Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Finch - Glory of the Inner Force

Jedziemy dalej, tym razem do Holandii. Panowie, po kilkuletnim graniu bluesa, rocka postanowili grać coś bardziej ambitnego, odstawili więc maryśkę. Szukanie wokalisty na całe szczęście spełzło na niczym. Motorem całego zamierzenia jest basista, ale pierwsze głosy grają debiutujący 19 - latek na gitarze i klawisze. Brzmienie, choć dopracowane, jest bardzo tradycyjne, lecz granie zabija. To progresja z dotknięciem gdzie nie gdzie bluesa, jazzu, rocka, doskonała synteza. Finch gra gęsto, treściwie, nasycone utwory cieszą ucho wytrawnego słuchacza, dużo popisów, gitarzysta gra czystym brzmieniem bez przetworników do wzmacniacza, bas mocny, druciany Rickenbacker. A jednak kapela nie miała tyle szczęścia co Focus, który znalazł sprytny sposób na komercyjne wejście na rynek. Cóż niektórzy mają szczęście do ludzi, niektórzy nie. Finch pomimo światowego poziomu, nie zyskuje takiego rozgłosu, wydaje kilka płyt a dokładnie trzy i goodbye. Szkoda, od razu mówię, że muza wymagająca, tylko dla osłuchanych, bo tempa i przebiegi szybkie, trochę kojarzy mi się ten materiał z Wishbone Ash, dużo ambitniejszy jednakże. Joop van Nimwegen, gitarzysta z jego młodzieńczym zapałem, czyni tę muzykę bardzo dynamiczną, Finch wspaniale się wpisuje w muzyczny krajobraz Holandii, do której będziemy jeszcze niejednokrotnie wracać.

Finch - Glory of the Inner Force