Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Neuronium and Vangelis - A Separate Affair

Neuronium i Vangelis - te dwa słowa budzą spore zainteresowanie wśród fanów muzyki elektronicznej. Kiedy występują obok siebie, prócz zainteresowania rodzi się ciekawość, a u niektórych zapewne i podniecenie. Nic dziwnego... Kto bowiem nie zna i nie ceni słynnego Greka, autora muzyki do wielu wspaniałych filmów, tj. Blade Runner, Chariots Of Fire czy 1492 - Conquest Of Paradise, a także twórcę wielu, wielu płyt studyjnych, z których kilka wpisało się na zawsze w historię muzyki rozrywkowej? W przypadku Neuronium sprawa się nieco komplikuje. O ile sama nazwa jeszcze może przywodzić pewne skojarzenia, to przeciętny słuchacz prawdopodobnie nie będzię w stanie wiele powiedzieć o postaci Michela Huygen'a. On to bowiem głównie kryje się za ową tajemniczą nazwą. Poniekąd nie ma w tym nic dziwnego, bowiem kraj, z którego wywodzi się Michel, to dość egzotyczne miejsce na mapie świata muzyki rozrywkowej. Jest on Hiszpanem, a Hiszpania jak wiadomo, przede wszystkim kojarzy się z corridą, gorącymi kobietami i piłką nożną. Ojczyzna flamenco nie spłodziła wielu znanych twórców muzyki elektronicznej. W związku z tym i Neuronium ciężko zapewne było zasłynąć na arenie europejskiej. Niemniej Michel Huygen zadebiutował już pod koniec lat 70-tych, należy zatem jeszcze do wczesnej generacji twórców muzyki elektronicznej. I choć nie zalicza się do kategorii prekursorów gatunku, na pewno zasłużył sobie na miano 'klasyka'.

Neuronium and  Vangelis  - A Separate Affair




Geneza powstania albumu A Separate Affair to szereg wydarzeń, których przyczyny zdają się być przypadkowe - z całą pewnością nie jest to bowiem płyta, której nagranie i wydanie było szczegółowo zaplanowane. Wszystko rozpoczęło się w 1981 roku, kiedy to obaj muzycy urządzili sobie wspólne jamm session w Nemo Studios. Pomysł zapewne zrodził się zupełnie spontanicznie, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, a Michel Huygen postanowił owoc tej przygody utrwalić na singlu. Jednak decyzja o tym zapadła dopiero w 11 lat po nagraniu materiału. Singiel zawierał tylko jeden, ponadośmiominutowy utwór, zatytułowany In London. I oto, po kolejnych 4 latach, w czasie których In London poddane zostało obróbce remasteringowej w Oniria Studio, Michel znów postanowił odświeżyć fanom ten dziwny 'romans' z żywą legendą współczesnej el-muzyki. Tym razem jednak zdecydował się na dłuższą formę i zamieścił na płycie, zatytułowanej przewrotnie A Saparate Affair (Odrębna Sprawa), trzy wersje owego In London. Mamy więc na niej najdłuższy, bo 20-minutowy In London - the psychotronic mix, blisko 2 razy krótszy the after hours mix oraz nawet króciósieńki, 3 minutowy singielek przeznaczony (wnioskując z podtytułu) specjalnie dla rozgłośni radiowych the radio mix. Wszystkie trzy nagrania nie różnią się między sobą zasadniczo niczym, za wyjątkiem czasów trwania (no i podtytułów ma się rozumieć). To muzyka mocno eteryczna, pozbawiona rytmu, bardzo przestrzenna (Vangelis to niekwestionowany mistrz jeśli chodzi o przestrzeń brzmienia). Dźwięki, które wydobywają się z głośników zdają się wyjątkowo leniwe, dzięki czemu spełniają bardzo relaksacyjną funkcję. Momentami słychać jakby orientalne nawiązania; co jakiś czas powtarza się temat przewodni, który może kojarzyć się z pięknym Blade Runner Blues, który powstawał mniej więcej w tamtym czasie (kto wie, czy nie czerpał on inspiracji właśnie z In London?). To z pozoru mało konkretna muzyka, jednak po głębszym wsłuchaniu potrafi niesamowicie wciągnąć, wręcz zahipnotyzować swoją aurą. Bogactwo brzmienia nie pozwala słuchaczowi się nudzić, a i spokój tej kompozycji w niczym nie przypomina bezpłciowych dźwięków anonimowej muzyki relaksacyjnej, jakiej pełno w supermarketach.
Jednym słowem A Separate Affair to niewątpliwie ciekawy i udany eksperyment, jakim było połączenie wizji muzycznych dwóch utalentowanych kompozytorów. Dobrze się stało, że Michel Huygen podjął szereg decyzji, które doprowadziły do powstania pełno wymiarowej płyty z muzyką In London. Wydaje mi się, że ta forma wymaga więcej miejsca niż krótkie 8 minut, w czasie których trudno jej 'rozwinąć skrzydła'. A że na tych skrzydłach można przefrunąć nie lada kawałek może się przekonać każdy, kto da jej szansę.
ocena: 6-7,5/10
Autor - Psychonauta