Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Carbon Based Lifeforms - Interloper

Są albumy, które przywodzą przeszłość i wszystkie artefakty młodości odżywają ponownie. Interloper jest właśnie taki. Minęło sporo czasu zanim usłyszałem o tym szwedzkim duecie. Zachęciło mnie to bogate, przestrzenne brzmienie, hipnotyzujące i pociągające rytmy. Plan naznaczony ciemną posępną upiorną atmosferą. Paradoksalnie wciąga mnie ta bogata dźwiękowa fauna. To jest prawdziwe CBL -  Interloper to prawdziwa bomba, podobnie jak nieprzymierzając Impuls - Free System Project. Prawdziwe dzieło krążące po niezapisanych sferach EM, bynajmniej nie po jej granicznych rewirach. Nie mniej jednak muzyka Johannesa Hedderga i Daniela Segerstada z łatwością porusza się między melodyjnymi pasażami, anielskimi przestworzami, czy wreszcie "przeklętymi w piekle" zapakowanymi w przedziwną radioaktywna aurę. 

Carbon Based Lifeforms - Interloper


Mocno osadzony w czarującej rotującej strukturze , Interloper zatapia nas w oryginalne klimaty tego opusu szwedzkiej grupy. Piękne arpeggia niczym elfickie ważki, trzepoczą i fruwają wokół. Ich skrzydełka kreślą synkopowane i kolidujące sekwencje. Opalizujące widmowe smugi przechodzą w mroczną psychotyczną zygzagowatą karuzelę o niepewnych podstawach. Opadająca perkusja ze swoim suchym charakterem, łączy się ze stłumionymi pulsacjami linii basowej. To słodkie downtempo to muzyczny kręgosłup dla wspaniałych atrakcyjnych efektów w kolorach morza. Pomiędzy osadzonym rytmem i koczowniczym klimatem, album wzbiera poprzez znakomite wymieszane nierealne wokale i metaliczne smugi. Drzwi do delirium zostają otwarte dla legionów przeróżnych muzycznych elementów. W tytułowym utworze krzyżują się one w pociagającym temporalnym tańcu. Mieniące się lamenty i zanikające harmonie płyną pomiędzy intelektem a zmysłowością. Right Were It Ends rusza natychmiast i odbija się rytmicznie całkiem świeżym znakiem firmowym Interlopera, lecz z o wiele cięższym tempem. Beat wybijany przez bardziej masywniejsze i kompaktowe perkusjonalia, bas miota nuty galopujące w obracających się kręgach. Tworzy się ciężkie downtempo, szerokie oscylatorowe loopy, ponad radioaktywnymi chmurami synkretycznych tonacji. Równoległe do universum Right Where It Ends,  zalewa nasze uszy imponującym brzmieniowym koktailem, metalowe obręcze, smużące i pryzmatyczne oddalone odgłosy, to kolidują, to się łączą. Zamaskowane szepty recytują zakazane psalmy. Central Plain - rozrzuca muzyczną kanwę, wypełniając to sekwencyjne "łoże" swobodnymi akordami wolnymi od synchronicznych fal, z dzikim apokaliptycznym ferworem. Rytm wymijający, arpeggia przebiegają w dziwacznych oszalałych wzorach. Cały ten kram z grzechocącymi efektami i mocną perkusją przechodzi w żywy pulsujący rytm. Szarpiąco skalowany w górę, kładzie się płynnym głosem i eterycznymi utyskiwaniami. O ile ten wstęp, raczej ambientowy z sinusoidalnymi i tajemniczymi odgłosami, to Supersede oferuje nam piękna melodię obrysowana podstępnie na astralnych falach. Melodia z cudnym syntezatorowym refrenem, nieśmiałym z podkreśleniem instrumentów perkusyjnych w części drugiej. Chwytliwy numer wbijający się w głowę jeszcze długo po wysłuchaniu. Init -  wrzuca nas w "Carbonowe" ambientne sfery. Intro rozpycha się białym szumem, uranowym skwarczeniem, gdy niewinny trzcinowy głos przeszywa fale. To wolny kawałek z wahającymi się szklanymi arpeggiami. Modulowane fragmenty melodii dopominają się krzykliwie o własne istnienie. Wolne tempo wyzwala niejasne kształty pod implozjami linii basowej. Wszystko to podlane zoscylowanymi synthami o charakterze sinusoidalnych czarnych wiatrów. Perkusjonalia opadają, tworząc popioły i zgliszcza po dawnej urodzajnej krainie. Te formy tworzą brzmieniowe efekty, ujawniające melodyjne fragmenty. Niczym poltergeist włóczą się po pełnej smutku, suchej ziemi, gdzie pył pył okrywa jeszcze żywe maszyny. Jest coś w tym widmie pięknego, jeśli mrok może być w ogóle piękny. Euphonic -  podąża za ochrowym wiatrem Init, stłumione oscylacje wynurzają się z nicości, nadają główny ton, silnie hipnotyzujący, wciągający fragment. Głos astralnej nimfy tłumią niebiańskie wyziewy. Interloper staje się ciemny, rozległy, poszukujący melodii i rytmu, wśród oparów pełnych jodu. Frog - iskrzący xylofon tworzy melodie rozpiętą między rytmem a bezruchem, między przyjemnością a agonią. Niekończąca się melodia, mieniące się warstwy atmosfery, wirują w dziwnym kryształowym balecie. Rytm rozgrzesza formy zdobione fantastyczną fuzją głosów, srebrzystych płaczów. Przebłyski diamentów w lirycznym pyle. Wzniosły M pogrąża nas jeszcze bardziej w mrocznym klimacie. Jeśli intro budzi się buntując się przeciwko bezruchowi, to swoista anarchia wobec uświęconemu porządkowi ambientu. M -  kończy crescendo, ale CBL nie przestaje zadziwiać. Gdy myślimy o tym, że dotarliśmy do celu, 20 Minutes -  serwuje nam medytację. Kosmiczne wprowadzenie daje miejsce linii melodycznej, otwierają się gęste bryzy i falujemy przyjemnie, uwalniane fragmentaryczne akordy, zbiegają się w melodii, wszystko świeci się i płonie, ciężkie wolne tempo, przepełnione harmonijnymi powiewami, natchnione. To wielka rzecz, będzie mi towarzyszyć do snów i nie tylko. Polyrytmi -  kończy tę zdumiewającą odyseję, jakże pełną życia. Radosny fragment, mityczne centaury, polirytmika, flety - to wszystko przypomina muzyczne universum Steve'a Roach'a. Ten ostatni numer progresywny z wspaniałym crescendo, perkusja i synthy łączą się w powolnym rytmie, by skłębić się w gigantycznych bałwanach. Ta płyta to dla mnie nokaut. Wyniosłe dzieło, które jest pomostem pomiędzy Electronica a EM w sposób w jaki fani Berlin School  to definiują.Klimaty gorące i dramatyczne, efekty brzmieniowe przewyższają oczekiwania kogokolwiek. Słodkie downtempo rytmu szkicuje egzotyczne krajobrazy, ziemia opuszczona, zniszczona przez nuklearne podmuchy. Album pełny energii o unikalnym charakterze, dla kogoś żyjącego w schronie przeciwatomowym. To posępna muzyka ale klarowana (koliste światła). Zgodna z potrzebami i nadziejami dusz spragnionych życia.
Autor - Sylvain Lupari
Synth&Sequences