Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Nick Mason - Nick Mason's Fictitious Sports

Kolejne urodziny obchodził drummer Pink Floyd i pomyślałem sobie, że warto odkopać jego pierwszy album solowy. Tak naprawdę nie jest to jego solowe dzieło. Nick postanowił firmować go własnym nazwiskiem, ponieważ chciał przybliżyć szerszemu gronu słuchaczy twórczość jazzowej pianistki Carli Bley. Miał to być z jego strony miły gest wobec artystki, której twórczość cenił. Tak mówił przynajmniej w wywiadach na początku lat 80-tych. Czy chodziło tylko o to? Zapewne nie. Istnieją różne spekulacje na ten temat. Cały materiał skomponowała Carla Bley, to ona jest także autorką tekstów. „Nick Mason's Fictitious Sports” ma niewiele wspólnego z twórczością Pink Floyd. To dość dziwaczna mieszanka rocka progresywnego i jazz-rocka, okraszonego fragmentami big bandowymi, funkowymi, minimalistycznymi. Nie odnajdziemy tu patosu tak typowego dla wielu grup progresywnych (może trochę w „I'm a Mineralist”), dominuje klimat bardziej wyluzowany, bliższy temu, co uskuteczniały zespoły ze sceny Canterbury. Obok Masona i Bley pojawiło się kilka znaczących postaci ze świata jazzu i rocka Warto wymienić przede wszystkim Roberta Wyatta, Chrisa Speddinga, Steve'a Swallowa, Michaela Mantlera i Gary'ego Windo. Całkiem niezła ekipa. To zdecydowanie najciekawsza rzecz, jaką nagrał Mason pod własnym nazwiskiem, choć nie było ich wiele. Znacznie ustępuje mu wydany w 1985 roku „Profiles”, firmowany wspólnie z Rickiem Fennem, znanym głównie z 10cc. „Nick Mason's Fictitious Sports” nie jest może jakimś szczególnie wybitnym osiągnięciem, jednak na pewno warto po niego sięgnąć, choćby dla znakomitego „I'm a Mineralist”. Moim zdaniem jest to znacznie ciekawszy materiał niż ostatnie głośne dzieło Gilmoura „Rattle That Lock”.
Autor - Mahavishnuu
Fan Page