Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Co czyni muzykę dobrą ?

Ktoś mógłby powiedzieć, że tak naprawdę, to nie ma złej muzyki. Są tylko aspekty kulturowe i subiektywne, oczywiście mamy kwestie, podobno zgodne; numer - łagodny w harmoniach,  przyjemne, nie drażniące barwy, prosty rytm i fajna melodia, to czego się czepiać? A jednak jest problem, bo to nie jest żaden produkt wyprodukowany przez fabrykę. Notabene, istnieje taki rodzaj muzyki zwany LIBRARY MUSIC, muzyka tworzona specjalnie do wykorzystania jako tło, głównie elektroniczna, praktycznie nie znana i trudna do zdobycia. Są tam rzeczy absolutnie genialne, które obcują w idealnej zgodzie z kiczami.
Odbiór sztuki zorganizowanych dźwięków jest rzeczą dużo bardziej złożoną niż się wydaje, podlega wielu zmiennym. Często jest tak, że dany krążek, w zależności od nastroju, jawi nam się jako wspaniała, drażniąca, intrygująca, odkrywcza, nudna, wyświechtana muzyka. Nasz osąd jest niestały, choć pamięć podpowiada - to przecież dobre było. Jest jeszcze gorzej, bo muzyka zdaje się przemawiać na wielu poziomach percepcji i często wchodzi w interakcje z obecnym, czy aktualnym stanem emocjonalnym. Sztuka ta potrafi zniewolić, uczynić codzienność nic nie znaczącą, potrafi przewartościować naszą radość z drobiazgów. Jest niezwykle trudno utrzymać tę równowagę, dotyczy to, zarówno twórców jak i odbiorców. Większość ludzi nie ma z tym problemów, po prostu anektują ją, jako kolejną przyjemność do konsumpcji. Wydaje się, że umowna dobra muzyka, powinna mieć pozytywny wpływ na słuchacza i wielu na tym poprzestaje. Wystarczy ta stymulacja umysłu, wzruszenia serca, dobre samopoczucie.
No cóż, mnie to nie wystarcza. Lubię podejmować wyzwania, lecz nie na siłę, nie jestem masochistą. Konfrontując się jednak ze sztuką, która sprawia mi problem, próbuję zrozumieć, dlaczego tak jest, próbuję więc analizować. Pierwszą rzeczą z jaką mam problem, to forma, składają się na nią  różne czynniki; brzmienie - o ile barwa jest w porządku, to artykulacja już nie. Sposób wydobywania dźwięku np. w klasycznej orkiestrze jest ograny do bólu. Klasyka, muzyka poważna to kopalnia wspaniałych przeżyć, niestety, muzyka źle zagrana, kiepsko brzmiąca, ciężko, nudno, niemrawo - generalizujemy (oczywiście z wyjątkami, jest przecież sporo perełek). Forma; archaiczne, sztywne struktury, podobne rozwiązania, maniery, pretensje, nudy - znowu generalizujemy. Próbowałem stosować metody i sposoby wzięte ze słuchania rocka progresywnego, bezskutecznie. O ile wyłaniają się przepiękne melodie, to reszta leży i kwiczy. Aż prosiłoby się uwolnić tę muzę z kajdanów przeszłości, w których jest zakuta.
Mogę sobie tak dywagować, bo żyjemy w czasach, gdy autorytetów nie ma i można sobie do woli anarchizować poglądy. Tak więc brzmienie, niczym atrakcyjny wygląd kobiety, ma znaczenie, dla każdego inne. Jeśli jednak za tą fasadą, kryje się tylko fizyczność i proste, czytelne doznania, to staje się to wkrótce powszechne i nudne. Tak jak piękne kobiety, często zepsute, próżne z fałszywym poczuciem wartości. Taką samą wartość ma, wprost podana piękna melodia, z czasem po prostu powszednieje. Kobiety mniej ;)
Niektórzy twierdzą, że dobra sztuka musi trafiać w duszę i musi być w niej zawarty jakiś przekaz. To dlatego muzyka programowa cieszy się takim powodzeniem, sprzężenie określonej sugerowanej treści z dźwiękami, które mają to ilustrować. Ten pomysł, stale przywoływany, staje się już  wyczerpany, niektórzy niemal na siłę usiłują swe wypociny wcisnąć w jakiś koncept. Jednak dobry przekaz poparty dobrym pomysłem, jest w dalszym ciągu warty uwagi.
Inni twierdzą, że dobre dźwięki muszą trafiać i w serce i w duszę. I tutaj pochylimy się uważniej, chociaż wydaje się to nie do sprecyzowania. Każdy z nas bowiem, ma inne serce i inne wnętrze. Jeśli muzyka posiada elementy uniwersalne i jest chociaż odrobinę oryginalna, nacechowana indywidualnością twórcy, to ma sporą szansę na etykietę -  dobra muzyka. Czy ona dotrze do czyjegoś serca, duszy, warunkują predyspozycje; edukacja, kultura, dojrzałość emocjonalna oraz czynnik najważniejszy, duch samego odbiorcy. Każdy z koneserów muzycznych ma swoje słabości, mam słabość do pewnych klimatów, harmonii, oprócz zwykłych piosenek, rocka, zawsze poruszały mnie pewne tanie sentymentalizmy, występujące w muzyce filmowej, muzyce francuskiej z lat siedemdziesiątych. Uwielbiam do dziś niektóre kiczowate musicale. Z czasem zaczęła mnie pociągać ekspresja, hałas, i emocje. Mając 9 lat, wstrząsnęły mną dźwięki, totalnie dla mnie niezrozumiałe, były to koncertowe nagrania Cream, długie improwizacje, głośno słuchane w mono, z lampowego jeszcze radia. Okazało się, że moje wnętrze domaga się zupełnie innego pokarmu duchowego, oczywiście dalej słuchałem "zwykłej muzyki". Tamto doświadczenie zostawiło jednak ślad, który wkrótce zaprowadził mnie w rejony, które zajmowali ludzie - inni. Tam muzyka, to nie tylko sprytne połączenie dźwięków i atrakcyjny rytm, lecz wolność, lub przynajmniej jego poczucie. I w końcu pojawiło się uwrażliwienie na barwy.
Każdy ma swoją historię. Moja polega głównie na niepotrzebnym, a może fałszywym poczuciu, że muszę chronić swe wnętrze przed zalewem masowego chłamu,  za pomocą sztuki "wysokiej" i muzyki ambitnej. Oczywiście weryfikowałem to wielokrotnie, bez skutku, pożądanie nienasycone, czegoś nowego, nieznanego, pozostało. Wracając do ducha, gdy jestem down and out, to właśnie harmonie przywracają mnie do życia, pozwalają się na nowo cieszyć rzeczami doczesnymi.
Olbrzymie znaczenie ma tonalność, gdy jej brak, miejsce zajmuje barwa i miejsce w przestrzeni, jaką zajmuje. Dobry eksperyment musi mieć jakiś sens, który da się odczytać, pomimo skrzętnego ukrywania. Uwielbiam, gdy coś na początku kompletnie absurdalnego, z czasem wyjawia te ukryte muzyczne treści, z pewnością znacie to uczucie. Muzyka to zaklęty kawałek czasu, w naszej percepcji czasu mierzalnego. niektórzy próbują  ukrywać rytm, tworząc efekty zawieszania w czasie - drony - długie utrzymywane w czasie dźwięki. Efekt  jest podobny do tego, gdy rytm dominuje, obezwładnia, panuje, niszczy przepływ melodii lub traktuje ją, jak tanią dziwkę, zniewala. Obydwa rozwiązania dają to samo wrażenie - pseudoaktywności, to taka sama droga, niczym doświadczenia narkotyczne czy alkoholowe. Nic nie powstaje z pustki, tak więc medytacyjność, transowość to umowa, programowa, dla mnie kompletnie absurdalna, poprzez swoją dosłowność. Twierdzi się, że harmonie są ograniczone, można je komplikować do pewnego stopnia, nie mam takiej pewności - skoro świat wizualny wydaje się być nieskończony, to czemu dźwiękowy ma być gorszy. Zwłaszcza, gdy na pomoc harmonii przybywa kolor dźwięku. Zawsze miałem wrażenie, że daną muzykę można zagrać inaczej aranżacyjnie, innymi brzmieniami, w dobie dźwięków syntetycznych, jestem tego pewny. Krępować może wyobraźnia, lecz wyważenie proporcji ma niebagatelne znaczenie. Być może to jest właśnie klucz dobrej muzyki - umiejętność dobierania struktur harmonicznych, brzmienia, tempa, miejsca w przestrzeni. Zamysł konstrukcji utworu ma kapitalne znaczenie, wyrwane z kontekstu repetytywne 40 minut, mnie nie przekonuje. A nawet jeśli to muszą być jakieś wariacje.
Dobry utwór wychodzi z jakiegoś punktu, rozwija się, ewoluuje, opalizuje, zmienia się i umiera. Umiera w konkretny sposób. Urwanie się nagle bez uzasadnienia, przypomina tragiczny i śmiertelny wypadek. Ciekawa i interesująca muzyka jest wykładnikiem tego, czego szukają ciekawi i interesujący ludzie w jej istocie. Jedni uczucia spokoju, wyciszenia, uporządkowania, drudzy poszukują zmiany, przygody, próbują zmieniać siebie, a przez to widzenie świata. I to muza powinna czynić; renderować określone interakcje, inspiracje, pobudzać do otwartości, poszerzania świadomości. Katalizować określone pożyteczne stany emocjonalne, mówiąc pożyteczne mam też na myśli smutek, refleksje. Pomimo, że twórca w czasie tworzenia myśli o odbiorcach, chociaż zawsze się od tego odżegnuje, to jednak ważne jest, aby to on jako pierwszy utożsamiał się z nią całkowicie.
Muzyka wywodzi się z poczucia czasu, gdy człowiek po raz pierwszy wystukał regularny rytm, to uczucie i niesamowite odkrycie, podobne jest do tego, gdy sobie uświadomimy zabójcze i destruktywne dla fizyczności, działanie czasu czy nieuchronność śmierci, wreszcie. Muzyka jest wszystkim, co nas otacza, myślę, że to człowiek wydał pierwszą melodię. Z drugiej strony słuchanie dużej ilości muzyki powoduje pragnienie ciszy.

Naukowcy dowodzą, że uporządkowane dźwięki są dla ludzi dużo mocniejszym bodźcem, niż bodźce wzrokowe. Jedno jest pewne, dobra muzyka powinna uszczęśliwiać, pod jej wpływem mózg uwalnia dopaminę, która wywołuje poczucie szczęścia, co prowadzi zarówno do motywowania się, jak i uzależnienia. Dzisiaj przyjemność jest już celem samym w sobie, jeśli więc coś jej nie przynosi, jest do d.... Tak więc, muza musi wywoływać dreszcze, gęsia skórkę, zmiany rytmu serca, szybki oddech, podnosić, obniżać ciśnienie. Jeśli nie ma u Ciebie żadnych z wymienionych objawów, jesteś po prostu zwykłym niewrażliwym człowiekiem i na taką ocenę możesz liczyć.

Autor - Jerzy Bednarz