Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popol Vuh - In den Gärten Pharaos

W ogrodach Faraona to drugi album w dyskografii tej niemieckiej grupy (nie mylić z norweskim Popol Vuh), której założycielem i liderem od końca lat 60-tych aż do roku 2001 był Florian Fricke - kompozytor i pianista. W drugiej połowie lat 60-tych los zetknął go z Ebhardem Schönerem, dyrygentem monachijskiej Orkiestry Kameralnej a zarazem jednym z prekursorów wykorzystania instrumentów elektronicznych w muzyce klasycznej. Najwyraźniej ta postać mocno zainspirowała Floriana, gdyż na początku swojej kariery artystycznej zamierzał on tworzyć muzykę właśnie za pomocą elektronicznego instrumentarium. Dzięki współpracy ze wspomnianym dyrygentem Florian Fricke miał dostęp do jednego z bardzo nielicznych wówczas egzemplarzy arcydrogiego, modułowego syntezatora Mooga. Stał się on głównym instrumentem na dwóch pierwszych płytach Popol Vuh. Wraz z Frankiem Fiedler'em oraz Holgerem Trülzsch'em stworzyli muzykę, którą można było określić mianem muzyki kosmicznej z elementami etnicznymi. Wydanie pierwszego albumu pt. Affenstunde w 1971 roku zbiegło się w czasie z innymi słynnymi debiutami, m.in. Tangerine Dream i Klausa Schulze. Nie można było więc uniknąć porównań do tychże właśnie. Jednakże niedługo potem Florian Fricke zupełnie zmienił swoją koncepcję muzyczną. Zdecydował, że lepszym narzędziem przekazu w muzyce są jednak naturalne instrumenty, charakterystyczne dla danej kultury. Tak więc instrumentarium użyte na kolejnych płytach (szczególnie tych mniej rockowych) było przeróżne: od wschodniego sitaru po tradycyjną, indiańską perkusję.

Popol Vuh - In den Gärten Pharaos


In den Gärten Pharaos to płyta bardziej dojrzała od swojej poprzedniczki. W całości wypełniają ją jedynie dwie kompozycje: tytułowa i tajemnicza Vuh. Pierwsza znalazła się również na niektórych wydawnictwach Affenstunde jako dopełnienie i trzeba przyznać, że klimatem jest o wiele bliższa debiutowi zespołu. Rozpoczynają ją delikatne odgłosy szumu wody (one towarzyszą nam do końca), ptaków, oraz niewyraźne dźwięki syntezatora - raz głośniejsze, raz cichsze. W pewnym momencie pojawia się Holger Trülzsch wybijający jakieś rytualne rytmy na kongach i tureckiej perkusji. Sekunduje mu w tym wciąż niepokojące brzmienie mooga, jakby podtrzymujące suspens utworu. Trochę przypomina to późniejszy Zeit Tangerine Dream, w nagraniu którego nota bene również wziął udział Florian Fricke. Nie da się jednak ukryć, że głównym aktorem jest tutaj wciąż Holger Trülzsch. Aż do momentu, kiedy z tego niepokojącego zamieszania wyłania się piękne, spokojne solo zagrane przez Fricke na pianinie Fendera. W tej części utwór staje się bardziej jazzujący, ale przez to ciekawszy. Kolejne nagranie na płycie, zatytułowane po prostu Vuh to jeden ze wspanialszych utworów zespołu, jaki znam. Właściwie to trudno go opisać. Rozpoczyna się nagle i momentalnie wprowadza mnie w stan uniesienia. To niezwykle patetyczna kompozycja, której surowy wyraz podkreśla monumentalne, potężne brzmienie mooga, jakiego nigdy wcześniej ani później nie miałem okazji usłyszeć. Bardzo prosta w konstrukcji, jednakże niesamowita w wymowie. Co jakiś czas pojawia się niepokojący, narastający szum czyneli. Na moment słychać rytm wybijany na perkusji tureckiej i ponownie górę bierze wszechobecny moog. Liczne instrumenty perkusyjne, w tym cymbały, tworzą zgiełk w tle, który przebija się na plan pierwszy. Orkiestrowa aranżacja utworu jeszcze bardziej podkreśla jego patetyczny nastrój. Pojawiają się echa chóralnego śpiewu, jakby wzniosłej modlitwy. Całości słucha się do końca wręcz z zapartym tchem. Nie sposób wrażeń 'przelać na papier'. Trzeba posłuchać.
Utwór Vuh dziwnie kojarzy mi się z muzyką pogrzebową, z requiem. Może dlatego, że właśnie dowiedziałem się, iż Florian Fricke zmarł w grudniu 2001 roku. Niech więc będzie to requiem dla niego.
ocena: 7-8/10
Autor - Psychonauta