Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Magma - 1001° Centigrades

Obok „Köhntarkösz” (1974) to moje ulubione wydawnictwo tego bandu. Wiem, zazwyczaj najwyżej ceniony jest „Mekanïk Destruktïw Kommandöh” (1973), jednak do mnie, z różnych względów, ten album nie do końca przemawia. Na „1001° Centigrades” Vanderowi i spółce udało się sporządzić świeżą i frapującą mieszankę rocka progresywnego i jazzu nowoczesnego. W porównaniu z debiutem muzyka jest bardziej dojrzała, nie uświadczymy tu dłużyzn, które miejscami na debiucie były jednak dojmujące. Zespół postawił na rozbudowaną formę – na płycie znalazły się tylko trzy kompozycje. Trudno wyróżnić którykolwiek z utworów, bo w gruncie rzeczy wszystkie są wyborne. Na „Mekanïk Destruktïw Kommandöh” jedną z rzeczy, która mi przeszkadzała to natłok partii wokalnych i redukcja niemal do zera instrumentalnych. Magma w takim quasi kantatowym wydaniu to jednak nie jest to, co kręci mnie najbardziej. Na „1001° Centigrades” poszczególne elementy zostały doskonale wyważone. Słuchacz może nacieszyć uszy nie tylko transowymi wokalami, ale także intrygującymi, przemyślnie skonstruowanymi popisami instrumentalnymi.
Czy Magma była zespołem awangardowym? W pierwszej połowie lat 70. na gruncie rocka z pewnością tak. Rockowy awangardyzm ma jednak swoją specyfikę. Szczególnie dobitnie widać to na przykładzie zespołu Vandera. W latach 70. w odniesieniu do „poważnej” awangardy muzyka Magmy była dość anachroniczna, zważywszy choćby na tak ważne parametry, jak język harmoniczny i rytmika. Vander odwołujący się do Orffa czy też neoklasycyzmu już w latach 30-tych zostałby uznany przez ówczesną awangardę za konserwatystę. A cóż dopiero później, po II wojnie światowej, gdy pojawił się punktualizm i inne „izmy”. Trzeba jednak pamiętać, że świat rocka to odrębny byt.
Autor-Mahavishnuu
Fan Page