Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Michael Hoenig - Departure From The Northern Wasteland

Legendarna płyta ze złotego dla elektronicznej muzyki okresu lat siedemdziesiątych. Michael Hoenig grający wcześniej w Agitation Free, pomagał Klausowi Schulze przy projekcie „Timewind”. W kwietniu 1975 roku wziął udział w koncercie Tangerine Dream w Royal Albert Hall w Londonie, a później zastąpił Baumanna przy pierwszym australijskim tournee T.D. Nagrywał również z Manuelem Gottschingiem. Michael to perfekcjonista u którego każdy kabelek i wtyczka musiały mieć swoją etykietę. Bardzo niezależny, nigdzie nie zagrzał dłużej miejsca. W 1978r wydaje swoją solową płytę.

Michael Hoenig -  Departure From The Northern Wasteland


Na tytułowej suicie ze stojących fraz, efektów morza i łagodnej melodii, wydobywa się galopująca sekwencja. Sama w sobie jest dość monotonna, ucho skupia się bardziej na tym co dzieje się wokół niej.
 Jest więc podkładem pod różne solówki, wprowadzane co rusz atrakcyjne zdarzenia dźwiękowe. Przez 12 minut pętla dźwięków dosadnie działa na emocje, a potem się wycisza.. I w tym momencie jest chyba najciekawiej. W tle szum wody a samotne czyste solo gra tęskną melodię. 2. Hanging Garden Transfer (10:56) Hoenig dalej lubi sekwencyjne granie z pasją. Tu jednak nie jest tak jednostajnie z podkładem. Melodie w tej kompozycji wybrzmiewają czyściej, a zapętlone basso ostinato często  samo jest niezależnym skomplikowanym układem melodycznym. Duże podobieństwo do pierwszych solowych nagrań Petera Baumana. 3 Voices Of Where (6:19). Z głośników płynie spokojny i nastrojowy utwór pięknie zagrany w klimatach Manuela Gottschinga i jego „New Age to Earth”.  Niespodziewanie w piątej minucie zamienia się w mocno odważny, wręcz awangardowy eksperyment. Michael używa tu taśm ze spreparowanym ludzkim głosem odtwarzanych na różne sposoby. Daje to efekt znalezienia się w głowie osoby cierpiącej na poważne zaburzenia percepcji słuchu. Niesamowity fragment który nagle się urywa. Sun And Moon (4:16) Najbardziej optymistyczna historia grana z werwą i zapałem. Przyjazna uszom melodia (dałaby się wygwizdać pod nosem na spacerze), podsumowuje cały materiał. Momentami patetyczna i krzepiąca. Ucieczka z północnej krainy zakończyła się pełnym sukcesem.  Bardzo ciekawa muzyka, brzmiąca być może trochę archaicznie, ale taki jest jej urok. Szkoda że autorowi nie starczyło inwencji twórczej na kilka następnych płyt. Niemniej jest świadectwem swoich czasów, kiedy analogowe granie cieszyło się wielką popularnością a muzycy poszukiwali swojej tożsamości poprzez eksperymentowanie z ówczesnymi elektronicznymi nowinkami.
Autor - Damian DiKey Koczkodon