Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Richard Pinhas - Chronolyse

Drugi solowy album francuskiego artysty, to jeden z najlepszych zbiorów muzyki elektroniczno-eksperymentalnej. Wszyscy trochę zapatrzeni na Niemców, nawet do dziś nie zdają sobie sprawy, że Pinhas to również pionier w wielu aspektach dorównujący na przykład Klausowi Schulze. Oczywiście oboje są bardzo rozpoznawalni. Muzyk ten w pełni  zasługuje aby zasiąść na panteonie sław rocka elektronicznego czy też progresywnej elektroniki.

Richard Pinhas - Chronolyse


Chronolyse dzieli się jakby na dwie części ; swobodne "zabawy" maszynami, przepiękne eseje sekwencerowe Varation I-VII, utwór Duncan Idaho i niesamowity, dla mnie wręcz wstrząsajacy, 30 minutowy kolos, poświęcony, jak i cała płyta powieści Duna -  utwór Paul Atreides. Richard to mistrz uporządkowanego chaosu, w krótszych formach dość powściągliwy i zdyscyplinowany, lecz gdy rozwija dłuższe opowiadanie, nie ma dla niego granic. Album zadedykowany wszystkim zakręconym na punkcie SF, wcale nie jest taki bardzo kosmiczny. Czarujące, ciepłe, analogowe brzmienia, bo Richard jest tutaj kolorystą, doskonale oblekający to własnymi formami, wspomagany przez jeszcze dwóch muzyków. Dla wszystkich fanów ambitnej muzyki, muzyki w której nieustannie coś się dzieje, zmienia, za którą stoi niezwykle "charakterny" człowiek. Pinhas jest bardzo odważny, lecz nie komplikuje swojej sztuki bez potrzeby i sensu. Jego przekaz jest czytelny, to czysta sztuka. Oczywiście podobieństwa brzmieniowe się narzucają same przez się, Francuz jest jednak bardzo oryginalny. A i dla mnie z perspektywy czasu, niekiedy dużo bardziej intrygujący od klasyków elektronicznego rocka. Jest to  spora dawka emocji i uczuć -  i ten cudowny, jakże mi bliski dar łączenia brzmień i struktur w niezwykły pełny dramaturgii sposób.