Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Przemysław Rudź - Paintings

Chciałem położyć się wcześniej, łyknąłem procha i .....zachciało mi się lodów i dżemu. Mariusz przesłał okładkę do Paintings, Rudzia. A zasnę później.
Zaczynają płytę do spółki ze Smokiem (Adam Bórkowski). Tak przy okazji, to proszę odwrócić role i niech ten Smok też coś wypuści, bo zacny to muzyk. Początek, odgłosy karetek, mam to codziennie z pobliskiej arterii komunikacyjnej, po czym penetrujemy  post nuklearne obszary albo zgodnie z tytułem, opuszczony szpital (oczywiście psychiatryczny), gad pełza pod nogami. Resztki Ketrelu opuszczają  mój mózg, gdy wchodzi niepewnie pierwsza sekwencja. Tak, jestem doskonałym odbiorcą tej muzy, właśnie na skraju załamania nerwowego, z patową sytuacją życiową, sekwencja nie może się przedrzeć przez te psycho-maniakalne opary i poddaje się. Groza nie ustępuje, muza jakby na czasie, wszyscy ostatnio zwariowali na punkcie wampirów, zombie, genetycznych manipulacji, nawet dziewczynki mają już swój polski horror magazyn. Lubię dziewczynki, ale w tym przypadku jestem tylko wujkiem i przeglądnąłem kilka numerów. Sam czuję się czasem martwy. Kawałek pierwszy wspaniale kończy się, barwa jarro-podobna wyprowadza wszystko na plażę i daleko w morze.
Kolejny numer, znów klimaty wzięte z koszmarnego dociekania  - kim właściwie jestem i z kim mam się utożsamić - z młodymi, często durniami czy starymi, często tetrykami. Życiowe przekleństwo. Rudź podaje programowo koślawy rytm i wreszcie wyraźny lead synth o nieco lirycznym charakterze, wszytko to psychodeliczne, bo podkład jak po cannabis, nieświeżych pieczarkach lub przynajmniej Clonazepamie - 2mg. Tak dokładnie tak, wolno i cierpliwie przepływa krew w moim mikrokosmosie, doprawdy czasem nie wiem, co mnie jeszcze utrzymuje przy życiu - tajemnica homeostazy jest równie ciekawa, jak
tajemnice odległych galaktyk.
O nie kochani, tym razem jesteście w kropce, bo muzyk na tej płycie zaprzecza wszystkiemu co było. Te świergoty, lejące się brzmienia, nawiązują trochę do psychodelicznej elektronicznej klasyki, to spore wyzwanie dla słuchaczy EM - niema  melodyjek, bumcyk i tego wyżelowanego elpolo dresiarstwa. Co zrobić nie lubię, pewnie dlatego się nie integruję.
Who goes there - zapalam papierosa, choć każdy już grozi nowotworem, słodka trucizna. Nieco zmienione środki wyrazu, smyki rozważają jednak jaki sposób samobójstwa wybrać.Jeśli nie miałeś nigdy myśli samobójczych, dłuższych okresów stagnacji, chociażby małej katatonii, lub króciutkiego stuporu, to ta muzyka wlezie Ci podstępnie pod skórę - jeśli oczywiście dotrwasz.
I kolejny, krótki opis jakiegoś plugawego miejsca, gdzie lęgną się wszystkie przywary rasistowskiego społeczeństwa, gdzie rządzi prawo dżungli, gdzie istota ludzka to dla wielu zwykłe gówno, warte najwyższej pogardy. Krążą tu watahy prymitywnych plemion, pozbawionych empatii jaszczurów, dla których ważny jest profit. Kij im w oko.
A na to wszytko patrzą niechętnie Obcy, dali Wam wszystko do rozwoju, dali Wam wolną rękę. Misantropic Aliens utwór ostatni, nieco dzielony, o tym opowiada, o dywagacjach Waszych stwórców - zniszczyć ?, czy przyglądać się powolnej degrengoladzie, te odgłosy dział armatnich sugerują coś. Bogowie nie muszą być nieustannie wyrozumiali, a może właśnie są wyrozumiali. Ten stan ujęty na okładce - i zobacz ten pies tam, spokojnie się  temu przygląda, nie broni pana. Czy jest w zmowie? czy to obca, psia piąta kolumna?  Wpół do drugiej, noc przerywana od czasu poszczekiwaniem jakiegoś aliena, kiedyś siedziałbym do rana, ta muzyka dobrze brzmi, tak między 3 i 4-tą, na skraju jawy i marzenia,  idę jednak spać.

Jak na artystę przystało, płyta koncepcyjna, bardzo dojrzała i bardzo dobra. Rudź jest pełen pomysłów, ciekawych, zajmujących podświadomość, ciągle bardzo osobisty i schludny. Natomiast muzycznie, fenomenalnie opanował sztukę robienia tego, co zamierza, to nie są jakieś przypadkowe grepsy, raczej proste środki wyrazu, przekonujące każdego psychiatrę i te szerokie, przejrzyste przestrzenie. Czysty przekaz, nieco wizjonerski, uniwersalny - rzecz dla ludzi myślących, lubiących wyzwania, nie są to jednak eksperymenty formalne czy awangardowe.
Fani melodyjnego plumkania i klezmerskiej elektroniki, spoko czekają na dalsze posunięcia artysty.
Pozostali łykają to wydawnictwo bez popitki a może z -  i nie przejmują się zbytnio tymi wynurzeniami.

Przemysław Rudź - Paintings