Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Marcin Burmiński i Marcin Kulwas - Live at Amber Cafe

Dwóch Marcinów, Burma Project - Burmiński z Dolnego Śląska, grafik, muzyk. Penetruje obszary ambient/experimental. Artysta poszukujący, poruszający się na granicy świata widzialnego (obraz) i dźwięku. Czasem mroczny, ale próbujący oddać swoje emocje, odciśnięte poprzez przeróżne miejsca na ziemi. Marcin Kulwas, gitarzysta z Trójmiasta, znudzony grą z zespołami, angażuje się w działalność organizacyjno-muzyczną. MQ nie zapomina o graniu muzyki, sporo komponuje. WEF właśnie organizuje koncerty na wybrzeżu - WEF on Tour 2009. Oboje znają się tylko poprzez media, ale pada pomysł - zagrajmy. Niejako dobrym duchem jest Jacek Ciołek z Toksyna FM. Muzycy spotykają się dosłownie na godziny przed koncertem, niespokojni, niepewni. Przecież to improwizacja, mają przygotowane jakieś 45 minut, z grubsza jakieś bloki wokół których wszystko ma oscylować. Będzie kompromitacja i porażka? Grają, Ciołek w mig wyczuwa "dobrą chemię" i dobre wibracje publiki. "Wykorzystuje" okazję i nie wypuszcza muzyków ze sceny do wyczerpania.

Marcin Burmiński i Marcin Kulwas - Live at Amber Cafe





Toksyna Fm nadaje ten koncert na żywo, atmosfera i klimat owocuje 2 godzinnym jamem. Koncert z Bursztynowej trafia na krążek. Ponad 70 minut muzyki. Rozpoczyna krótki dark, Ciołek zagaja - i lecimy Tide III 17 minut. Kulwas ilustracyjnie, Burma harmonizuje, piękny klimat, absolutnie nie improwizowany, lekkie bryzy od Bałtyku. Podobno wymieniali się tylko mptrójkami i pogrywali sobie w domu. Absolutnie tego nie słychać. Nastrój chwili, emocje sprawiły, że oto mamy świeżą muzykę; delikatną, pełną uczucia, przestrzenną i niezwykle kojącą. Burma podaje nieco orientalne rytmy, Kulwas rasuje gitarę echem i wahwah i całkowicie odjeżdża. Psychodeliczny odjazd bez kwasu, no może na kofeinie bo to kawarnia.

Lecimy czas się zatrzymuje, ależ tak znam te klimaty, to KRAUT ale polski, swojski, BR okrywa wszystko mgłą szumów. Marcin MQ Kulwas mówi - hiphopowcy mają swój "flow", w funku jest "groove" a eksperymentatorzy mają swoje przypływy natchnienia czyli Tides. Tide IV otwiera lekko przesterowana gitara, ale jest ciepło, selektywnie, wogóle realizacja na medal (Michał Mielnik). Burma przejmuje inicjatywę, robi się chłodniej, elektronicznie, transowo i znów niebiańsko. Wspaniały fragment, zawieszenie w przestrzeni; nie ma bólu, nie ma zmartwień, nie ma myśli, jest muzyka - "confortambly numb". Niektórzy mogliby powiedzieć, że ten patent jest znany, Eno/Fripp to jednak nieco inna muzyka. A MQ to gitarzysta o bardziej emocjonalnym podejściu, jest dużo bardziej swobodniejszy od Frippa. To Polacy, z nieco rozhuśtanymi emocjami muzycznymi. Dawno nie słyszałem tak ciekawej muzyki SpaceAmbient, słychać tam rocka, Kulwas grał kiedyś progres i ten element jest obecny w jego manipulacjach brzmieniem, poprzez efekty gitarowe. Przerywa mu partner z delikatną acz zdecydowaną  sekwencją z ciepłymi padami w tle. Krajobraz zmienia się w kosmiczny bezmiar, gdzie każda gwiazda kusi uwodzicielskim błyskiem; odwiedź mnie i mój układ, może spotkasz wreszcie przyjazną planetę. To nie do wiary, że wszystko odbywa się w sumie na bardzo małej przestrzeni Bursztynowej Cafe. Krótkie gitarowe intermezzo, refleksyjne, zadumane, zakurzone. Uwertura do Tide VI - karawana ciągnie w upalnym słońcu, nagrzane powietrze tworzy fatamorganę, jedna po drugiej. Wędrowcy nie zwracają na to uwagi, zatopieni we własnych myślach, wszyscy usiłują przetrwać, zakończyć misję, napić się do woli i zapomnieć. A potem żyć pełnią życia, wydać zarobione pieniądze na wszelkie zachcianki. Do następnej misji, może w nieprawdopodobnym chłodzie Syberii. Żaden z nich nie ma domu i nie chce mieć, ich dom to kapelusz, igloo, szałas, jaskinia i brudny pled. Dręczą ich jednak nieciekawe sny, nie dają wytchnienia, to tęsknota. Ech Marcin otwórz kolejną butelkę i Marcin otwiera, wszystko znów zaczyna tańczyć w dziwacznym rytmie nieświeżych oddechów, zwierzęcego łajna i potu. I znów z pogardą myślę, o tych kmiotach siedzących przed TV, odwiedzających się codziennie, podziwiających swe nowe wielkie bryki. Patrzę w oczy Marcina, jego pijane spojrzenie jest szczere, pełne życia, przygody i tajemnicy, niepokoju. To lepsze niż szklane źrenice i wąskie usta współczesnego inteligenta dorobkiewicza. Płytę kończy chaos i niepokój; czy moja droga jest właściwa? czy znowu się mylę i będę żałował. Burmiński marzy - chciałbym pojechać do studia Klausa Schulze, pobawić się z nim, zobaczyć jak pracuje - Panowie Klaus żyje i czeka  - wyślijcie mu tę płytę. Marcin Burmiński i Marcin Kulwas, szczęśliwi i zaskoczeni. To artystyczny sukces, wspaniałe spotkanie dwóch światów, to muzyka do której możesz napisać własny scenariusz. Prosimy o ciąg dalszy