Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Frank Zappa - Freak out!


Kilkanaście dni temu powróciłem po dłuższej przerwie do debiutanckiego albumu grupy Mothers of Invention "Freak out!". W trakcie jego słuchania uświadomiłem sobie, że od chwili jego wydania upłynęło już ponad 45 lat!. Dzisiaj, gdy zagłębiamy się w tę płytę, nie ma ona już tego posmaku sensacji, jej radykalizm i specyficzna ekstrawagancja także nie robią już może aż tak wielkiego wrażenia. Wiele jej fragmentów brzmi dzisiaj rzecz jasna dość staroświecko, cóż, takie są między innymi prawidła produkcji albumów rockowych, postęp technologiczny robi tu także swoje. Wielu młodych słuchaczy być może odebrałoby obecnie ten artystyczny manifest jako muzealny relikt dawno minionej muzycznej epoki.

Oceniając muzykę nie możemy jednak popełnić błędu ahistorycznego myślenia, winno się bowiem na nią ,"patrzeć" nie tylko z dzisiejszej perspektywy, ale także pamiętać o realiach epoki w której powstawała. Połowa lat 60-tych był to czas, gdy muzyka rockowa zaczynała z wolna wykazywać pierwsze objawy dojrzałości. Daleko jednak było jej do estetycznego wyrafinowania. Scena psychodeliczna była jeszcze w formie embrionalnej, brytyjska scena undergroundowa w latach 1965-1966 stopniowo zaczęła grawitować w stronę eksperymentalnych brzmień, tyle że w tym okresie były to jeszcze próby nie do końca świadome, ponadto wciąż mocno zakorzenione w rhythm and bluesowej estetyce (vide pierwotne wcielenie Pink Floyd ). Na początku 1966 roku, gdy Zappa et consortes przystępowali do nagrania debiutanckiego albumu, daleko posunięta synteza rocka z wszelkimi odmianami XX wiecznej muzyki awangardowej jawiła się jako przedsięwzięcie tyleż śmiałe, co ryzykowne.

Mothers of Invention zaczynali podobnie jak ich brytyjscy koledzy, punktem wyjścia była dla nich muzyka młodzieżowa z lat 50-tych i 60-tych we wszelakich odmianach (rhythm and blues, doo-wop), która stopniowo była nasączana elementami wcześniej w świecie rocka nieobecnymi. Droga twórcza samego Zappy była natomiast dość nietypowa, gdyż, jak sam przyznaje, do ukończenia 20 roku życia nie skomponował on nic, co miałoby cokolwiek wspólnego z szeroko pojętą muzyką rozrywkową. (Były to awangardowe kompozycje będące pokłosiem zainteresowania twórczością Edgara Varese’a oraz punktualizmem).

Zanim grupa pokusiła się o nagranie debiutanckiego krążka koncertowała po różnych klubach w Los Angeles. Właśnie w jednym z nich została przypadkiem zauważona przez Toma Wilsona, producenta z wytwórni MGM, który współpracował między innymi z Bobem Dylanem a wkrótce także z Velvet Underground. Wilson przebywał na ich koncercie zaledwie kilkanaście minut, trafił akurat na moment, gdy zespół wykonywał bardziej tradycyjny repertuar (m.in. ,"Trouble every day"). Dostrzegł w nich obiecujący materiał na popularny band rhythm and bluesowy i natychmiast podpisał z nimi kontrakt.

Pierwsze koncerty zespołu natrafiały jednak najczęściej na mur niezrozumienia ze strony publiczności. Frank Zappa tak oto wspomina te czasy :

,,Publiczność po prostu nie mogła się identyfikować z tym co graliśmy - więc my z kolei wpadliśmy w zwyczaj obrażania i poniżania ich … i dzięki temu zyskaliśmy całkiem duży rozgłos. Nikt nie przychodził by nas słuchać, przychodzili po prostu, żeby się przekonać jak wiele obrazy z naszej strony mogą znieść. Byli bardzo masochistyczni. Uwielbiali to! Na tej podstawie udało się nam dostawać pracę, ale nigdy nie trwało to zbyt długo, ponieważ w końcu obrażaliśmy także właściciela samego klubu, a wtedy on po prostu pozbywał się nas'' 

Sesje nagraniowe "Freak out!" nie przebiegały tak szybko i sprawnie, jak życzyliby sobie tego pryncypałowie z wytwórni. Muzycy starali się doszlifować materiał, pojawiały się różne pomysły i koncepcje . Koszty nagrania albumu miały wynieść pierwotnie 5 tysięcy dolarów, tymczasem ostatecznie osiągnęły sumę 21 tysięcy. Wszystko zostało doprowadzone do szczęśliwego końca dzięki Wilsonowi, który był głównym sprzymierzeńcem zespołu . MGM był bowiem nastawiony nader sceptycznie do tego przedsięwzięcia. Jeszcze raz oddajmy głos spiritus movens tego artystycznego zamieszania :

,,W końcu, ci z MGM poczuli, że wyrzucili już zbyt dużo pieniędzy i nie chcieli dać ani centa na promocję. Lecz właśnie wtedy album zaczął się sprzedawać … 40 kopii sprzedanych w jakimś miasteczku wielkości chusteczki do nosa, w samym środku stanu Wyoming! Więc zaczęli go reklamować na głównych rynkach muzycznych i skończyli z nie najgorszymi wynikami sprzedaży'' 

Płyta ukazała się ostatecznie 27 czerwca 1966 roku i osiągnęła 130 miejsce na liście Billboardu, przebywając na niej przez 23 tygodnie. Ponieważ MGM nie palił się do wsparcia zespołu, Zappa samodzielnie opracował strategię reklamową. Nastawił się w niej głównie na konkretnego odbiorcę, który potencjalnie może poszukiwać właśnie takiej niepospolitej muzyki. Reklamy płyty, zgodnie z sugestią Zappy, ukazały się zatem tylko w prasie podziemnej. Niekonwencjonalnym pomysłem były też ogromne billboardy, które zostały umieszczone przy Sunset Strip . Był to pierwszy taki przykład promocji grupy rockowej.

Recepcja albumu przez ówczesną krytykę muzyczną była niejednoznaczna. Wielu dawało wyraz swojej bezradności w ocenie muzycznych poczynań Matek. Oto jeden z typowych komentarzy na temat poczynań artystycznych muzyków na "Freak out!":

,,Matki i ojcowie. Uważaliście, że The Beatles są źli. Wytaczaliście działa przeciwko The Rolling Stones . Dostawaliście drgawek na myśl o Sony and Cher. A przecież, jak ktoś powiedział, nie widzieliście jeszcze nic … jeśli nie widzieliście The Mothers of Invention'' 


Niemało recenzentów odniosło się do albumu niechętnie, by nie rzec wręcz pogardliwie. W jednym z tych bardziej zjadliwych Bob Levinson pisał tak :

,,Śpiewając glosami, które powinny zawstydzić bezdomnego kota o północy, te ''matki'' zmarnowały dwie płyty oraz okładkę przy pomocy nieopisanej dawki złego smaku i osiemdziesiąt minut trwającej tandety'' 

Powyższa recenzja świadczyła nie tylko o tym, że ówczesna znaczna część krytyki nie była przygotowana na taki muzyczny ekstrakt, jaki wyważyły Matki, ukazywała także pewną arogancję i nierzetelność. Płyta trwała wszak nie 80 minut, jak wspomniał Levinson, ale około 61, co pokazuje dość jednoznacznie, iż powyższy recenzent nie pochylił się z należytą uwagą nad tym albumem. Były rzecz jasna także głosy aprobaty, jednym z pierwszych czasopism, które odniosło się pozytywnie do zespołu był "Cash Box", dostrzegając w grupie spory potencjał.

Muzyka rockowa rzadko bywa naprawdę oryginalną formą wypowiedzi artystycznej. Artyści cechujący się zjawiskową oryginalnością, to już jednostkowe wypadki. Tym bardziej warto poddać takie przypadki swoistej wiwisekcji, aby lepiej zrozumieć istotę ich fenomenu oraz źródła inspiracji. "Freak out!" to jeden z tych jakże nielicznych albumów, który swój innowatorski charakter objawia przynajmniej w kilku sferach, co jest zjawiskiem tym bardziej godnym uwagi. Mamy tu bowiem do czynienia z rewolucyjnym podejściem do materii muzycznej na gruncie rockowej estetyki, nowatorską formą concept albumu, wszystko to okraszone jest tekstami, które także znacznie odstają od ówczesnych norm i przyzwyczajeń. Co istotne, album, pomimo debiutu, zdaje się być dziełem artysty dojrzałego i świadomego, świadczy o tym nie tylko sfera muzyczno-tekstowa ale także konsekwentna artystyczna autokreacja, której odzwierciedleniem jest choćby szata graficzna okładki oraz wysoce niekonwencjonalne komentarze Zappy, dotyczące własnej biografii oraz samego albumu.
Jest to, jak powszechnie wiadomo, pierwszy podwójny album w historii muzyki rockowej, będący dziełem debiutantów. Godna uwagi jest już sama okładka utrzymana w stylu modnego wówczas pop-artu, jest to także prawdopodobnie pierwszy album z rozkładaną wewnętrzną okładką w historii muzyki rozrywkowej. O samej szacie graficznej i odautorskich komentarzach Zappy wspominałem już wcześniej. Wszystko to sprawiało, że album jawił się jako jako dzieło artystów o niepospolitej oryginalności, którzy chcą zerwać z wypracowanym modelem statusu muzyka rockowego.
Zdaniem części krytyki muzycznej pierwszym concept albumem w historii rocka był "Sgt. Pepper’s lonely hearts club band" grupy The Beatles. Jest to opinia kontrowersyjna, gdyż pierwsze dwa albumy Mothers of Invention znakomicie wpisują się w taki właśnie model albumu. Nie jest to jeszcze taka ścisła forma koncepcyjna z jaką zwykło się ją kojarzyć (vide "The wall" czy też "The lamb lies down on Broadway"). Niemniej faktem jest, że zarówno "Freak out!", jak i "Absolutely free", w sferze muzyczno- tekstowej stanowią integralną całość. Zappie udało się przedstawić na nich duchowy portret społeczeństwa amerykańskiego lat 60-tych, który dość daleki jest od stereotypowego wyobrażenia osób z zewnątrz. Społeczeństwo to cechuje duchowa pustka i konformizm, zanurzenie w materializmie sprawia, że zapomina ono o rzeczach naprawdę istotnych, goniąc za złudnymi celami. Nadzieję zdaje się widzieć Zappa między innymi w owych "freaks", jednostkach nonkonformistycznych, nie biorących udziału w "wyścigu szczurów", odrzucających rozliczne patologie systemu politycznego, egzystując na peryferiach życia społecznego.

Najważniejszym elementem decydującym o randze artystycznej zjawiska znanego jako Mothers of Invention była sama muzyka, która wypełniła "Freak out!", a była ona w niektórych swoich przejawach iście rewolucyjna. Pierwsza płyta w zestawie była jeszcze względnie tradycyjna i nie zapowiadała tego, co czekało na słuchacza szczególnie na stronie D analogowego longplaya. Muzyka zespołu była niespotykanym do tej pory przykładem melanżu przeróżnych tradycyjnych odmian muzyki młodzieżowej z dorobkiem XX- wiecznej awangardy. Co istotne, ta synteza dokonana została z niezwykłą konsekwencją, nie były to li tylko cytaty, skromne nawiązania. Zappa na tym albumie po raz pierwszy udowodnił, że świetnie porusza się po różnych technikach kompozytorskich i odmianach estetycznych, wypracowanych przez awangardę muzyki "poważnej". W rezultacie otrzymaliśmy nietypowy amalgamat, tyleż dziwaczny, co ekstrawagancki, przesiąknięty niepokornym duchem kontrkulturowego nonkonformizmu oraz niczym nie skrępowanej pasji poszukiwania nowych muzycznych lądów. Bodaj po raz pierwszy na gruncie rocka mamy tu do czynienia z elementami aleatoryzmu, uwagę zwraca osobliwa technika produkcji, niekonwencjonalne wykorzystanie instrumentów (np. klastery fortepianowe), efekty taśmowe. Już na tym albumie słychać zaczątki specyficznej formy kolażowej kompozycji. Stanie się to immanentną cechą warsztatu kompozytorskiego Zappy. Do perfekcji opanuje on tą technikę już na "We’re only in it for the money", tworząc własny, wysoce indywidualny świat dźwięków. Na szczególną uwagę zasługuje "Return of the son of the monster magnet". Jest to jeden z pierwszych rozbudowanych utworów w historii muzyki rockowej. Ta ponad 12-minutowa kompozycja, będąca szalonym muzycznym happeningiem, ukazuje w pełni ambicje Zappy w kreowaniu nowych dźwiękowych krajobrazów. Utwór w zasadzie pozbawiony jest tradycyjnego czynnika melodycznego, wprowadza do rocka elementy muzyki konkretnej, uwagę przykuwają także niekonwencjonalne efekty taśmowe. Jedynym tradycyjnym komponentem kompozycji jest tu rytm, parzysty, oparty na ostinatowych strukturach, jednak harmonie wręcz najeżone są dysonansami, niejednokrotnie przeobrażając się w kakofoniczne erupcje. Powyższy utwór, który wypełnił w całości ostatnią stronę albumu, najbardziej zuchwały i eksperymentalny, powstał pod koniec sesji nagraniowych. Muzycy wykorzystali tu trochę niedysponowanie Wilsona, odurzonego silną dawką LSD, w wyniku czego stracił on zupełnie kontrolę nad tym szalonym muzycznym projektem. Zappa zaprosił wówczas nieznane nikomu grupy orkiestrowe oraz przeróżnych dziwaków z Los Angeles, którzy ubarwili swoją obecnością to ekscentryczne przedsięwzięcie.

Muzyka zawarta na "Freak out!" jest bodaj pierwszym świadomym i konsekwentnym przykładem postmodernistycznego podejścia do materii muzycznej na gruncie muzyki rockowej. Ten postmodernizm objawia się tu choćby w mozaikowym, zdezintegrowanym charakterze tkanki muzycznej, kłania się to oczywiście znowu "Return of the son of monster magnet". Inne składniki, które określają ową estetykę na tym albumie to: rozbuchany eklektyzm, zamiłowanie do cytatów, notabene dość niekonwencjonalnych, świadome wykorzystywanie kultury masowej w jej wszelakich odmianach, specyficzna autoironia i dygresyjność.
Muzyka, która wypełniła "Freak out!" nie jest może jednym ze szczytowych osiągnięć Mistrza, był to wszak dopiero początek jego drogi twórczej. W sferze kompozytorskiej do doskonałości artystycznej niemało tu jeszcze brakuje. Jest to wszelako zrekompensowane świeżością pomysłów, bezkompromisowością oraz zjawiskową oryginalnością, która emanuje z tego albumu. Zappa szybko przekona się, iż muzycy z jego zespołu dysponują dość przeciętnym warsztatem i nie są w stanie sprostać jego stale rosnącym oczekiwaniom. Już w 1966 roku do zespołu dołączą Bunk Gardner i Don Preston, natomiast w 1967 grupę zasili starannie wykształcony multiinstrumentalista Ian Underwood, który stanie się jednym z centralnych ogniw zespołu. W 1969 roku Zappa rozwiąże ostatecznie Mothers of Invention, kierując się między innymi potrzebą otoczenia się wybornymi i wszechstronnymi instrumentalistami, którzy będą w stanie wcielać w życie jego muzyczne koncepcje. Jednym z pierwszych olśniewających rezultatów takiego podejścia do muzyki stanie się album "Hot rats" - wyborny przykład fuzji jazzu i rocka z powalającymi wirtuozerią i inwencją twórczą improwizacjami.
Inne specyficzne elementy postmodernizmu odnaleźć można także w sferze tekstowej, które przydają temu albumowi indywidualny rys. Zappa zawszę będzie unikać poetyckich form w warstwie tekstowej, swój przekaz budował on w prosty, komunikatywny sposób."Freak out!" ukazał od razu w pełnej krasie jego podejście do roli i charakteru tekstu w utworze. Udało mu się stworzyć niebanalną formułę tekstu z silnym zacięciem satyrycznym. Mamy więc tu krytykę systemu edukacyjnego, zdaniem Zappy, nieefektywnego, wzmacniającego postawy konformistyczne ("Hungry freaks daddy"). Pojawia się wątek związany z problemami rasowymi, jedna z fundamentalnych kwestii społecznych w USA lat 60-tych., inspirowany zamieszkami w Watts, dzielnicy murzyńskiej w Los Angeles ("Trouble every day"). Zappa nie byłby sobą, gdyby nie przedstawił także pastiszy muzyki młodzieżowej z czasów swojej młodości z tekstami wyrażającymi rozterki sercowe nastolatków. Jeżeli dodamy do tego surrealistyczne dialogi z "Return of the son of the monster magnet", kontestatorską otoczkę, unoszącą się nad całym wydawnictwem oraz inne nietypowe zabiegi formalne, związane z tekstami z tego albumu, otrzymamy w rezultacie dziwaczny melanż przesiąknięty postmodernistyczną manierą, nie spotykaną wcześniej w takiej formie na gruncie rocka.

"Freak out!" okazało się nie tylko jednym z najbardziej oryginalnych debiutów płytowych w dziejach rocka, objawiło także światu narodziny jednej z najwybitniejszych i najoryginalniejszych postaci w świecie rocka, jaką był niewątpliwie Frank Zappa. Już na tym albumie uwagę zwraca jego niezwykle świadoma i konsekwentna strategia artystyczna . Album mimo niezwykle zróżnicowanej materii muzycznej (od doo-wopu, rhythm and bluesa, aż do awangardowych eksploracji dźwiękowych), dzięki żelaznej konsekwencji, umiejętnemu zespoleniu w jedną całość sfery muzycznej, tekstowej i plastycznej, jawi się jako jeden z najbardziej reprezentatywnych dla okresu kontrkulturowego naporu. Czasu, w którym muzyka rockowa wypracowała własny język estetyczny. "Freak out!" był jednym z tych albumów, który ten język współtworzył, wzbogacając kanon wyrazowy muzyki rockowej.

Debiut Mothers of Invention był dopiero pierwszym krokiem Zappy na drodze kreowania własnego świata dźwięków. Na następnych albumach będzie on systematycznie poszerzany i wzbogacany o nowe środki wyrazu. Już koncerty z lat 1966-1967 staną się jednym z wzorcowych przykładów tzw. "teatru rockowego", którego Zappa będzie jednym z prekursorów. Notabene w tym kontekście warto wspomnieć o książce na temat grupy Genesis pod znamiennym tytułem "Twórcy teatru rockowego". Działalność koncertowa Zappy z powyższych lat pokazuje w sposób dość wyrazisty, iż te korzenie teatralizacji spektaklu rockowego sięgają głębiej.
W kontekście twórczości Zappy warto także na koniec spojrzeć w nieco innym świetle na genezę jazz-rocka, który jakże często wiązany jest z działalnością Milesa Davisa w latach 1969-1970 i jego płytami "In a silent way" i "Bitches brew", (aczkolwiek praślady jazz-rockowego idiomu w embrionalnej postaci można odnaleźć także na wcześniejszym "Filles the Killimanjaro"). Zapisy oficjalne i nieoficjalne tras koncertowych Mothers of Invention wykazują, iż grupa Zappy już w 1968 roku w wielu utworach wypracowała własną formułę fusion, wychodząc z pozycji rockowych, czego znamienitym przykładem jest choćby album "Uncle meat" (1969) z legendarnym "King Kongiem". To jednak temat na odrębny tekst, geneza jazz-rocka to bowiem zjawisko dość skomplikowane i niejednoznaczne.
Autor - Aleksander Filipowski
Muzyczne Dinozaury forum

Frank Zappa - Freak out!