Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Cusco - Apurimac

Zainteresowałem się tą płytą pod wpływem jej popularności, która również do mnie dotarła. Nie jest to w rzeczy samej takie proste jakby się wydawało, sądząc po samej definicji popularności. Jestem krnąbrnym wyjątkiem pod tym względem. Tu jednak postanowiłem przełamać barierę nieufności do muzyki, która zdobywa sobie powszechną przychylność, a także barierę nieznajomości zespołu Cusco. Jest to dla mnie, jak do tej pory, jedyny kontakt z muzyką tego zespołu. Ale podejrzewam, że nie ostatni.

Cusco  - Apurimac


Mniej więcej wiedziałem, czego mogę się spodziewać po płycie Apurimac. Zdążyłem się zorientować, że muzyka Cusco to raczej popowa odmiana el-muzyki. Przy czym płyta Apurimac, jak sama nazwa wskazuje (rzeka w Peru), inspirowana jest motywami kultury indian peruwiańskich. To najbardziej przyciągało mnie do tego tytułu, a ponieważ wyobraźnia czyni cuda, pod jej wpływem więc zamówiłem swoją pierwszą płytę zespołu Cusco. Zawsze kiedy mam mieć kontakt z nowym gatunkiem muzyki spodziewam się olśnienia. Właściwie powinienem napisać: mam nadzieję, ponieważ spodziewam się go już coraz rzadziej. Płyta Apurimac nie jest olśniewająca. Zawiera muzykę niewątpliwie inspirowaną peruwiańskim folklorem, ale zdecydowanie wygładzoną, można użyć tu dziwnie brzmiącego słowa, ale najlepiej oddającego to co chcę napisać: upopowioną. To chyba cecha zespołu Cusco, choć nie chciałbym uogólniać. Z tyłu okładki uśmiecha się do mnie sześciu lekko podstarzałych panów. Pięciu z nich to zapewne muzycy wymienieni w środku. Mamy wśród nich perkusistę, basistę, gitarzystę oraz dwóch klawiszowców: Kristiana Schultze oraz Michaela Holma. To właśnie oni są autorami większości kompozycji na płycie Apurimac. Swoją drogą ciekawym jest, ile wątków melodycznych pochodzi oryginalnie z kultury peruwiańskich indian. Część bowiem jakbym już gdzieś słyszał. Może na ulicznych występach wędrownej grupy pochodzącej z Ameryki Południowej, która często gościła na krakowskim rynku? Mamy więc na płycie Apurimac 12 ładnie zaaranżowanych, niezbyt długich utworów, kipiących melodyką południowo-amerykańskiej kultury. Są wśród nich kompozycje bardziej porywające, jak np. Inca Dance czy Andes, oraz spokojniejsze, tj. Pastorale, Amazonas. Niektóre trochę przypominają utwory Enio Morricone (Andes). Dominującym instrumentem na płycie jest syntezator stylizowany na brzmienie fletni. To on nadaje jej ten specyficzny klimat. Na zdecydowane wyróżnienie zasługuje kompozycja tytułowa, otwierająca album, oraz jej druga, krótsza część, kończąca płytę. Po jej pierwszym wysłuchaniu byłem olśniony. Dopiero wtedy nabrałem apetytu na resztę płyty. Jednakże popowe, zbyt wysłodzone i wygłaskane brzmienie tej muzyki sprawia, że blisko czterdzieści minut to dokładnie tyle, ile chciałbym przebywać w peruwiańskim świecie, wykreowanym przez muzyków z zespołu Cusco. Ale nie dłużej.
ocena: 6/10
Autor - Psychonauta