sobie krainę, gdzie władzę dzierży Cień, lecz nie miejsce tu i pora by sprzeczać się z artystą co do jego interpretacji lokacji metafizycznych. Najdłuższym utworem na Starożytnej Sadze jest oczywiście kompozycja tytułowa. Tym samym jest to chyba najciekawsza propozycja na tej płycie, choć całość jest wyjątkowo 'równa' pod tym względem. Suita składa się z sześciu części, z których kolejne mają tytuły: Cisza, Dziedzictwo, Iskra Życia, Zmartwychwstały, Siła Przyrody i Święta Ziemia. Delikatna, powolna sekwencja oraz brzmienie gitary akustycznej rozpoczynają pierwszą część kompozycji. Nadają jej trochę 'niebiańskią' wymowę - tak jakby saga rozgrywała się nie w starożytnej przeszłości innej planety, a w jakiejś mitycznej Valhalli lub innej nieziemskiej krainie, gdzie trafiają po śmierci nasze dusze. Kolejne części suity są raczej ciężko rozpoznawalne, bowiem kompozycja ma dość spójny charakter. Gdzieś w okolicach 10-ej minuty pojawia się lajt-motyw, który będzie nam już towarzyszył do samego końca. Na szczęście to dość przyjemna melodia, niezbyt skomplikowana, zagrana na kilka różnych wariacji, dzięki czemu nie nuży w kontekście całości. Poza tym utwór nabiera rozmachu, jak przystało na ogólny koncept muzyczny Arcanum. Bębny, nowe instrumenty podejmujące przewodnią melodię, narastające syntezatory w tle - wszystko to jednoznacznie sugeruje, że zbliżamy się do kulminacji nie tylko tej kompozycji, ale i całej płyty. Aż w końcu żywo zagrana, znacznie bardziej złożona i całkiem ciekawa wariacja tematu przewodniego, fanfarami obwieszcza nam, że oto właśnie przkroczyliśmy ów punkt i teraz już niechybnie zmierzamy do zakończenia sagi. Nie ma na płycie The Ancient Saga momentów porywających, nie ma też na niej rzeczy odkrywczych. Ale znajduję na tej płycie spokój i ukojenie - szczególnie, gdy muzyka jest puszczana niezbyt głośno. Ma ona w sobie coś ze szlachetności muzyki elektronicznej lat siedemdziesiątych. Jest dopracowana, czasami wręcz wytworna, choć momentami niebezpiecznie ocierająca się o kicz. 

ocena: 6-7/10 

Sample na Groove