Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Happy the Man - Happy the Man

Mamy rok 1976, Peter Gabriel po opuszczeniu Genesis przez jakiś czas sam nie bardzo wiedział w którym kierunku pójść. Jedzie do USA, dokładnie do Arlington, gdzie jak dostał cynk, ćwiczy grupa muzyków, co najmniej porównywalna do byłego zespołu. Można się z tego domyślać, że sławny już muzyk chciał kontynuować i rozwijać to, co robił dotychczas. Panowie ćwiczą, jednak brakuje chemii a i Gabriel natychmiast się orientuje, że czas na zmiany. Happy the Man zdobywają uznanie dużej wytwórni Arista i podpisują kontrakt na kilka płyt. Dobrze się stało, debiut HTM jest co najmniej bardzo dobry. Nie do wiary, że minęło już 35 lat, muzyka brzmi niewiarygodnie świeżo i aktualnie. Generalnie to progres (crossover), lecz dojrzałość brzmienia, bogactwo pomysłów, fantastyczne zgranie muzyków, rzuca na kolana. Może wokal nie jest wybitny, lecz to co grają HTM jest ponad czasową mieszanką różnych elementów, które tworzą nową wartość. Grają gęsto ale przejrzyście, pełne brzmienie i mocno wyrafinowane rytmy, pokazują, że to wybitni muzycy. Przewaga syntezatorów, które jednak nie pchają się na pierwszy plan, istnieje pełna demokracja. Muzyka dla bardzo wymagających słuchaczy, trochę niespokojna, tryska pomysłami. Naprawdę osobiście nie rozumiem, czemu ten zespół nie był tak popularny, jak giganci progresywnego rocka, może znaczenie ma eklektyzm tej muzy, brak jakichś przebojów. A może po prostu odbiorcy nie byli w tym czasie na tyle dojrzali, aby Happy the Man ocenić w pełni.

Happy the Man - Happy the Man