Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

CSNY - 1974 Wembley

W zasadzie nie mam w tej chwili weny na pisanie o muzyce ;(, ale mam ochotę na dzielenie się tym, co tam Panie na tapecie. Filmy, książki, płyty, słuchowiska, teatr TV, taki to będzie tylko własny subiektywny notatniczek - raczej z myślą o sobie. Także, jeśli ktoś ma ochotę, niech sobie to śledzi, ale nie będzie tu jakichś porządnych opracowań, sorry, chciałbym, ale warunki obiektywne hehehe, sprowadzają mnie do parteru. A nawet kiedyś myślałem o robieniu podcastów, może kiedyś jak się ściepli i będzie więcej przestrzeni i czasu.
Tytuł bloga jest w dalszym ciągu bardzo adekwatny i oddający moją dziwaczną skłonność do przeskakiwania nagle, czasem bez uchwytnego powodu do skrajnych obszarów artystycznych.
Spróbuje być bardziej regularny i systematyczny, nie będzie filmików bo znikają i blog wyglądą jak po ataku bombowym - te puste okna. Pokasuję to przy okazji.

Crosby, Stills, Nash and Young - 1974 Wembley


Niektórzy twierdzą, że to pierwsza prawdziwa supergrupa rockowa w ogóle. Ten koncert nie został nigdy wydany na video oficjalnie (niezadowalająca jakość), ale krąży sobie wśród fanów. 1974 to był pierwszy reunion po przerwie, towarzystwo pojechało na prawie dwumiesięczne tournee. Ponad trzy godziny rewelacyjnej muzyki, bardzo różnorodnej; od country rocka do ciężkiego rocka. Muzycy świetnie się bawią, widać olbrzymie emocje na scenie, to się udziela oglądającemu. Prawdziwe cuda zrobili technicy, wydano box w 2014-stym, brzmi rewelacyjnie, ten koncert jest jednak lepszy. Głównie z powodu braku montażu, czuje się niezwykłą magię wydarzenia, co wtedy przy braku telebimów, doskonałego oświetlenia, 80000 tysięcy widzów, wcale nie było łatwe. Muzyka stricte amerykańska, niezbyt popularna w Polsce do dziś, mnie też nigdy nie pociągała. Jestem teraz w fazie percepcji nieco psychodelicznej, różnice pomiędzy amerykanami a europejczykami są zasadnicze, choć i to się przeplata. Europa jest nieco bardziej formalna, ale Ameryka pomimo lekkiej przewagi liczebnej i "korzennej" - nie jest w stanie stworzyć czegoś  w rodzaju Syda Barretta czy July. Okres 1965 - 1975 jest chyba najbardziej ciekawy, jeśli chodzi o popkulturę, później jest już jednak inaczej, nie znaczy to, że gorzej, po prostu inaczej. Coś po prostu wisiało wtedy w powietrzu, co miało znamiona autentyczności. Patrząc na muzykę światową i np. polską, rośnie w człowieku gniew i ogromne poczucie niesprawiedliwości dziejowej. Oni mieli wszystko a u nas czasem zwykłej taśmy żałowano, bo jej po prostu nie było fizycznie. To jest strata nie do odrobienia.