Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Igor Stravinsky - Ebony Concerto

Ebony Concerto (Koncert hebanowy) Igora Strawińskiego to jedno z najbardziej przebojowych dzieł rosyjskiego kompozytora. Jednocześnie jest to jeden z najlepszych przykładów łączenia muzyki klasycznej z jazzem. Jest to krótki – trzy części trwają zaledwie 9 minut- koncert na klarnet i małą orkiestrę, a właściwie big band jazzowy. Powstał w USA w roku 1945 na zamówienie popularnego klarnecisty jazzowego Woody’ego Hermana, a tytuł zainspirowany jest nazwą klarnetu w żargonie epoki swingu – „ebony stick”.
To dzięki Ebony Concerto zainteresowałem się Strawińskim. Co ciekawe, mimo niby jazzowo-amerykańskiego brzmienia, koncert zachowuje to, co charakteryzuje całą właściwie twórczość kompozytora – element mroku. Dobrze słychać to w moim ulubionym  środkowym Andante, którego początkowa melodia kojarzy mi się z dźwiękiem otwieranych powoli nocą drzwi. W pozostałych dwóch częściach jest nieco żwawiej, lecz i tak dość dziwnie. Całość jednak, jak przystało na utwór napisany dla gwiazdy muzyki rozrywkowej, jest bardzo przystępna.


Igor Stravinsky - Ebony Concerto



Zachęcam do posłuchania całego utworu w wykonaniu zespołu Woody’ego Hermana pod batutą Strawińskiego, na stronach Internet Archive. Można sobie nawet ściągnąć, bo prawa autorskie do tego premierowego (1946) nagrania już wygasły. Polecam również płytę The Jazz Album, na której po raz pierwszy usłyszałem Ebony Concerto. Znajdziemy tam inne przykłady łączenia klasyki z jazzem, z Błękitną rapsodią Gershwina na czele, a do tego kilka przedwojennych standardów jazzowych. Tańsza edycja tego CD kosztuje ok. 25 zł.
Autor - Przemysław Jaślan
placówkapostępu


Mam wrażenie, że Woody się nieco przejechał na tym pomyśle. Herman był gwiazdą pierwszej klasy i forsy miał jak lodu w przeciwieństwie do Strawińskiego. Wiedząc, że Igor potrafi być kontrowersyjny, liczył na kompozycję, która wstrząśnie ówczesnym światem muzycznym, liczył na sensację. Tymczasem kompozytor, napisał bardzo zwarty i konkretny kawałek, w dodatku krótki, który przeszedł bez większego echa. Strawiński był bardzo zadowolony, udało mu się wprowadzić do swojej muzyki nowe elementy, powiedzmy, że jest to bardzo udana kompozycja. Muzycy Hermana znakomicie sobie poradzili z trudnymi podziałami rytmicznymi. Póżniejsza wersja  z Benny Goodmanem, jest jeszcze ciekawsza, jest bardziej subtelna i bardziej dopracowana, także stereo robi swoje - więcej szczegółów. Bardzo udany kawał współczesnej eklektycznej muzy, szkoda, że taki krótki - mam nadzieję, jeszcze na inne równie ciekawe kompozycje.