Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jimi at Berkeley

Całkowita zdrada, esflores nie będzie pisał o elektronice. Może tylko w kontekście innej muzyki. Życie biegnie naprzód i w tym momencie na długim zakręcie, jestem w innym miejscu. Być może za jakiś czas koło zatoczy swój bieg.
Jimi at Berkeley
Po oglądnięciu filmu, który nie jest tylko zapisem koncertu, zostałem ponownie zaskoczony przez tego niezwykłego muzyka. Gdy już było wiadomo, że Band of Gypsys to historia, postanowiono wskrzesić Experience. Jimi zaprosił swojego kolegę z wojska i bębniarza z którym czuł się najlepiej.
Billy Cox i Mitch Mitchell, Cox gra bardziej zdyscyplinowanie od Reddinga a Mitch Mitchell wszedł na wyżyny. Chociaż obaj muzycy stanowią tło, to wreszcie ich słychać. Hendrix nigdy nie grał pod perkusję, więc Mitchell nigdy nie był skrępowany, gra bardzo swobodnie. W tym składzie i w tym momencie Experience grają niezwykle intuicyjnie a Gitarzysta chcąc utrzymać spójność, porozumiewa się tylko wzrokiem, dając odpowiednie sygnały.
Film jest zmontowany w bardzo przejmujący sposób, krótkie rozmowy, scenki, muzyka ilustrująca bardzo brutalne zamieszki studenckie. Wszystko to buduje szczególne napięcie.
Ale nie to zwróciło moją uwagę, Hendrix gra tutaj zupełnie inaczej niż wcześniej, czy później, trzeba pamiętać, że to koniec maja 1970 roku, muzyk jakby przeczuwając, nie traci ani jednego dnia, tylko cztery miesiące do końca. Przede wszystkim rezygnuje z obniżenia stroju gitary i wszystkie kawałki, zresztą znane od dawna, z nielicznymi nowościami, brzmią nieco inaczej, bardziej dynamicznie i jasno. Ani przedtem ani potem nie usłyszycie takiego Hendrixa. Na szczęście wszystko zastało nagrane, zarówno próby jak i oba koncerty, wszystko z jednego dnia. Ciekawe, na próbach nie zagrano ani jednego kawałka w całości, tylko na wyrywki, jest to raczej soundcheck. Oba koncerty zarejestrowane poprzez soundboard, więc jakość znakomita. 
Co uderza po za typowymi grepsami scenicznymi, to swoboda z jaką traktuje cały materiał. Można zauważyć, że poszukuje, próbuje nowych rozwiązań. Hendrix gra zaskakująco, bardzo dużo improwizuje, będąc jednak cały czas in tune. Trzy spięte ze sobą pełne zestawy Marshalla dają podstawowe brzmienie, oczywiście Cry Baby Voxa, Dunlop JH-F1 Jimi Hendrix Fuzz Face Pedal, który podkreśla te wszystkie kilerowe solówki w wysokich rejestrach, oraz UniVox UniVibe, który daje te wszystkie pływające tony przypominające efekt organowy leslie, który również  stosował. Roger Mayer Octavia.  Być może jeszcze coś tam było, nie wiem. Wiele rzeczy było specjalnie modyfikowanych, nawet lampy do wzmacniaczy. Wszystkie efekty Jimi traktuje jak jeden instrument. W każdym razie muzyk w pełni świadomie kreuje, taką różnorodność brzmień, co w połączeniu z oszałamiającymi zagrywkami, daje efekt wręcz porażający.
Gitara, sprzęt i muzyk tworzą całkowitą jedność, nikomu się to nie udało już nigdy potem. Owszem słyszałem wielu muzyków imitujących, próbujących coś podrabiać. Geniuszu jednak nie da się podrobić, wszyscy grają poprawnie ale bez całkowitego oddania się. Jimi Hendrix odmawia sprzedania duszy diabłu i daje ją Wam. Ja biorę. Kupił to Billy Cox, którego krótkie ujęcia wskazują na całkowite zdumienie. Na oryginalnej płycie DVD dostępna jest opcja DTS. Są tu zmontowane fragmenty z obu koncertów, jednak ten pierwszy jest zdecydowanie lepszy.




Jimi Hendrix. Jimi Plays Berkeley 1970 przez amp59160