Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Under the Dome - Over the Pond


Dla słuchacza, który zna Under the Dome z wcześniejszych dokonań, ten album może być zaskoczeniem.
Kilka lat temu, przy okazji jednej z moich recenzji, pisałem o tym, że coraz więcej ignorantów wokół nas. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Niestety na gorsze. Biorąc niejako „na tapetę” moje „podwórko” w postaci muzyki elektronicznej, napotkamy nie tylko recenzentów, których wiedza (oględnie mówiąc) kończy się na Wikipedii, ale też całe grono młodych „poważnych” dziennikarzy wrzucających do wora z etykietą „muzyka elektroniczna” wszystko, co tylko ma jakikolwiek związek z tego typu twórczością. „Kwiatki” w stylu: Boy George na festiwalu muzyki elektronicznej w Gdańsku, są coraz częstsze.
Under the Dome - Over the Pond

W tym miejscu mała dygresja. Gdański festiwal to tak naprawdę impreza techno. Powstaje pytanie, czy techno to jeszcze muzyka elektroniczna, czy już nie? Według mnie nie, ale to temat na osobny artykuł.
Na szczęście, w świecie muzyki elektronicznej działa wiele ambitnych artystów, choć trzeba przyznać, że dotarcie do nich wymaga coraz więcej wysiłku. Mylenie pojęć przez nierzetelnych i niedouczonych publicystów nie ułatwia zadania. Nie ukrywam, że nazwa Under The Dome może kojarzyć się z twórczością Stephena Kinga (jedna z wielu jego powieści), jednakże pod tym szyldem „ukrywa się” także dwóch Brytyjczyków (Grant Middleton, Colin Anderson) związanych od lat z klasyczną muzyką elektroniczną. Szczegółów historii grupy nie znam, ale nie sądzę, aby proza Kinga była inspiracją do takiej a nie innej nazwy zespołu.
Płyta Over the Pond to połączenie co ciekawszych fragmentów z dwóch godzinnych setów granych przez zespół w audycji radiowej Chuck van Zyl's Star's End w Filadelfii 14 września 2003 roku, między 2-gą a 4-tą w nocy. Asceza dźwiękowa opanowuje słuchacza już od otwierającego utworu The Rhode Ahead - subtelnej i błyskotliwej kompozycji zbudowanej tylko i wyłącznie z brzmień elektrycznego pianina. W kolejnych kompozycjach pojawiają się oczywiście ciekawe sekwencje o berlińskim (berliner schule) rodowodzie, przeplatane co i rusz zaskakującymi melodyjnymi wstawkami, ale ambientowy minimalistyczny klimat będzie towarzyszył potencjalnym słuchaczom już do końca. Ubogość barw nie jest tutaj żadnym mankamentem (oprócz typowych syntetycznych brzmień usłyszymy gitarę i wspomniane pianino), wręcz przeciwnie. Muzyka przenosi w lata 70-te XX w., zaskakująco uspokaja i pozostawia przedziwne uczucie, że im mniej, tym lepiej.
Przy słuchaniu opisywanej płyty nasuwają się nieuniknione skojarzenia z dokonaniami Tangerine Dream i Briana Eno. Jednakże to, co Under the Dome serwuje na krążku jest dalekie od naśladownictwa. Artyści kroczą własną ścieżką. Ścieżką wielowarstwową (połączenie retro, melodyjnej muzyki elektronicznej, ambientu i szkoły berlińskiej) i fascynującą, ale też trudną dla niewprawnego ucha.
Autor - Grzegorz Cezary Skwarliński
Gazeta wirtualna