Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Hildegard von Bingen: Vocation

Lubię muzykę średniowieczną. Fortepian, zwłaszcza ten romantyczny (choć nie tylko) należy do moich ukochanych instrumentów. Fakt, siedzę po uszy w baroku, nie oddalam się zbytnio od renesansu, a romantyzm i klasycyzm mają swoje miejsce i swoich kompozytorów, bez których nie wyobrażam sobie muzyki w ogóle. Ale do średniowiecza mam specjalną atencję. Strasznie długa ta era w dziejach ludzkości – chyba już nigdy żadna inna nie będzie jej równa. I jak chyba żadna nie będzie tak nieodgadniona i nieopisana jak właśnie Wieki Średnie. Pewnie ciśnie się wam na usta pytanie o zestawienie w jednym wpisie muzyki średniowiecznej i fortepianu? Obie te nazwy dzieli przecież przepaść bez mała trzystu lat, patrząc jedynie przez pryzmat końca ery średniowiecza i początku ery fortepianu? Fakt, tak jest. Ale okazuje się, że muzyka średniowieczna, transkrybowana na fortepian brzmi znakomicie. Porywająco. Gdzie? Już eksplikuję…
Ano, zaczniemy wyjaśnienia od świętej Hildegardy z Bingen.

Hildegard von Bingen: Vocation


To, co niemiecka mniszka napisała na przełomie XI i XII stulecia to dla mnie kwintesencja średniowiecza. Z jednej strony niezaprzeczalna melodyjność kompozycji, z drugiej uwielbienie dla Boga, wszystko to scalone w tak niepodważalnie cudowny sposób, aż trudno wyobrazić sobie, że można było napisać taką muzykę w tamtych czasach. Dziś, przyzwyczajeni do zdobyczy cywilizacji nie jesteśmy w stanie wejść w buty tamtych ludzi. Tego, gdzie i jak żyli, co było dla nich ważne i w jaki sposób przeżywali dzień powszedni, a jak mocowali się ze swoją wiarą w Boga. Hildegarda, jako kobieta miała wtenczas podwójnie trudno, i choć nie zamierzam się tu nad kwestiami patriarchalnego społeczeństwa rozwodzić, to jednak nie sposób tego nie zauważyć. Choćby… w samym podejściu do kwestii uznania za święta…Fascynuje mnie zatem średniowiecze. Zarówno dlatego, że mimo różnych przeciwności losu ludzkość przetrwała (jakoś) i tę epokę, w której właściwie wszystko legło w gruzach po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Na szczęście Kościół przejął (bo jakoś państw – spadkobierców Rzymian od razu to nie było widać na horyzoncie) organizację i administrację upadłego mocarstwa, dzięki czemu przeszliśmy obronną ręką przez Wieki Średnie. Zwłaszcza te pierwsze, bardziej ciemne, niż światłe. Inną kwestią pozostaje, czy Kościołowi wyszło to na dobre – może kiedyś, przy innej okazji będzie czas i miejsce na roztrząsanie tego problemu. Hildegarda tworzyła w średniowiecznym klasztorze, który sama zorganizowała na Wzgórzu św. Ruperta w Bingen nad Renem. Muzyka ponoć przychodziła do niej we śnie – jak sama zapisała – było to czyste wspomnienie Raju, gdzie Adam, wraz z Aniołami śpiewał psalmy na cześć Boga Wszechmogącego. I rzeczywiście jej kompozycje takie są: gdy słuchamy ich dzisiaj, przywodzą na myśl bezmiar kosmicznej przestrzeni, w której jest miejsce dla milionów gwiazd, a każda z nich zdaje się być podróżująca w bezmiar ludzką duszą. No dobrze, a co z tym fortepianem? – zapytacie. Powstał przecież w połowie XVIII wieku, więc Hildegarda nań komponować nie mogła. Ano, nie mogła, ale to nie oznacza, że dziś jej utworów nie da się na fortepianie wykonać. Z tym zamysłem zmierzyła się Marie-Louise Hinrichs, niemiecka pianistka, nagrywająca dla mojego ulubionego Raumklangu. Jej album Vocation, zawierający kompozycje Hildegardy z Bingen oraz armeńskiego kompozytora Georgija Gurdżijewa to płyta, która przez ostatnie dni właściwie nie wychodzi z mojego odtwarzacza. Gurdżijewa zresztą jest na tym albumie jak na lekarstwo, przeważa Hildegarda, i dobrze, choć trzeba od razu przyznać, że muzyka obu kompozytorów (też przecież czasowo oddalonych o setki lat) brzmi niezwykle kompletnie i uzupełniająco.
Hinrichs transkrybując Hildegardę na fortepian z jednej strony zdjęła z tej muzyki uskrzydlającą wręcz melodyjność oraz harmonię, a z drugiej pchnęła kompozycje niemieckiej mniszki ku przestrzeniom iście kosmicznym. Posługując się tyleż dźwiękami fortepianu, co … ciszą stworzyła klimat nieziemskiej wręcz perfekcyjnie ułożonej rzeczywistości, gdzie następujący po sobie porządek rzeczy zdaje się mieć wręcz matematyczno – astrofizyczny charakter. Wbrew pozorom – taka właśnie jest muzyka Hildegardy – dziś powiedzielibyśmy, że to czystej ambient w postaci. No, może z romantycznymi motywami pojawiającymi się tu i ówdzie. Piękna to płyta. Znakomicie nagrana, zagrana i wydana. Ważąc w ręce kartonowy digipack z okładką ukazująca bezmiar ziemskich przestrzeni aż czuje się to tchnienie Ducha Świętego, który musiał gdzieś obok przelatywać, gdy Marie-Louise Hinrichs grała na fortepianie O frondens virga…
Autor - Chris
Classicsunday




Zetknęłam się po raz pierwszy z Hildegard Of Bingen gdzieś w czerwcu 2005. Czytałam książkę Vision i dosłownie mnie zniewoliła. Natychmiast kupiłam te pieśni i oto otworzył się przede mną nowy wymiar  muzyki. Nigdy wcześniej tego nie doznałam i nie słyszałam. Szczególnie jedna pieśń O Virga Mediatrix słuchana była kilka razy dziennie i tak przez pół roku. Ta muzyka ma terapeutyczne działanie, płynie niezwykle swobodnie i naturalnie. I ten niezwykle szeroki Ambitus ( interwał między najwyższą a najwyższą nutą, użytą w kompozycji), to wyznacza cały kosmos, to jak echa kosmosu, niebios i gwiazd postrzegane tu na ziemi. Hildegard of Bingen twierdziła, że jej pieśni pochodzą wprost od Boga, jego wizerunków i wizji, które ją nawiedzały. Ja nie śpiewam, więc chciałam zagrać te pieśni na fortepianie. Z Bożą pomocą rozpoczęłam transkrypcje. W Spiritui  Sancto, bardzo jasno i czytelnie wyczułam, że drugi głos nie pochodzi ode mnie. Ta pierwsza faza pracy w 2007 była dla mnie bardzo głęboko poruszającym wewnętrznie i duchowo przeżyciem. „Prześpiewałam” wszystkie pieśni w domu, potem z chórem gregoriańskim, bez tego intensywnego śpiewania tych aranżacji, nie dałoby się tego zrobić w tej formie. Byłam pełna entuzjazmu do tych oryginalnych ludzi, z którymi pracowaliśmy. Fortepian jest idealnym instrumentem do takich przedsięwzięć. Moje ręce miały „przewodnika” i wymyśliłam też nowe techniki gry, których wcześniej nie znałam – na przykład; bardzo delikatne, miękkie techniki repetycyjne na palcach obu rąk, „zrywanie" strun, tremola na pojedyńczej nucie w pianissimo etc. I tak to pieśni na fortepian zostały powołane do życia.
from the booklet "Vocation"
The CD is available under RK 2902 www.raumklang.de
"Songs for Piano" 

Marie-Luise Hinrichs