Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Pär Lindh Project - Time Mirror

Klasyczny rock symfoniczny żyje i ma się dobrze. Par Lindh wypuścił w tym roku fantastyczny, świeży i dynamiczny album. Artysta kontynuuje styl, który wypracował przez lata, to nowe, pełne energii podejście do muzyki znanej z lat 70-dziesiątych. Tym razem Par uderza  w dychę i pokazuje jak wiele ten styl ma nam jeszcze do zaoferowania. Podczas gdy wielcy raczej podsumowywują swoją karierę, Szwed wali bezpardonowo bez jakichkolwiek uprzedzeń. Podaje nam muzykę pełną rozmachu, radości i prostoty. Iskrzącą się bogactwem pomysłów, świetnie, klarownie, przebojowo brzmiącą.

Pär Lindh Project  - Time Mirror

Symphonic rock nabiera witalnej energii, pewnie, że słychać tu klasyczne rozwiązania, ale jak to jest podane, bardzo apetycznie, zaskakująco, błyskotliwie. Klawiszowiec ponownie koncentruje się na kompozycji a nie na popisach. Każdy grający czy uważny słuchacz doceni jego warsztat. Ten sposób widzenia jest dzisiaj bardzo rzadki, wielu muzyków zapomina o istocie muzyki, wchodząc zbyt głęboko w wirtuozerię, to jest ciekawe na 5 – 10 minut. Niezapomniany Frank Zappa: „Niejednokrotnie znany muzyk wchodząc ze mną na estradę dawał natychmiast popis swoich umiejętności. Niejako masturbując się publicznie, zazwyczaj był jednorazowy incydent, jeśli się powtarzało z miejsca wylatywał”. Niestety nie ustrzegli się tego neoprogowcy, niejednokrotnie zalewają nas wielokrotnymi „muzycznymi orgazmami”. To naprawdę jest nie do zniesienia. Par Lindh wprowadza nas w stan uniesienia, radości, obcujemy z czymś szczególnym ale to, zachowując porównanie, „muzyczne zaloty”. Rewelacyjny powrót do klasycznego symphonic, nie tylko dla fanów tej muzyki. Jest to klasyczne zadęcie ale jakie tempo, tu nie ma miejsca na przynudzanie, to zasługa bębniarzy, wyborna gra basisty, wokal (bliski Jonowi Andersonowi z YES) i Par Lindh w szczytowej formie. Welcome Back My Friends to the Show That Never Ends... Ladies and Gentlemen – Par Lindh Project.