Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Tangerine Dream - Tangram

Tangram to gra logiczna, takie chińskie puzzle. W rzeczywistości to coś więcej, w tym przypadku początek nowej ery w EM, która staje się nieco bardziej melodyjna. Dla Franke i Froese kolejny zdany egzamin dotyczący progresywnego oblicza zespołu. Pojawia się Johannes Schmoelling, zamyka się okres psychodeliczny na rzecz "prozy muzycznej" czyli klasycznych elementów, nie pozbawionej poezji jednak. W końcu Tangram kończy niejako erę Virgin. Niewątpliwie udanej, pełnej fantastycznych koncertów.

Tangerine Dream - Tangram


Od pierwszych chwil trwania albumu, mamy poczucie szczególnego wydarzenia. Delikatne świsty fletów przynoszą melodię, odurzeni wirujemy w lekko sekwencyjnym fragmencie. Inkantacja dla Licantropów, to otwarcie niczym prysznic czarującej aury; tajemniczość, linie synthów krzyżują się, wspierając główną. Bas pulsuje delikatnie, nieco chaotyczne nuty gitary i keyboardów. Oniryczne intro czaruje. Powoli wszystko unosi się we wspaniałych harmonijnych pokładach. Pulsująca linia sekwencera, werble, flet towarzyszą zapomnianemu piechurowi. Tangram I przelatuje ponad nami, z furią synthów i gitarowego sola, ciężka i dzika, poszarpana - struktury niczym na Force Majeure. W końcu ustępuje symfonicznym pasażom a w końcu ciszy. Gwiezdny deszcz kreślony pięknem pogodnego fortepianu. Piano łącząc się w fuzję z synthem przynosi kolejną melodię wspieraną przez akustyczną gitarę. Ta krótka przerwa poprzedza metaliczne, zawiłe universum TD, stalowe kule uderzają o siebie, w eterycznych oparach, synthy przeszeregowywują się dążąc do trudnych do przebrnięcia melodyjnych meandrów Tangram I. Potężne synthy pojawiają się fragmentami melodii na ponownie podzielonych sekwencjach, niczym sowa wypełniona syntetycznym duchem, pluje wokół trującymi harmoniami. Utwór kończy się galopadami sekwencji, krzyżującymi się akordami a wszystko w wirze niezaspokojonych melodii. Fragmenty owej permutują, rozpadając się wielokierunkowo. Ostra gitara, ciężkie klawiszowe riffy, rezonujące pulsacje, metaliczna perkusja, opadająca z wolna sekwencja nasuwa słynny Won't Get Fool Again zespołu The Who. Doprawdy to psychodeliczno progresywny rock kończy te syntezatorowe orgie. Samotny synth śpiewa cudowną pieśń. Tangram II jeszcze bardziej złożony i zagmatwany. Ponowne skojarzenie z Force Majeure, modulacje, mrok, psychodelia. Intro - bezruch syntetycznych warstw przeplatających i owijających się w kolorach ochry. To wolno przekształcający się wstęp, karmiony oscylacjami, budzący ciężkie apokaliptyczne pogłosy. Flet i akustyczna gitara giną w tym towarzystwie. Fragment dynamicznego staccato rozbiega się nerwowo wykluwając sekwencje. To pociąg jadący szybko przez równiny zagubionych melodii i upiornych głosów. Oślepiające pasaże, synkretyczne tony i werble wypełniają intensyfikując rytm Tangram II, melodia ledwo się przebija. Metaliczne przejrzyste synthy brzęczą ciężkawo i harmonicznie. Ciężkość i dzikość spadają z niebios. Te składowe zostają przeplecione wybuchami gitary, metalowych bębnów, chórów i efektów zza grobu. Tangram II staje się labiryntem skomplikowanym, lecz jest tu melodia, powtarzana bez końca w ponadczasowym muzycznym obrzędzie. Ta śmiała partia dowodzi, że zespół stać na wiele niespodzianek. Tangram to wspaniały album, przesiąknięty ciemnością i dramaturgią. Dwa długie psychotroniczne "koszmary", gdzie nasza ciekawość zostaje poderwana przez wilkołaki i inną dziką zwierzynę. Wspaniała kontynuacja Force Majeure - klimaty, rytmy, łączą się w doskonałej symbiozie. EM jaśnieje swym progresywnym obliczem, gdzie pełne energii struktury, sprzymierzają się z chęcią muzycznych poszukiwań. Nowe uposażenie dla chwytliwych melodii, to jest początek nowego BS. Melodie i harmonie mogą łączyć się w nowych strukturach, bez bezpośrednich odniesień i skojarzeń z kosmosem.
Autor - Sylvain Lupari
Synth&Sequences

Tangram set 1 part 1

Tangram set 2 part 1