Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Rousseau. The story so far. P 1.

Jeżeli jest tylko jedna osoba, która o czymś marzy, na zawsze pozostanie to zwykłym marzeniem. Jeśli wszyscy zaczniemy o tym marzyć, będzie to początek rzeczywistości (brazylijska piosenka ludowa). Historia grupy rozpoczęła się w 1978 roku, kiedy to grająca na instrumentach klawiszowych Ulla Boos, gitarzysta Peter Stutz oraz flecista Christoph Huster postanowili założyć zespół, którego ambicją byłoby tworzenie niezwykłej oryginalnej muzyki. Cała trójka pochodziła z tego samego miasta, położonego w industrialnym krajobrazie zagłębia Ruhry, choć dotychczas  grali w różnych lokalnych grupach. W styczniu 1979 roku, basista Georg Huthmacher oraz perkusista Alfred Pfeffer(zwany po prostu Ali), zmęczeni i znudzeni graniem monotonnej muzyki w swojej grupie, dołączyli do nowo powstałej formacji, która wciąż szukała nazwy i swej muzycznej drogi. Zanim jednak grupie udało się wykreować własne brzmienie i styl, którego szukała poza obowiązującymi w muzyce kanonami i trendami. Ulla i Peter zakochali się, a kiedy Ulla zaszła w ciążę, oboje opuścili zespół, by przygotować się do rodzicielskiej roli. Ali zaś zaprosił swojego starego przyjaciela, Rainera Hoffmana, pianistę w zespole klasycznym, by dołączył do grupy, oraz młodego gitarzystę rockowego Jorga Schwarza, by zajął miejsce Petera Stutza.  Teraz gdy ustabilizował się już skład, mogli zająć się komponowaniem materiału, zgodnego z ich muzycznym wyborem. Celem grupy było wyrażanie poprzez czysto instrumentalną muzykę własnych emocji i uczuć. Włączenie fletu do instrumentarium nie było celowym zamysłem, nastąpiło jedynie dzięki zbiegowi okoliczności, ale nadało muzyce lirycznego kolorytu i przestrzennego wymiaru. Podkreśliło także romantyczność i delikatność kompozycji, doskonale uzupełniając muzykę nastawioną na uczuciowość i piękno.  Członkowie grupy, jako miłośnicy progresywnego rocka zasłuchani byli w muzykę takich grup jak; Yes, Colosseum, Gentle Giant, Procol Harum, King Crimson czy Focus. Pewnego wieczoru kilku muzyków poszło na koncert Genesis w Munster oraz innego wieczoru na koncert grupy Camel, również w Niemczech (nie znali Camela wcześniej!). Oba koncerty ogromnie ich zafascynowały i wpłynęły na ich muzyczną wizję zespołu, utwierdzając w wyborze kierunku, który wcześniej wybrali. Ich podejście do muzyki znajdowało doskonałą kontynuację, zgodność i potwierdzenie w dziełach Jean-Jacquesa Rousseau, światłego Francuza, osiemnastowiecznego filozofa, którego pisma okazały się prawdziwym odkryciem dla członków zespołu. Stali się miłośnikami jego myśli i w pełni podzielali jego poglądy. Byli przekonani, że idee tego geniusza są wciąż aktualne, toteż zdecydowali się nazwać jego imieniem swą grupę dla wyrażenia aprobaty i podziwu dla błyskotliwości jego sądów.
Trzeba uciekać od Pani, czuje to dobrze: nie powinienem był tak zwlekać, a raczej nie należało nigdy poznawać Pani. Ale co dzisiaj począć? Od czego zacząć? Przyrzekła mi Pani przyjaźń, niechże więc Pani wniknie w moja rozterkę i da mi jakąś radę.(…). Niech Pani odwraca ode mnie swój słodki, ale śmierć mi niosący wzrok; niech Pani chowa przed mym spojrzeniem swe rysy, wyraz twarzy, ramiona, ręce, jasne włosy, gesty, niech Pani zatrzyma w piersi swój czarujący głos, którego nie można słuchać bez wzruszenia, niech Pani stanie się,  o zgrozo!,  inną niż jest, aby moje serce mogło wrócić do równowagi.(…). J.J. Rousseau – fragment powieści „Nowa Heloiza” – list I. do Julii” w tłumaczeniu Ewy Rzadkowskiej. W swoich pismach Rousseau proponował zwrot ku zdrowszemu życiu, życiu bliższemu naturze. Natomiast posiadanie odwagi, by marzyć i wierzyć w marzenia, woli zmieniania świata, wreszcie szacunku dla natury to tematy, które grupa rozwija w swych kompozycjach. Nie są to przypadkowe tematy, jeśli zważyć, w jakim środowisku dorastali muzycy.

Nazwa Rousseau, poprzez melodyjne brzmienie i odniesienia do kultury doskonale pasowała do ich muzyki. Tak więc grupa wybrała na nazwę nazwisko filozofa aby nadać sobie tożsamość a poprzez jego reprezentatywność- zidentyfikować swoją muzykę. Rousseau rozpoczęli swoja działalność pod nowym szyldem serią koncertów w okolicy. Były one pełnym sukcesem. Życzliwe przyjęcie przez publiczność sprawiło, że grupa postanowiła nagrać płytę. Zebrali pewną kwotę na zarejestrowanie nagrań, kłopotem jednak okazało znalezienie wytwórni płytowej, która zechciałaby wydać ten materiał. Oczywiście wszędzie dokąd się zwrócili twierdzono, że materiał jest znakomity ale niestety….. niesprzedawalny. Ostatecznie grupa sama wyprodukowała i nagrała swój album w październiku 1979 roku w małym studio w Langengreer, zaś dystrybucją płyty zajęła się niewielka wytwórnia w Monachium. Album okazał się na rynku na początku !980 roku. Tytuł płyty  - Flower In Asphalt, symbolizuje filozofię i wartości i idee dzielone przez muzyków, a wyrażane poprzez muzykę.

Rousseau - Flower in Asphalt

Okładka stworzona przez ich wspólnego przyjaciela Herberta G. Ruppika, przedstawia kwiat rosnący pośród asfaltu jedna z przygnębiających ulic niezamieszkanego miasta. Ten pojedynczy poetycki element w zimnym nieludzkim świecie, symbolizuje zwycięstwo piękna nad brzydotą, nadziei nad smutkiem, zwycięstwo poezji i natury nad szarzyzną i nudą świata stworzonego przez ludzi. Wśród siedmiu kompozycji, które znalazły się na płycie, próżno by szukać utworów słabych, nudnych czy nieciekawych. Zachwycają przede wszystkim; bogactwo melodii i staranne aranżacje. Christoph Huster gra przepięknie na flecie, zupełnie jak Andrew Latimer z Camel. Zresztą trzeba przyznać, że skojarzenie z Camel nasuwa się automatycznie i to nie tylko za sprawą fletu. Nie znaczy to jednak, że muzyka jest wtórna. Kompozycje porywają świeżością i naturalnością, co świadczy raczej o identycznym sposobie „spostrzegania” muzyki przez Rousseau, niż zwykłym wzorowaniu się na kimkolwiek. Jako najpiękniejsze utwory wskazał bym; Entree, z cudowną melodią fletu do której w pewnym momencie dołącza bas i wtedy jest jak w niebie, lekko jazzujący Glockenrock, który przywodzi mi na myśl Six Ate z repertuaru Camel oraz Le Grand Reveur. Nie napisałem jeszcze, że wszystkie kompozycje na tym albumie są instrumentalne, żadnych partii wokalnych!.  A nie jest przecież łatwo samą muzyką przykuć uwagę słuchacza na 40 minut. Rousseau udało się to znakomicie. Muzycy poprzez swoją twórczość wyrażali odrzucenie brzydkiego świata, w którym przyszło im żyć, chęć zapomnienia o nim poprzez stworzenie własnego świata muzyki, gdzie niepodzielnie panuje piękno. Kwiat pośród asfaltu, to także Rousseau pośród silnie zurbanizowanego obszaru zagłębia Ruhry. Po wydaniu albumu grupa udzieliła kilku wywiadów w prasie, radiu wystąpiła w niemieckiej TV oraz zagrała serię koncertów, które zdobyły uznanie  wśród publiczności. Jednakże w 1981 Jorg Schwarz zdecydował się opuścić grupę, by dołączyć do innej formacji rockowej. Jego miejsce zajął Christoph Masbaum, jazzrockowy gitarzysta, którego talent i muzykalność wcześniej już zwróciły uwagę Rousseau. Gdy tylko dołączył do zespołu, rozpoczęto pracę nad nowym materiałem, który miał wypełnić kolejną płytę. Podobnie jak w przypadku pierwszego albumu, tematy opracowywane były przez całą grupę. Tym razem jednak postanowiono dołączyć partie wokalne do utworów, aby łatwiej było przekazać publiczności idee zespołu. Zaproszono wokalistę Herberta Ruppika, by zaśpiewał jako gość w trzech z dziesięciu kompozycji jakie zarejestrowano. Nagranie odbyło się w studiu Spygel w Kirchheim, zaś wydaniem płyty zajęła się wytwórnia Bellaphon. Album został zatytułowany Retreat (Ustronie), zaś na okładkę wybrano rysunek, którego autorem był H. Ruppik, a które przedstawiało walący się wiejski domek stojący na szczycie zielonego wzgórza, otoczony kilkoma drzewami i tajemnicza mgięłką. Album otrzymał całkiem dobre recenzje, był nawet grany w radiu, jednakże wtedy, na początku lat osiemdziesiątych, publiczność była zasłuchana raczej w ”nowej fali” (popierana zresztą przez dziennikarzy) i wielce udziwnione i delikatne propozycje Rousseau pozostały raczej nie zauważone. Twierdzono, że album jest nie na czasie, w związku z czym nie otrzymał żadnej promocji, co miało wpływ na sprzedaż. Brak skutecznej dystrybucji przez wytwórnię płytową dopełnił całości. W rezultacie muzyka kapeli dotarła tylko do niemieckich fanów muzyki progresywnej. Kiedy muzycy zdali sobie sprawę, że wytwórni zależy tylko na wynikach finansowych a muzyka jest dla nich tylko towarem, zdecydowali się wziąść los w swoje ręce i odebrać prawa do Retreat Bellaphonowi. 

Rousseau - Retreat


Druga płyta Rousseau przynosi te samą bogatą i delikatną muzykę. Nie wiem czy dobrym pomysłem było wprowadzenie partii wokalnych, a może Ruppik  nie jest najlepszym wokalistą. Jeśli jednak można na tej płycie wskazać utwór słabszy, to jest to One Of The Thousand z partią wokalną. Zdecydowanie najlepsza część płyty zaczyna się od utworu trzeciego – Cafe Creme – dwie minuty dwóch gitar akustycznych. Po ciekawym China następuje cudowny Yago, w którym pobrzmiewają klimaty a la The Snow Goose. Na płycie tej słychać też wpływy innego „potentata” muzyki progresywnej – Genesis z okresu Wind & Wuthering_np. Windsong  – nie tylko z powodu wiatru w tytule. Zwraca uwagę również Scarlet Lake z piękną partią fletu, w której pobrzmiewają echa muzyki Indian południowoamerykańskich. Płyta pełna melancholii rzadkiej elegancji i finezji. Po ukazaniu się Retreat Rousseau podjęli się wyprodukowania poetyckiej rock-opery z udziałem tancerzy i mimów. Miała to być historia bohatera, który żyje gdzieś w kosmosie pewnego dnia odwiedza ziemię i naszą cywilizację po raz pierwszy. Szybko jednak zdaje sobie sprawę, że aby przetrwać w tym materialistycznym i znerwicowanym świecie, musi stać się klaunem. Przedstawienie zatytułowano Fool’s Fantasy(Fantazja głupca), tak jak jedną z kompozycji na pierwszym albumie. I było ono wielkim sukcesem w Niemczech. Grupa wyruszyła na blisko dwuletnie tournee. Istnienie grupy wymagało mnóstwo czasu , energii i pieniędzy. Wymagało także stałej dyspozycyjności, co było dość kłopotliwe, gdyż żaden z członków Rousseau nie był profesjonalnym muzykiem, każdy miał swoją inną pracę. Brak sukcesów na arenie międzynarodowej obniżył morale grupy, pojawiło się uczucie zwątpienia. Grupa była blisko decyzji o rozwiązaniu, lecz wtedy okazało się, że pewne zainteresowanie płytami grupy okazała publiczność japońska (ach ci niezłomni Japończycy). Również dystrybutorzy francuscy, amerykańscy, holenderscy, hiszpańscy, włoscy a także norwescy i brazylijscy zajęli się sprzedażą płyt . To miało konsekwencje międzynarodowe. Grupa została odkryta przez fanów progresywnego rocka z całego świata. Zaproponowano jej umieszczenie jednego utworu na brytyjskiej kompilacji Duuble Exposure. Wybrano temat z drugiej płyty Breakfast At Tiffany, by reprezentował grupę. Rozpoczęła się praca nad materiałem nad trzecim albumem. 
Autor- Rodżer.
Magazyn OFF Numer 12 zima 1996.
Ciąg dalszy nastąpi.