Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Damian „DiKey” Koczkodon - Szukam pozytywów

Kiedyś Andrzej mi powiedział: Powinnaś poznać Damiana. To recenzent muzyczny, który również pisze wiersze. Kiedy go poznałam, okazało się, że Damian też uwielbia koty, ma przepiękną żonę o absolutnie niesłowiańskiej urodzie, jest miłośnikiem literatury SF, lubi historię i… teorie spiskowe! Poza tym Damian cieszy się życiem i - jak się przekonałam - po prostu fajnie z nim się gada. 
 

Damian „DiKey” Koczkodon

 - Przyznajesz się do tego, że urodziłeś się w czasach, gdy mandarynki były rarytasem, dostępnym w sklepach od święta. Myślisz w tym momencie o przyjemnościach dla duszy czy ciała? 
- Pisząc te słowa myślałem o kilku różnych zjawiskach. Mandarynki są tu symbolem dawnego luksusu, który niepostrzeżenie spowszechniał. Niekiedy ludzie uważają, że wszystko im się należy i pospiesznie konsumując dobra stracili umiejętność cieszenia się najprostszymi przejawami egzystencji. Szalone tempo życia, jakie widać obecnie, powoduje też spłycenie wartości duchowych i powierzchowną przyswajalność dzieł ludzkich.

- Na swojej stronie internetowej oznajmiasz: Od początku, gdy sięgam pamięcią, interesowała mnie muzyka. Powiedz: jaka muzyka? Co takiego musi w niej być, aby Cię zatrzymała, może wręcz na swój sposób uwiodła...?
- Początki mojego słuchania na monofonicznym sprzęcie to koniec lat 70. i Polskie Radio jako darmowe źródło wszelakiej muzyki. Nadawano wtedy utwory The Shadows, pierwsze płyty Pink Floyd, Mike Oldfielda i Tangerine Dream. Skomplikowane suity stały się dla mnie wyznacznikiem tego, co dobre. Coś, co ma początek, rozwinięcie i często pełen ekstazy koniec. Wtedy czekało się z przygotowanym do zapisu magnetofonem szpulowym ZK-140-T i systematycznie nagrywało różnorodną muzykę. Wówczas było mniej twórców niż dzisiaj i być może dlatego przebijali się najzdolniejsi z nich. A dziennikarze dokonywali cudów, aby dostarczyć zachodnie płyty do Radia. Pod tym względem to były wspaniałe czasy.

- Dlaczego Twoją muzyką jest muzyka elektroniczna? Co w niej znajdujesz dla siebie?
- Dlaczego? Sam zastanawiam się nad tym od lat. Może decyduje o tym jakiś nieodkryty do tej pory gen? Myślę, że zawyrokował o tym Stwórca przy projektowaniu ludzkich osobowości. Dziękuję Mu za to. Obecnie ta muzyka jest mało popularnym, niszowym gettem. Masy ludzkie poza Vangelisem i Jarre’m kojarzą niewielu muzyków grających elektronikę w starym stylu. To przykre. Co znajduję w niej dla siebie? Zauważ, że to są najczęściej bardzo pomysłowe opowieści złożone z różnych fragmentów układanki. Fascynuje mnie sposób, w jaki kompozytor rozwija temat, zmienia tempo, proporcje, klimat, wciągam się w to jakbym zwiedzał Uniwersum założone w wymiarze innym niż nasz. Jest to niesamowite przeżycie, nieporównywalne z niczym innym. I dlatego też cenne.

- Czasy, które określasz jako początki, to lata 70. , gdy swoje mocne miejsce znalazły na scenie syntezatory oraz muzycy, którzy z talentem potrafili je wykorzystać. Minęło sporo lat, przybyło nowych syntezatorów i możliwości wykorzystania ich brzmień w kompozycji. Różnica jest wielka! Jesteś miłośnikiem tamtych czy tych czasów w tworzeniu el-muzyki?
- Do niedawna bym powiedział, że jestem miłośnikiem lat 70. Ale teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że czerpię energię z obu tych okresów. Mamy znowu dużo wykonawców, grających atrakcyjną muzykę, a jeśli wziąć pod uwagę fakt, że docieram po latach do dobrej muzyki, która już była, ale po prostu mało dostępna, to śmiało mogę stwierdzić, że przez cały czas ktoś nagrywał coś dobrego w tym gatunku.

- El-muzyka to dziś szeroka rzeka. Ja nie zawsze wiem, co usłyszę wyprawiając się na koncert. Proszę o Twoją definicję. El-muzyka to...?
- Ha! To nie jest takie proste. Kiedyś muzykę elektroniczną określano jako eksperymenty przedstawicieli awangardy, potem utwory z przewagą takiego instrumentarium. Obecnie syntezatory i komputery staniały i spotkać je można chyba w każdym gatunku muzycznym. Czyli należałoby oprzeć się bardziej na idei, jaka przyświeca wykonawcy. Ale nie ma tu sztywnych ram, bo ludzie z dużym potencjałem, uzdolnieni, potrafią wymieszać skrajne formy i stworzyć nową wartość. El-muzyka to zatem gatunek eksperymentujący, generujący nowe brzmienia, często nawiązujący do przyszłości, kosmosu i granic ludzkiego poznania. Trudno te słowa odnieść do muzyki country czy disco.

- Jesteś recenzentem płyt muzycznych. Ilu? Jak do tego dochodzi - sam je wybierasz, czy są Ci polecane? Słuchasz w pracy, słuchasz nocą, wracasz do parokrotnego słuchania...? Czy może zdarza się i tak, że po 5 minutach wiesz wszystko na temat twórcy?
- W tym roku napisałem około 80 recenzji, więc łącznie jest ich trochę ponad 100. Jeżeli czas i zdrowie mi pozwoli, będę pisał je dalej i dalej… Znam grubo ponad dwa tysiące różnych ciekawych płyt, więc materiału nie zabraknie. Obecnie zwracają się do mnie w tej sprawie różni ludzie, szefowie wytwórni, początkujący jak i znani muzycy, a ja chętnie współpracuję. Wzajemnie się wspieramy i motywujemy, bo oni są tego warci! Często sam promuję całkiem nieznane nagrania, które znajdę w sieci. Szukam potem kontaktu z autorem i proszę go o bliższe dane. Słucham w dzień i w nocy, bo praca mi na to pozwala. Nie zdarzyło mi się po 5 minutach słuchania mieć wyrobione zdanie, raczej słucham wiele razy, bo ciągle znajduję w prezentowanej twórczości coś nowego. I to jest piękne.

- Jakim jesteś recenzentem? Szukasz, bronisz, analizujesz, polecasz, krytykujesz, porównujesz? Co przede wszystkim chcesz wiedzieć i powiedzieć?
- Wszystko po trochu, choć coraz rzadziej krytykuję, raczej szukam pozytywów. Zdaję sobie sprawę, że skoro to i tak mało popularna muzyka, wbijanie w nią mieczy jej nie pomoże. Oczywiście, nie chcę też płodzić lukrowanych laurek, staram się pokazać to, co wyróżnia materiał na plus. Jeżeli można muzykę porównać do myśli, to często autor zamieszcza na swoje płyciej najlepsze projekcje jego ego. Osobisty dar dla świata. Ale niektórzy krytycy niszczą jak czołg wszystko na swojej drodze. Nie chcę być tego częścią!

- Czy wśród płyt, które oceniałeś, coś Cię zaskoczyło?
- Niektóre nowe płyty starych mistrzów wydawane chyba dla kasy, wywołują we mnie niezdrowe odruchy. Może niepotrzebnie dałem temu wyraz w paru recenzjach. Znacznie milej zaskakuje mnie muzyka z terenów byłego ZSRR, jest tam sporo intrygujących wydawnictw. Ciekawie też grają Anglicy skupieni wokół labetu New Harmony. Ciągle jest tyle do odkrycia. Świat jest piękny. Nawet jeżeli zabrzmi to komuś banalnie.

- Moje ulubione, ale też ważne pytanie: co myślisz o guście powszechnym Polaków? Kto i co go kształtuje? Jak jest z tą kulturą w Polsce i czy to trend światowy, taka konieczność rynkowa czy znak pokolenia?
- Hm.. Nie chciałbym się narazić części Polaków, ale żyjemy w czasach kultu pieniądza i jakaś mniejsza część nacji uczy się właśnie marnować swoje duże dochody, co Zachód przerabia od pewnego czasu. W takich warunkach trudno się przebić z czymś ambitniejszym. Z drugiej strony jesteśmy specyficznym narodem, który ma martyrologię we krwi, więc na pewno przetrwa wszelakie zawieruchy dziejowe. Niemniej przeraża mnie rozluźnienie moralne, wychowanie bezstresowe i epatowanie seksem, gdzie się da. Przecież nie jesteśmy zwierzętami! Dożyliśmy czasów, kiedy patologie się sprzedają najlepiej. Smutne to, ale nie dajmy się urobić specom od marketingu.

- Oprócz analizowania wydarzeń muzycznych, piszesz wiersze. Skąd się biorą?
- Podobno cierpienie uszlachetnia, więc pewnie z dylematów swojego wnętrza. Kilka lat temu podupadłem na zdrowiu, zaczęły mnie męczyć przewlekłe dolegliwości, więc postanowiłem dać wyraz mojemu oburzeniu w bardziej poetyckiej formie…

- W Twoich wierszach znajduję dużo odniesień do Boga. To dla Ciebie ważne?
- Bardzo ważne, nie da się uciec od takich tematów. Każdy z nas szukał czy szuka odpowiedzi na pytania: skąd przychodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Ja je znalazłem, choć wcześniej różnie z tym bywało. Obecnie badam szczegóły tego zagadnienia.

- Zerkam w stronę Twoich półek z płytami i książkami, dostrzegam niemalże ukrytą gitarę! Grałeś, grasz, czy będziesz grać?
- Dawno temu grałem kilka lat w lokalnym Ognisku Muzycznym. Czasami pogrywam i na pewno wezmę się za to znów na poważnie. Niedawno podłączyłem gitarę do pewnego programu komputerowego. Ustawiłem kilka wirtualnych przycisków, po dotknięciu strun, dźwięk wracał w postaci szumu morskich fal z pięknymi pogłosami. Niesamowite wrażenia. To są te chwile, dla których warto żyć.

- Dość dobrze znasz środowisko twórców muzyki elektronicznej w Polsce, kontaktujesz z nim, zaprzyjaźniasz. Da się jakoś tę grupę scharakteryzować?
- To najczęściej bezinteresowni artyści, ludzie z pasją. Mają do przekazania słuchaczom tyle treści! Dobre rzeczy, jakie wypełniają ich serca, przekuwają na dźwięki. Zauważmy, że nie każdy człowiek rodzi się muzykiem, talent muzyczny to dar dla mniejszości! Tym bardziej jest godzien uwagi. To miłe mieć takich przyjaciół.

- Marzysz o dniu el-muzyki w Ostródzie? Ostatecznie to miasto, które stać na wszystko!
- Oczywiście, miasto jest prężne, a budowany amfiteatr pomieści 2.500 osób. Na pewno to wykorzystamy. Ja znam już kilku chętnych el-muzyków do zagrania w Ostródzie. Jestem dobrej myśli, a pozytywne nastawienie to połowa sukcesu.

- Powodzenia zatem, Damianie z Ostródy! 
 
Rozmawiała: Elżbieta Mierzyńska