Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Gary Burton, Chick Corea - Crystal Silence

Jedna z tych kaset, które kupiłem przypadkowo i trochę z ciekawości. Corea kojarzył mi się z Return To Forever, Burton kojarzył mi się ze znanym aktorem. Wieść niesie, że panowie mieli zamiar zagrać w ten sposób już na początku lat 60-tych - ale nie było to na fali. Co się odwlecze, to nie uciecze, obaj spotykają się na monachijskim festiwalu w 1972, "kupują flaszkę" i grają jam do późna w nocy. Akurat napatoczył się dyrektor ECM, nie wiem czy też miał jakieś szkło, ale zajarzył pozytywnie. Z mety wchodzą do studia i na gorąco zapisują ten materiał.

Muzyka jest niesamowita, tylko dwa instrumenty, a ileż tu się dzieje. Corea na fortepianie, ze swoimi modalno-hiszpańskimi ciągotami i nad tym Burton z cudownym brzmieniem wibrafonu. Grają różne tempa, chwilami czas się zatrzymuje, chwilami pędzą niespokojnie do przodu. Nie jestem zajadłym fanem jazzu, wiecie; temat-improwizacja-temat i te popisy. To wszystko jest tu obecne, lecz melodyka jest zniewalająca, nastrój i zwartość tych kompozycji, pozwala na przesłuchanie całości bez bólu, a potem.... potem jest coraz lepiej. Duet nagrał jeszcze dwie płyty i wyszły koncertówki. Warto słuchać.

Gary Burton, Chic Corea - Crystal Silence



Live