Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Gong - Rejoice! I'm Dead!

Jedziemy dalej! Tak zdecydował Daevid Allen, na myśl o zbliżającej się śmierci. Ja co prawda, jeszcze nie umieram, choć świat ze swoim nowym obliczem jest obecnie wyjątkowo odpychający. Gdybyż to jeszcze było więcej komfortu, pewnikiem dzieliłbym się z Wami swoimi "odkryciami" częściej. Ledwo jednak sam ogarniam znikomą część Sztuki, która wydaje się być niezmierzona. Dotyczy to wszelkich jej wspaniałych przejawów. Samej muzy jest tyle, głowa boli i wypadałoby dobę wydłużyć wielokrotnie, ale jesteśmy zniewoleni przez ten, w sumie ubogi wymiar.
Daevid jest wolny, ale jego sztuka pozostała i rozwija się nadal bardzo dobrze, nawet i bez jego fizycznego udziału. Płytę nagrała ekipa z którą pracował w ostatnich latach życia i będąc już na łożu śmierci, zachęcał wszystkich do kontynuacji, jakże fascynującego projektu. Cieszmy się więc, jak tego chciał.
Gong powstał we Francji w czasie szczególnym, pod koniec lat 60-tych, jako odpowiedź na ówczesne wydarzenia społeczne. Projekt otwarty na ludzi i pomysły, lecz pomimo wyrazu kontrkulturowego, niechęci do głównego nurtu, posługiwano się tylko i wyłącznie intuicją i instynktem. W tym tkwi siła Gong, sprytnie omijając barierę, jaką stanowi intelektualizm muzyczny. Nie znaczy to, że rządzi tą muzyką anarchia. Wyraz artystyczny jest na najwyższym poziomie. Spróbujmy jednak określić charakter tej muzy - jest to w skrócie muzyka progresywna z dużymi naleciałościami space rocka. Allen gromadził wokół siebie niezliczone grono muzyków z otwartymi głowami, nie interesowały Go nawet umiejętności techniczne. A jednak pomimo to, byli to zawsze muzycy nieprzeciętni, długo wymieniać. Ostatecznie doliczając wszelkiego rodzaju poboczne projekty, nagrania nieoficjalne, będzie tego kilkaset albumów!!! I będziesz w błędzie, jeśli pomyślisz, że są tu jakieś muzyczne kity. Gong dla mnie stał się od jakiegoś czasu pewnego rodzaju odskocznią od Franka Zappy, który niestety przestał mnie cieszyć.
Dzisiejszy świat ze swoim namolnym pustym materializmem, powoduje, że ludzie coraz chętniej sięgają po sztukę psychodeliczną. Gong, a jakże, jest psychodeliczny niemal dosłownie, nie jest to jednak muzyka łatwa, nie ma tu żadnych kompromisów.
Ta ostatnia płyta, nagrana przez muzyków w sumie młodych. neoprogresywnych jest nieco bardziej zwarta, z podejściem bardziej rockowym. Ale to cały czas Gong lecący w kosmos, wspaniałe partie instrumentalne, bogactwo brzmień i nastrój nie z tego wymiaru. Istnieją plany, aby kontynuować ten zamiar, chociaż mnie wydaje się to być niemożliwe. Allen miał wyjątkową osobowość, spajał i miał pieczę nad tym tyglem, mieniącym się wszelkimi odmianami kolorów. Ale kto wie.
Tymczasem polecam wszystkim, nieco już znudzonym tym co się dzieje. Możecie spokojnie zacząć właśnie od tej płyty, czemu nie? Dalej wstecz ;) jest tylko lepiej i lepiej.