Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tangerine Dream - Exit

Wyjście było pewnym zaskoczeniem dla fanów Tangerine Dream. Byli oni bowiem przyzwyczajeni do długich kompozycji tria. Na każdej płycie wydanej do tej pory, za wyjątkiem muzyki pisanej dla Hollywood'u, znajdowało się przynajmniej jedno długie, blisko 20-minutowe nagranie. Próżno jednak szukać go na płycie Exit. Najdłuższy utwór, swojsko zatytułowany Kiev Mission, nie trwa nawet 10-u minut. Co się stało?

Tangerine Dream - Exit


Czyżby panowie Franke, Froese i Schmoelling doszli do wniosku, że poprzedni Tangram był już wystarczająco różnorodny i pomysł na łączenie poszczególnych fragmentów muzycznych w niezbyt spójną całość nie byłby w przypadku Exit najlepszy? Jeśli tak, to mieli rację. Jest to bowiem płyta bardzo różna, i... nierówna. Momentami bardzo osadzona w stylistyce płyty Tangram (Pilots Of Purple Twilight, Remote Viewing), a czasem wręcz niebezpiecznie eksplorująca rejony muzyczne, zarezerwowane dla poszukującego w trochę innym kierunku J.M. Jarre'a (Choronzon). Również sporym zaskoczeniem jest głos 'spikerki' na samym początku płyty, która w uroczym języku naszych wschodnich sąsiadów, zdradzając oznaki ehm.. podniecenia, wymienia nazwy kontynentów naszej staruszki - Ziemii. Być może właśnie owo podniecenie sprawiło, że zapomniano tutaj o Antarktydzie, ale co tam. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się słowo 'bezgranicznost', które jednocześnie pełne powagi i wręcz patosu, brzmi dość zabawnie. To oczywiście część Kijewskiej Misji, która rozpoczyna płytę. Jej druga część jest już bardziej tradycyjna i również bliska muzyce zawartej na wspomnianym Tangramie. Dodajmy, że tej może mniej 'wyrazistej'. Ale pierwszy utwór raczej wyróżniłbym z tego zestawu. Kolejny, górnolotnie zatytułowany Piloci Purpurowego Zmierzchu stanowi świetny wstęp do dłuższej suity. Niestety panowie nie decydują się na rozwinięcie tematu i tym samym Pilots... pozostawia niedosyt. Tytułowe nagranie również nie przekonuje mnie do końca, choć może gdyby było umieszczone gdzieś w środku dłuższego utworu, spełniłoby rolę zręcznego łącznika. Ale może to tylko moja niezdolność do zaakceptowania muzyki Tangerine Dream w postaci konwencjonalnych kompozycji. Na końcu tego nagrania słychać efekty grzmotów i padającego deszczu, co sprawia, że kojarzy mi się ono z klimatem Sorcerer'a. Myślę, że dobrze by pasowało do tamtego zestawienia. Network 23 zaczyna się groźnie, lecz nie jest to groza związana z odczuciem zagrożenia. Raczej ze strachem, że to bardzo kiepski utwór. Ale nie jest tak źle. To wprawdzie kompozycja inna od tego, co TD zwykło grać, ale ciekawie się jej słucha. Momentami nawet kojarzy mi się z Vangelisem, za sprawą dziwnego brzmienia syntezatora 'snującego' melodię gdzieś pod koniec tej kompozycji.
I może całą płytę odłożyłbym z niedosytem, a nawet z pewnym niesmakiem, gdyby nie mała perełka na koniec. Remote Viewing zawiera w sobie to co najbardziej lubie i zawsze lubiłem w muzyce Tangerine Dream. Subtelna sekwencja w starym, dobrym stylu, punktowana regularnym basem. I ta prześliczna melodia, tajemniczo wkradająca się w podświadomość słuchacza. Płyta Tangram ma kilka takich przepięknych momentów, na Exit jest to niestety wyjątek. Podsumowując całość: Exit nie jest płytą, w którą można się zasłuchiwać, która potrafi porwać słuchacza i sprawić, że zapomni o bożym świecie. Jest jednak dopracowanym 'produktem' i z przyjemnością można jej od czasu do czasu posłuchać, niekoniecznie poświęcjąc się jej bez reszty.
ocena: 5-5,5/10
Autor - Psychonauta
gomah



Pomimo, że tak jak powiedział Psychonauta, ten album jest nierówny to dla mnie osobiście jest szczególny. Trudno dzisiaj opisać ten czas, krótko mówiąc perspektywy i poglądy na przyszłość były katastrofalne. Uwięziony (drugi rok wojska), zaszczuty (sytuacja polit. - społ), słuchałem tej płyty ukryty zaszyty w zakamarach stacji radiolokacyjnej na malutkim radyjku "asia". Pamiętam to szczególne wzruszenie i nadzieję, chociaż najgorsze było przed nami. Kupiłem tę płytę i miałem ją bardzo długo przy sercu a potem sprzedałem wszystkie winyle - konieczność życiowa. To bardzo prywatne, sorry, nawet dzisiaj nie jestem w stanie skomentować tych nagrań.