Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kansas - Two for the show

Powrót do lat siedemdziesiątych. Klasyk amerykańskiego rocka progresywnego. Jako nastolatek jeszcze, siedziałem w ciemnościach pewnego krakowskiego klubu studenckiego, gdzie co tydzień prezentowano płyty. Razem z ok.pięćdziesiątką zapaleńców słuchaliśmy albumu w doskonałych warunkach odsłuchowych. Wtedy niezbyt dobrze odebrałem tę muzę, grali za "gęsto", zbyt intensywnie, wyszedłem zmęczony. Płyta pojawiła się ponownie dla mnie w latach 90-tych, za sprawą bardzo pięknej przyjaciółki, która posiadała wszystkie albumy i była ich wielkim fanem. I tym razem nie doceniłem tej muzy. Dopiero niedawno zakupiłem specjalne wydanie 2CD z rozszerzonym materiałem, który nie mieścił się na LP. I teraz dotarło. Kansas można śmiało zaliczyć do protoplastów tzw. progmetalu, którego nie darzę zbytnią estymą. Mamy tu świetną dawkę progresu z najwyższej półki, dość liczny skład; dwie gitary prowadzące, dwoje klawiszowców i te rewelacyjne skrzypce elektryczne, rzadko wtedy spotykane w tych czasach. Album wytrzymuje próbę czasu, a to ze względu na fantastyczne umiejętności instrumentalne muzyków i żywioł. Świetne kompozycje, połamane ale i bardzo melodyjne. Warto wrócić do studyjnych albumów. Niestety grupa nie przetrwała, po prostu nie zdołała przeskoczyć poziomu, który osiągnął apogeum na Two for the show. Znacie to posłuchajcie, nie znacie też posłuchajcie.