Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Anderson/Stolt - Invention of Knowledge

Nie wiadomo na ile to był pomysł samego Andersona, czy też ludzi z jego otoczenia (album z muzyką z lat siedemdziesiątych). Jon "wykolegowany" przez partnerów z rodzimego YES czuje się świetnie i jest w wybornej formie muzycznej. Pomimo, że wkład innych jest znaczący, YES to zdecydowanie Jon Anderson, bez niego ten projekt jest kulawy, ale nie o tym.
Jon Anderson pionier i legenda gatunku progressive rock, wydaje TToTO 2 w wersji light. Cztery długie kompozycje oczywiście tylko nawiązują do oceanów, Stolt bez skrupułów wchodzi w rolę Steve'a Howe'a a Anderson przypomina, że czas nic nie znaczy.
Ponad godzina muzyki z kompozycjami nieco bardziej radośniejszymi, bardzo konkretnie dopracowanymi (materiał powstawał niemal półtora roku), przemija jak z bicza strzelił.
Pozycja zdecydowanie dla fanów, pomimo wysokiego poziomu artystycznego, nie usłyszymy tu niczego zaskakującego czy nowego. Czuje się jednak pełne zaangażowanie, muzyka przebogata instrumentalnie (brzmienie, zagrywki), przepiękne melodie podane z elegancją, z lekkim "yesowskim", typowym zadęciem. Symphonic rock jak się patrzy. Pomimo, że niezbyt chętnie wracam do klasyki, album przesłuchuję z dużą przyjemnością. Ta muzyka jest jak bourbon z charakterystycznym matowym posmakiem, tym razem bez zapachu prerii i osmalonych beczek.
Można się przyczepić, że lider nie daje swobodnie pograć muzykom, jest obecny wokalnie niemal bez przerwy. Nie wiem jak inni, ale ja się czuję, jak w domu, to po prostu część mojej tożsamości muzycznej. Oczywiście, po raz kolejny mamy tu do czynienia z autoplagiatami, jednakże rodzaj muzy (niekomercyjny), trochę usprawiedliwia takie zamierzenie. Osobiście życzę sobie, aby Jon Anderson grał jak najdłużej.