Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

King Crimson - The Devil's Triangle

The devil's triangle' to rzecz bardzo oryginalna w obrębie estetyki muzyki rockowej. Punktem wyjścia jest tu oczywiście ,,Mars'' z cyklu ,,Planet'' Holsta, jednak ostatecznie ta wersja studyjna to już rzecz mało przypominająca pierwowzór. Stała się ona tylko punktem wyjścia do stworzenia własnej kompozycji opartej na założeniach, które w dużym stopniu obaliły pewne fundamentalne zasady konstrukcyjne typowej kompozycji rockowej. W tym utworze praktycznie zanika czynnik melodyczny, co już samo w sobie jest elementem rewolucyjnym, co istotne, jest to przeprowadzone w ciągu tych 11 minut trwania niezwykle konsekwentnie. Takie fragmenty amelodyczne oczywiście się w muzyce rockowej trafiały, jednak w obrębie długiej 11-minutowej kompozycji to rzecz niezwykle rzadka w świecie rocka.

Z punktu widzenia interpretacji klasyki jest to także pozycja wyjątkowa. Rzadko zdaża się, aby wykonawca rockowy pokusił się o takie unowocześnienie języka harmonicznego, ukazując utwór dzięki różnym zabiegom aranżacyjnym niejako w innym wymiarze. Ten utwór jest dla mnie doskonałym przykładem jak twórcze i oryginalne może być odczytanie kompozycji z tzw. ,,muzyki poważnej''. Gdyby ktoś twierdził, że te interpretacje to tylko wulgaryzacja i prymitywizacja klasyki, to akurat ten utwór móglby być poczytany jako jeden z wyjątków. Co do harmonii to faktem jest, że jest to wyjątkowo konsekwentny przykład muzyki atonalnej, rzecz także bez precedensu. Praktycznie obejmuje ona całą kompozycję, a nie tylko pewne fragmenty, co już w muzyce rockowej uważano za przejawy daleko posuniętej dojrzałości.
Z punktu widzenia specyficznego zestawienia elementów konstrukcyjnych oraz nowoczesnej harmoniki jest to utwór godny uznania go za bardzo oryginalny, pamiętając oczywiście o tym, że poruszamy się tu w obrębie muzyki rockowej.


Wersja koncertowa jest oczywiście bardziej dynamiczna, ale to chyba w dużej mierze wynika z tego, że te wersje live w ramach muzyki rockowej bardzo często są bardziej dynamiczne i ekspresyjne. W wersji studyjnej Fripp postanowił w większym stopniu wyeksponować fakturę brzmieniową, zmienił także aranżację, dzięki różnym zabiegom studyjnym. Nie nazwałbym tego utworu pseudoawangardowym, ponieważ jest to jednak dość dojrzała i zaawansowana kompozycja, która ma swoje istotne zalety. Jedną z nich jest choćby ten niesamowity klimat, jest w nim też coś z ducha ekspresjonistycznego, no i to niezwykłe crescendo narastające od pianissimo do fortissimo, które w końcówce dosłownie przygniata swoim diabolicznym, kakofonicznym chaosem. Harmonika kompozycji jak na muzykę rockową jest tu bardzo zaawansowana i daleko wybiega od rockowej sztampy. No właśnie harmonika…
Jeżeli chodzi o atonalność tej kompozycji to ja nie jestem z wykształcenia muzykologiem, co najwyżej skromnym samoukiem i oczywiście oceniałem to ze swojego słuchu. Te interwały trytonowe  mają naturę dysonansową, co w połączeniu z klaustrofobicznym klimatem utworu tworzy wrażenie atonalności.  Z tą atonalnością to jest zresztą ciekawa sprawa, gdyż nieco inaczej jest ona traktowana w ,,muzyce poważnej’’ a inaczej w świecie jazzu i rocka. Ortodoksyjna awangarda free-jazzowa z połowy lat 60-tych była postrzegana jako w dużej mierze atonalna, tymczasem fachowcy w zakresie harmoniki uważają, że w gruncie rzeczy jest ona nadal tonalna, gdyż posiada cały czas centra tonalne, które są wciągnięte w ogólną grawitację dominanty do toniki. W awangardowej muzyce współczesnej to podejście do harmoniki jest o wiele bardziej ortodoksyjne, w jazzie i w muzyce rockowej wielu twórców tworzy w sposób mniej wykoncypowany, jest w tym dużo intuicji i spontaniczności, stąd język harmoniczny jest częstokroć niekonsekwentny. Dlatego w wypadku jazzu i eksperymentalnej muzyki rockowej częściej mówi się o ,,swobodzie tonalności’’ niż o muzyce atonalnej. Myślę, że po części w tą filozofię wpisuje się także problem z ,,The devil’s triangle’’.. W gruncie rzeczy z punktu widzenia ortodoksyjnej harmoniki świata ,,muzyki poważnej’’ muzyka atonalna w rocku w zasadzie zupełnie nie występuje. Nie licząc oczywiście niewielkiej ilości prób w obrębie rockowej awangardy z muzyką dodekafoniczną i punktualistyczną, czego przykładem może być twórczość Franka Zappy (,,Project X’’ z ,,Uncje meat’’- to, jak na moje ucho, przykład dodekafonii lub ,,While you were art. II’’ – posiadający pewne cechy punktualistycznych faktur brzmieniowych z ,,Jazz from hell’’).
Rytm ,,The devil’s triangle’’ rzeczywiście nie jest wyszukany, to w gruncie rzeczy takie quasi bolerowe ostinato, które jest dobrym podglebiem dla kompozycji, która pozbawiona tej ,,kotwicy’’ chyba zupełnie uleciałaby w kosmos pogrążając się w dźwiękowy chaos.
Autor - Aleksander Filipowski
Muzyczne Dinozaury forum

King Crimson - Mars (Live 1971)


"The Devil's Triangle":
(I) "Merday Morn" (Fripp, McDonald),
(II) "Hand of Sceiron" (Fripp),
(III) "Garden of Worm" (Fripp).


KING CRIMSON - Devil's Triangle ( Live '69)