Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Peter Baumann - Machines Of Desire

A to ci niespodzianka, nowa płyta Petera Baumann'a. W zasadzie nie mam w tej chwili kompetencji do pisania recenzji, bo jako meloman "odjechałem" już od dawna w zupełnie odległe rejony muzyczne. Kultowa postać jaką jest Peter, nie mogła jednak nie obudzić ciekawości. Zaintrygowany więc, rzuciłem się do odsłuchu i................niczym podróżnik w zostałem przeniesiony w tę szczególną czasoprzestrzeń muzyczną, powiedzmy sobie od razu; dla wielu z nas, najbardziej znaczącą i nie do zapomnienia. I tak należy podejść do tej muzyki, naszej muzyki. Ile to już lat minęło, gdy rozpatrywaliśmy z żalem i tęsknotą; dlaczego to się tak nagle urwało?, o co by było gdyby? Może było by tak, jak na tym krążku, a może inaczej. Nie wiem czy te dywagacje mają sens, zwłaszcza, że otrzymujemy nieco ponad 40 minut bardzo dobrej muzyki, będącej znakomitą kontynuacją tamtych czasów. Ta magiczna przestrzeń, klimat, szczególna plastyczność brzmienia budzi uśpione tęsknoty i wiesz co mam na myśli. Za tym idą bardzo dobre kompozycje, płyta jest bardzo spójna, lekko urozmaicone nastroje. Zrugałem Santanę za autoplagiaty, Baumann się broni, oczywiście to inna muzyka. Artysta przedstawił pokrótce zarys konceptu tego albumu, jakże aktualny dzisiaj; człowiek opętany (moje określenie), żądzą i lękiem przed utratą bezpieczeństwa. Za które jest w stanie oddać wszystko co istotne i oddaje. I tak w końcu wszystko w proch się obróci -  Dust To Dust, ostatni utwór na płycie. I nie pozostanie już nawet złoty papierek w dłoni. Jeśli masz więc odwagę spotkać się ze swoim JA w swoim JA ukrytym, załóż nocą słuchawki i wciśnij Play. Czekają Cię; eurytmiczny balet albo doświadczenie całkowitego rozpłynięcia się w ogromie wszechświata.