Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

The Nightcrawlers - Traveling Backwards

Kto słyszał o The Nightcrawlers? A kto by o nich wiedział, gdyby nie Mario Schönwälder? Pewnie nie zaryzykowałbym wiele, gdybym odpowiedział na pierwsze pytanie: 'niewielu', a na drugie - 'prawie nikt'. Tak to bywa w muzyce... Ile jeszcze takich perełek kryje się przed naszym wzrokiem, trudno powiedzieć. Ale należy mieć nadzieję, że trochę więcej. Niestety tylko nieustępliwi poszukiwacze mają szansę do nich dotrzeć. Problem w tym, iż żeby mógł o nich usłyszeć przeciętny słuchacz muzyki elektronicznej, musi być spełniony jeszcze jeden warunek: ów poszukiwacz musi mieć albo szerokie koneksje, albo niesamowity dar przekonywania, bądź najzwyczajniej być właścicielem wytwórni płytowej i nie starając się o niczyją aprobatę, samemu doprowadzić do rozpowszechnienia owej perły. 

The Nightcrawlers  - Traveling Backwards


Nie inaczej było w przypadku tria The Nightcrawlers i Mario Schönwäldera - właściciela Manikin Records. Postanowił on zebrać materiał z trzech LP zespołu, wydanych na przestrzeni lat osiemdziesiątych i wydać go na dwóch płytach kompaktowych. Album został zatytułowany Podróżując Wstecz i jest swego rodzaju hołdem, a może bardziej pamiątkowym pomnikiem dla zespołu, który już nie istnieje, a który w latach 80-tych tworzył muzykę nietuzinkową, choć nie pozbawioną wpływów uznanych poprzedników. W krótkim tekście, jaki Mario umieścił wewnątrz okładki płyty, można przeczytać, że trio The Nightcrawlers (w wolnym tłumaczeniu: nocni pełzacze), złożone z braci Gulch i Davida Lunt'a, było w owym czasie jednym z płodniejszych i bardziej perspektywicznych zespołów, wywodzących się z USA. Nightcrawlers umiejętnie łączą w swojej muzyce tradycyjną szkołę berlińską (uznani są za jeden z bardziej udanych 'klonów' TD lat 80-tych, choć to określenie nieco krzywdzące moim zdaniem) z elementami minimal oraz space music. Do tworzenia wykorzystywali głównie sprzęt analogowy, dzięki czemu ich muzyka klimatem jest mocno zakorzeniona w latach siedemdziesiątych. Co ich jednak zdecydowanie wyróżnia spośród innych epigonów Tangerine Dream czy Klausa Schulze, to specyficzne podejście do konstruowania swoich utworów, oparte o struktury charakterystyczne dla muzyki minimalowej. Zwykle sprowadza się to do powolnego rozwoju kompozycji, gdzie kolejne, stopniowo pojawiające się 'instrumenty', wygrywają precyzyjnie określone i mechanicznie powtarzane partie. Najlepiej obrazuje to początek jednej z dłuższych kompozycji z pierwszego krążka, zatytułowany Particle Dance. Słychać tam wyraźnie jak struktura utworu staje się coraz 'gęstsza', gdy dochodzą kolejne, finezyjnie opracowane, zapętlone elementy, które w konsekwencji tworzą swego rodzaju 'sieć' muzyczną, na której tle utwór dalej się rozwija. Minimalistyczne wpływy są również zauważalne w muzyce The Nightcrawlers poprzez dużą 'czytelność' poszczególnych dźwięków, dzięki czemu zachowuje ona charakterystyczną przejrzystość dla słuchacza. Oczywiście poza momentami, kiedy trio serwuje nam klimaty czysto ambientowe, które nota bene prezentują się również bardzo efektownie. Cóż jednak konkretnie możemy usłyszeć na albumie Traveling Backwards? Otwiera go jeden z krótszych i bardziej przebojowych utworów, zatytułowany Digitalis. To właśnie za jego sprawą muzyka tego zespołu mnie zainteresowała. To bardzo zręcznie zaaranżowana kompozycja o ciekawej melodii (co, jak się miało okazać jest dużym atutem zespołu), utrzymana w umiarkowanym tempie. Nie ma w niej miejsca na stopniowe wprowadzenia, więc po krótkim, ambientowym wstępie zespół od razu przechodzi do sedna. Jeszcze ciekawsze jest zakończenie, w którym twórcy raczą nas muzycznym dialogiem dwóch syntezatorowych solówek. Ogólnie Digitalis jest wystarczająco interesującą propozycją, żeby przyciągnąć czyjąś uwagę na chwilkę dłużej, lecz nie można powiedzieć, żeby był wizytówką zespołu. Nawet mam wrażenie, że nieco nie pasuje do reszty materiału z płyty. Niemniej, jak już nadmieniłem, to za jego sprawą oraz z powodu bardzo niskiej ceny, jak za album 2-płytowy, zdecydowałem się na zakup 'wstecznych wycieczek'. Nie miałem więc tak naprawdę pojęcia, gdzie zabierze mnie trio The Nightcrawlers na ową wycieczkę, a już nigdy bym nie przypuszczał, że przejażdżka będzie tak przyjemna i zawiedzie mnie do landów, o jakich zawsze marzyła moja podświadomość. Tak na poważnie zabawa zaczyna się wraz z utworem Modulus Four. Niezbyt długi, bo niespełna 12 minutowy, ale za to pierwszorzędny! Tu już zespół stosuje się do wszystkich żelaznych zasad, które opisałem nieco wyżej. Utwór jako całość zasługuje na duże uznanie - jest precyzyjnie obmyślony, obdarzony cudowną melodią, oparty o ciekawą sekwencję. Jest w nim taki moment, kiedy mam wrażenie, że panowie zaczerpnęli kilka nut z pięknej skąd inąd kompozycji Camel'a pt: The Procession. Na szczęście (bądź też nieszczęście - zależy od której strony patrzeć) po krótkim, pewnie nie zamierzonym cytacie, szybko się 'wycofują' z domeny rocka progresywnego, pozostając w świecie swojej twórczości. Modulus Four jest zapewne jednym z tych utworów, które stawiają Nightcrawlers razem z szeregiem naśladowców mandarynkowego tria. Trzeba jednak uwzględnić fakt, że utwór ten pochodzi z wczesnego etapu twórczości zespołu (datowany jest na 1983 rok), został więc zapewne wydany na debiutanckim albumie pt: The Nightcrawlers. Tak samo zresztą jak podobny do niego Tanzwut. W nim od razu czuć wyraźny, mandarynkowy smak. Pierwsze, przeciągłe syntezatorowe brzmienia, przywołują skojarzenia z muzyką Tangerine Dream z drugiej połowy lat 70-tych, a kiedy pojawia się mocna sekwencja z uczuciem błogości możemy się oddać kolejnej podróży w świat rykoszetowania. Długością ten utwór również zbliżony jest do poprzednika, zresztą podobnie jak kolejny pochodzący z pierwszego longpleja zespołu. Mario Schönwälder postanowił nie trzymać się chronologii przygotowując rozkład utworów na tym albumie, tak więc Spring Torsion otrzymał 'zadanie' otwarcia drugiego krążka Traveling Backwards. To kolejny, świetny numer, utrzymany w tej samej stylistyce. I znowu Nightcrawlers ujmują ciekawą melodyką, zagraną z wyczuciem, choć bez efekciarstwa. Ostatnim utworem z pierwszej płyty zespołu, wydanej w 1984 roku, jest zamykająca album kompozycja tytułowa. Z całej czwórki wypada chyba najmniej okazale i zarazem bliższa jest dokonaniom J.M. Jarre'a niż tria z Berlina. Drugi longplej, który został wydany rok po debiucie, nosi tytuł Spacewalk i zawiera już muzykę mroczniejszą i pozbawioną tak oczywistych wpływów jakie można było usłyszeć w w/w kompozycjach. Paradoksalnie Digitalis pochodzi właśnie z tego okresu, lecz o charakterze całej płyty przesądzają dwa inne nagrania: Ombra oraz długa, złożona z trzech części, kompozycja tytułowa. Ombra została umieszczona na Traveling... jako trzeci numer pierwszego krążka. Trwa niecałe 12 minut, przy czym to zupełnie odmienne 12 minut, niż te z np: Modulus Four. Z tej kompozycji wieje chłodem. Jest przesycona mroczną aurą i pozbawiona lekkich, melodyjnych zagrań. Niemniej jej atmosfera potrafi wciągnąć słuchacza na dobre - podobnie jak ta z suity Spacewalk. Jej pierwsza część (ok. 11 minut) to klimat nieco przypominający ten z Trzeciej nad ranem na granicy bagien z Okefenokee TD z płyty Stratosfear, podkreślany ciężkimi, powolnymi akcentami syntezatorów. Po jakimś czasie słychać już tylko mroźny wiatr, z którego wyłania się krótka sekwencja oraz piękne solo syntezatora, które znów można byłoby przyrównać do któregoś fragmentu płyty Encore bądź Rubycon. Ostatnia część Kosmicznego Spacerka rozpoczyna się miarowym podkładem (jak na mój gust nieco zbyt miarowym) rytmicznym, na tle którego podobnie brzmiący syntezator znów pięknie, choć smutno 'zawodzi'. Zgodnie z opisywaną wcześniej zasadą budowania struktury kompozycji przez Nightcrawlers, coraz więcej pojawia się tu różnych elementów, zawile 'tkających' pajęczą sieć muzyki, która dzięki temu z coraz większą mocą fascynuje i przyciąga. Główna melodia przejmowana jest przez kolejne, trochę odmiennie brzmiące instrumenty i w dalszym ciągu niesamowicie czaruje swoim urokiem. Program płyty Spacewalk uzupełnia najkrótszy utwór na Traveling..., który zamyka pierwszy krążek. Nosi on tytuł A November Evening i jest dość ładną impresją muzyczną utrzymaną w stylistyce całego longpleja. Na kolejnej, czarnej płycie zespołu The Nightcrawlers pojawiły się już tylko dwie kompozycje, trwające ponad 20 minut każda. Pierwsza z nich zatytułowana jest Shadows of Light (tak samo jak cała płyta) i składa się z trzech części: Particle Dance, Interlude II oraz Shadows of Light. Wspomniana wcześniej Particle Dance to prawdziwy popis konwersji klasycznej muzyki minimalowej (Steve Reich, Philip Glass) na sprzęt elektroniczny, z dodatkowymi smaczkami a'la wczesny J.M. Jarre. W drugiej mamy raptowną zmianę klimatu i znowu powracamy do mrocznych, ambientowych rejonów muzyki. Lecz tu mała niespodzianka: nagle słychać niesamowite, odległe i pełne koszmaru brzmienie potężnych organów, osłabione dystansem jaki dzieli je od słuchacza i zagłuszane huczącymi odgłosami, jakby ziemia właśnie się rozstępowała. Z tego małego inferno wyłania się również niesamowite solo, zagrane na elektronicznym pianinie. Ta suita znalazła się na pierwszej płycie Traveling.... Druga z nich, również składająca sie z trzech części, zamieszczona została na drugim krążku. Trwa nieco krócej, ale za to zawiera najpiękniejszy jak dla mnie moment z całego dorobku zespołu. Rozpoczyna ją In a Distant Corridor i od samego początku wpada w ucho. Mamy tu miarowy, choć nieco rwany rytm, z większym niż do tej pory wyeksponowaniem instrumentów perkusyjnych. Szybko wyłania się z niego znowu urzekająca melodia, która, zważywszy na wyjątkowo molową tonację, bez wywołania większego skandalu mogłaby być grana na pogrzebach. Nieodłącznie towarzyszy jej syntezatorowe solo, po którego zakończeniu można usłyszeć ów krótki, lecz przepięknie subtelny fragment kończący pierwszą część suity. Po niej następuje Interlude I (jego numer mógłby wskazywać, że na LP ta suita została umieszczona jako pierwsza) i znów, jak w Shadows of Light, następuje zupełna zmiana stylistyczna. Do końca bowiem poprowadzi nas ambientowy, bliżej nieokreślony Glimmer. Analizując zatem twórczość amerykańskiego tria The Nightcrawlers na podstawie albumu Traveling Backwards można stwierdzić, że zespół rozpoczął swą twórczość pod silnym wpływem Tangerine Dream, żeby na kolejnych płytach wypracować bardziej oryginalny styl, w którym tradycyjną muzykę elektroniczną spod znaku szkoły berlińskiej połączył z elementami muzyki minimalowej oraz ambientowej. Nie muszę dodawać, że po Digitalis nie spodziewałem się usłyszeć tak interesującej muzyki, która pozostanie ze mną dłużej niż niejedno dzieło 'kopistów' berlińskich klasyków. Dobrze zatem, że są tacy ludzie jak Mario Schönwälder, bez których dotarcie do tej muzyki byłoby niewyobrażalnie trudniejsze - o ile, w moim przypadku, w ogóle możliwe. Mam cichą nadzieję, że praca muzycznych 'archeologów' w przyszłości raz jeszcze zaowocuje wykopaniem skarbu przynajmniej na miarę The Nightcrawlers. W każdym razie warto próbować!

ocena: 7,5-9,5/10

Autor - Psychonauta
http://www.myspace.com/nightcrawlersgulch