Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Gilgamesh

Lubię jazz, lecz często do szału mnie doprowadzają te niekończące się solówki, popisy wirtuozerskie, jakieś szczególne "zadęcie", którego nie jestem w stanie dokładnie określić a które mnie zniechęca. Być może to tylko stan ducha a za tydzień zmienię zdanie. Tymczasem uwiódł mnie zespół praktycznie kompletnie zapomniany - tylko dwie płyty i jedna archiwalna. Gilgamesh to na pierwszy rzut ucha "taka sobie" kapela grająca poprawnie jazz rocka w stylu Canterbury, czyli bez bluesa i swingu. Głównym motorem jest keyboardzista Alan Gowen, to on odpowiada za te pełne uroku tematy w kompozycjach. To muzyka "dobrze wychowana" i poukładana ale także pełna energii i nawet żaru. Do pieca dokładają pozostali muzycy, grający swobodnie lecz pilnujący jakichś niewidzialnych granic. Gilgamesh to kapela "low key status" czyli band, którego członkowie aby przeżyć musieli wykonywać pracę poza muzyką. I to słychać; niesamowita swoboda a jednocześnie ta angielska skrupulatność, słucha się tego doskonale bo muzycy na nic się nie silą.  To nawet nie jest stricte jazz. To dziwny stan pomiędzy gatunkami. Cudownie jednak wszystko pasuje, lecz mówię od razu, przy pierwszych podejściach nie wchodzi - przynajmniej u mnie. Ktoś nawet napisał, że to Canterbury bez znaków szczególnych, kanterberyjska odmiana smooth jazzu. Jak zwał tak zwał, te trzy płytki są bardzo różne od siebie. Jak mówię, trudno odnieść tę muzę do konkretnych nazw - białe fusion, jazz, muzyka klasyczna i odrobina rocka. Dla obeznanych bułka z masłem, dla nowych być może długotrwały romans, doprawdy trwały i bardzo udany.

Gilgamesh - Another Fine Tune You've Got Me