Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Iggy Pop - Post Pop Depression

Nie będę pisał tego co wszyscy, zarówno polscy jak i światowi krytycy wystawili temu albumowi bardzo dobrą opinię. Muzyka jest bardzo refleksyjna, monotonna, Pop śpiewa nieco zmęczoną, niską barwą, poważnie, z lekką manierą Davida Bowiego. Ci muzycy mają zresztą bardzo wiele ze sobą wspólnego, gdyby powstała troszkę później, mogłaby by być spokojnie jemu zadedykowana. Tak się jednak nie stało, Iggy Pop nie oglądając się na showbiznes, zrealizował ten album prywatnie, opierając się o talent dzisiejszych gwiazd garage rocka. Ci wspaniale zrozumieli intencje lidera, szczególnie gitarzysta Josh Homme. Wprowadza on ten szczególny nieco kwaśny klimat, reszta uzupełnia całość wybornie. Post Pop Depression jest rozkołysanym, smutnym albumem. Muzycy postanowili zagrać kameralne koncerty, na które, uwaga, nie można kupić biletów. Pop nie chce już tłumów, do niczego mu to nie potrzebne, o nic nie musi zabiegać, ani niczego udowadniać. Pytany kiedyś o inspiracje, wskazał bez wahania na legendarną kapelę z lat 60-tych The Seeds, rzeczywiście słuchając niezwykłej płyty koncertowej tej kapeli, można się tylko uśmiechnąć. The Stooges, których uwielbiam, kontynuowali takie granie, nawet z lepszym powodzeniem. Zawsze, gdy zaczyna brakować energii, wracam do tej muzyki z przyjemnością. Iggy Pop z nowym albumem? - to zawsze będzie elektryzować starych fanów, czy młodszych - nie wiem. Ja nie dzielę muzyki na starą i nową, choć jak już wiadomo, pewnych rzeczy nie da się już słuchać. Dlaczego?, po prostu one już nie działają, temat zamknięty, wracanie ciągle do tego samego, nie jest zbyt pociągające. Wiem, że narażam się wielu koneserom, ale tłuczenie co niedziela kotletów schabowych jest najzwyczajniej nudne. Ale spokojnie, jeszcze pewnie sobie wrócę do czegoś bardzo znanego i starego, ale kto wie co to będzie. Tymczasem nowy, stary dobry garage rock z ambicjami.