Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kalutaliksuak - Death of the Alpinist


Free rock, avant prog. Jednym z najważniejszych elementów doboru nowej dla odbiorcy muzyki do przesłuchania jest otwartość, odrobina zaufania dla muzyków, trzeba odrzucić wszelkie uprzedzenia. W sztuce liczy się dzieło a nie artysta (jako człowiek). Po odrzuceniu poręcznego rasizmu, homofobii, chłoniemy muzę. Ja zazwyczaj te pierwsze kontakty nawiązuję tak od niechcenia, przy okazji. Słucha moje trzecie ucho. Ono zwykle ciągnie za sznurek mojej uwagi. 
Tak to jest, gdy słuchało się za dużo i zbyt często. Oczywiście wracam do ogranej muzy, bardzo rzadko jednak. Granie tych tysięcy płyt, już tak nie cieszy, nie ekscytuje. Ta muzyka już nie jest w stanie pomagać mi w stworzeniu tej nowej przestrzeni metapsychicznej, jaka wytwarza się między słuchaczem a dziełem. Gdybym prowadził audycję muzyczną, każda byłaby moją osobistą przygodą, słuchacz wsiada, wysiada, przesiada się w dowolnym momencie, brak konkretnych imperatywów jawnych, hehe.
Piszę o tym dlatego, ponieważ wiem, jak ciężko wyskoczyć z własnych torów, a potem wracać do nich. Bez tej umiejętności wariatkowopodobne sprawy wlezą w Twoje życie i stracisz ładnych parę lat na utarczkach ze sobą. Grają Rosjanie, mocno szkoleni, doświadczeni artyści, ukrywający się pod sztandarem eskimoskiego złośliwego ducha.

Osiągnąłeś już wszystkie ważniejsze cele, cieszysz się powszechnym mirem. A tu nagle jakaś łajza przychodzi z informacją, zakłócając Ci spokój; jest już nowy najwyższy szczyt, właśnie się wypiętrzył dla Ciebie, Kalutaliksuak  - do roboty!! Normalny by to olał, ale nie ten rosjano-eskimos lub inny laponiec za kołem polarnym. Ten lezie i dostaje nagrodę ostateczną - wizję tego, o czym marzą wszyscy śmiertelnicy, krainy zbawienia. Można zejść powoli tracąc sporo czasu i dotychczasowych doświadczeń, albo skoczyć bez zastanowienia, rozpływając się w Shambhala. Twój wybór. 
Ta narzucona programowość muzyki łagodzi nieco skomplikowaną formę wyrazu. A jest to doprawdy fascynująca mieszanka, przypominająca klimaty konkretne; siedzisz samotnie w bardzo mroźną noc, gdzieś na skraju gęstej tundry, oczywiście poza kołem polarnym. Nasłuchujesz wszelkich dźwięków, drzewa pękają od mrozu, spojrzenie na las - niepokój, powietrze tak zmrożone, że dosłownie go widać, spojrzenie na księżyc - ukojenie. I tak nieustannie do rana. Rano Cię wyzwoli dopiero wtedy, gdy wytrzymasz te umierania i zmartwychwstawania. Swobodna forma free, pozwala muzykom na budowanie fantastycznych napięć i melancholijnych krajobrazów. Bardzo treściwa w wydarzenia płytka, wyważona, przemyślana koncepcyjnie, swobodna opowieść. Już świta, zbieraj swoje klamoty i podejmuj marsz w stronę góry. Tam dowiesz się co Cię dalej czeka, Twoja pycha wyschnie równie niespodziewanie, jak znikający w oddali, pogrzebany horyzont.