Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Prince - Emancipation

Jestem już w takim wieku, że wiadomości o śmierci znanych ludzi (szczególnie tych, których lubię), bardzo mnie zasmucają. Bo też Ci ludzie to jacyś tacy są bliscy nam, tacy muzyczni przyjaciele. Oczywiście w tym przypadku mogą sobie pozwalać, niemal na wszystko. Ich ekstrawagancje mnie osobiście nie oburzają, raczej bawią. Oczywiście mam swoje poglądy, ale sztuka to zupełnie inna przestrzeń, czasami niemająca nic wspólnego z tzw. rzeczywistością. Nie lubię gwiazdorstwa, ale czasami przymykam oko. Prince, Michael Jackson itp. "glamowi" umownie artyści, poruszający się na granicy kiczu, taniochy, mogą zwyczajnie wkurzać. Ale trzeba być kompletnym kretynem, aby nie zauważyć, nie odróżniać muzyki dobrej od złej, nie słyszeć, nie widzieć, nie rozpoznawać tego szczególnego pierwiastka geniuszu. Bez znaczenia o jakiej sztuce mówimy, geniusz zawsze gryzie w dupę, uwiera psychicznie, domaga się powtórnego kontaktu ze swoim dziełem, przemawia, męczy. I w końcu dociera do każdego, normalnego człowieka. Nie wartościuję ludzi, ale wolę rozmawiać i przebywać z tymi, którzy nie zamykają się kompulsywnie we własnych światach. To przypomina party w szczelnych motocyklowych kombinezonach i kaskach z przyciemnionym szkłem. Thank You very much. Ten temat będzie się czasami przewijał w postach.

Prince - Emancipation


Dla mnie osobiście to były piękne czasy, zbierałem wtedy kasety, bo płyty były drogie a ja apetyt zawsze mam ogromny. Bardzo szybko się nudzę. Miałem prawo do wyboru prezentu urodzinowego, więc poprosiłem o trzy płytowy album Prince'a, którego znałem, podziwiałem ale tak raczej nieśmiało, jak panienka z opuszczonymi oczkami. Oczywiście przesłuchałem te trzy godziny z mety, piękna płyta, niezwykle pieczołowicie dopracowana, iskrząca się się różnorodnością materii muzycznej. Wszystko tu pulsuje różnymi klimatami, szczegóły oszałamiają, całość wprowadza we wspaniały relaksacyjny nastrój, dający ukojenie najbardziej zatwardziałym psycholom z głęboką depresją. Prince to muzyk ciepły, miły i sympatyczny z ogromnym poczuciem humoru. Nie męczy, nadaje się do słuchania zarówno jako tło do zajęć, czy kontemplacji a zanurzenie się głębiej sprawia prawdziwie namacalną przyjemność. Prawie trzydziestu muzyków a wśród nich nasza milusińska Kate Bush, spodziewałbyś się ;).
Mr. Prince szybko się reinkarnuj, najlepiej w kogoś w śpiączce (będzie szybciej), bo świat robi się jakiś taki smutnawy nieco. Na szczęście znam co najwyżej 10 procent twórczości, więc będzie czego słuchać.