Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Sigur Ros - Von

„Von” to po islandzku „nadzieja”; Zapewne wielu fanów miało nadzieję, że debiutancka płyta Sigur Ros ukaże się także w naszym kraju – jak widać ich wytrwałość została nagrodzona. Nie będę ukrywał, że pozyskanie tej płyty nawet kilka lat po jej wydaniu graniczyło niemalże z cudem i odbywało się drogą całkowicie nieoficjalną. Nie da się także zaprzeczyć, że owa niedostępność materiału potęgowała w pewnym stopniu niezwykłość i tajemniczość opisywanej płyty. Dziś, gdy „Von” wchodzi do powszechnej dystrybucji, możemy zmierzyć się ponownie z jej legendą i w sposób dokładny przypatrzeć się korzeniom islandzkiej grupy.


Sigur Ros - Von


Myślę, że już na początku recenzji winno znaleźć się pewne ostrzeżenie: „Von” w znacznym  stopniu różni się od następnych dokonań Sigur Ros – jeżeli oczekujemy od niej bajecznych harmonii oraz „anielskich” wokali – srogo się zawiedziemy. Debiut Islandczyków to płyta w znacznym stopniu industrialna, wypełniona mechanicznymi instrumentami (jak chociażby „góralsko” brzmiące dzwonki) i niepokojącymi samplami, które przenoszą nas w krainę islandzkich legend, krajobrazów i pierwotnych wierzeń. Co krok natrafiamy na przeszywające krzyki, niepokojąco szumiący deszcz czy zawodzącą gdzieś w oddali melodię. Punktem kulminacyjnym tej stylistyki jest utwór „18 sekund przed wschodem słońca”, który wypełniony jest po prostu... ciszą.
Oczywiście znajdziemy tutaj także utwory stanowiące zalążek późniejszej stylistyki zespołu. Z siąpiącego deszczu wyłoni się genialny, majestatycznie rozbudowany „Hun Jord”, a przed ciszą poprzedzającą wschód słońca wybrzmi niezwykle dynamiczny „Myrkur”. W każdym z wymienionych utworów znajdziemy to, co rozbrzmiewa na późniejszych płytach, czyli wspomniane wcześniej anielsko brzmiące wokalizy, przepiękne harmonie oraz transowo brzmiące bębnienia. Najbliższe późniejszego stylu jest kończące płytę „Syndir Guds” nagrywane potem w wielu wersjach na potrzeby specjalnego singla.
„Von” to płyta dla odważnych. Zapewne nie każdy będzie w stanie zmierzyć się z industrialno-ambientowym koncept albumem, przenoszącym nas na obrzeża dalekiej Północy. Nie każdy też pogodzi się z faktem, że ów legendarny album tak diametralnie różni się od tego, co słyszał na „Agaetis Byrjun” czy „(...)”. Myślę jednak, że warto zaangażować się w tą płytę chociażby z tego względu, by przekonać się, jak wyglądają korzenie jednej z najciekawszych grup przełomu XX i XXI wieku. Gorąco polecam!
Autor - Łukasz Walczuk
Eioba