Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Weather Report - Heavy Weather

Próba odbrązowienia klasyki?
Album legenda. Jedna z najsłynniejszych płyt w historii fusion. Ogromny sukces komercyjny. Do dzisiaj jest to jeden z najlepiej sprzedających się albumów w historii jazzu. Zdążył już pokryć się platyną. We wspomnianym zestawieniu największych bestsellerów ustępuje tylko „Kind of blue” i „Head hunters”. I jak tu się czepiać takiego giganta? Czy faktycznie jest to tak wybitny i znaczący album dla rozwoju jazzu. Niewątpliwie jego obrońcy mogą przytoczyć kilka argumentów, choćby te, o których napisałem powyżej.
Moja ocena tego najbardziej znanego osiągnięcia Pogodynek nie jest jednak szczególnie pozytywna. Powiem więcej, w rankingu najlepszych płyt tego zespołu z lat 70-tych „Heavy weather” uplasowałby się prawdopodobnie na przedostatnim miejscu. Tuż przed „Mr. Gone”, który w 1978 roku wywołał prawdziwą burzę, ostro polaryzując zwolenników zespołu. To już jednak zupełnie inna historia.
Dlaczego nie przepadam szczególnie za „Heavy weather”? Powodów jest kilka.
WR zaczynali jako ambitna formacja, która chciała poszerzać granice estetyczne jazzu o nowe wartości. Współtworzyć nowy styl, poszukiwać nowych brzmień, przewartościować i wzbogacić ideę kolektywnego grania, eksperymentować z nowymi elektrycznymi instrumentami. Zaiste, wyglądało to bardzo obiecująco. Odzwierciedleniem tych tendencji były przede wszystkim pierwsze dwa albumy. Muzyka na nich zawarta była twórczą próbą kontynuacji eksperymentów Milesa Davisa z okresu „In a silent way” i „Bitches brew”. Płyty wypełniła bezkompromisowa muzyka, cechująca się ostrą dysonansowością, nowoczesnym językiem muzycznym, objawiająca nowe możliwości rozwojowe jazzu. Trzeci album „Sweetnighter” (1973) można uznać za przełomowy. Zawinul, Shorter et consortes zaczynają włączać do swojej twórczości coraz więcej tradycyjnych elementów. Odchodzą od free jazzowych zawirowań, stopniowo upraszczają warstwę rytmiczną kompozycji, coraz częściej pojawiają się charakterystyczne motywy ostinatowe.
W kompozycjach coraz bardziej eksponowana jest melodia, dzięki czemu muzyka staje się coraz bardziej komunikatywna.
Na kolejnych albumach zachowana zostaje generalna linia rozwojowa. Weather Report grawituje z wolna w stronę coraz bardziej konwencjonalnego fusion. Czerpie z modnych wówczas trendów (vide funk). Stara się coraz bardziej wkraść w łaski masowego słuchacza. Grupa odchodzi od odważnych poszukiwań brzmieniowych na rzecz coraz bardziej wygładzonego i konwencjonalnego soundu. „Heavy weather” jest niejako zwieńczeniem tej linii rozwojowej. To, że ten album odniósł tak spektakularny sukces nie jest kwestią przypadku. Z jednej strony ogromna renoma i estyma, jaką cieszyli się artyści, z drugiej, materiał, który świetnie wstrzelił się w swoje czasy. Względnie prosty dla masowego słuchacza, który częstokroć nie przepadał za jazzem. Niewątpliwie swoją rolę odegrał także poprzedni krążek „Black market” (1976), który także cieszył się ogromnym powodzeniem. Już on miał szansę na sukces komercyjny na miarę swojego następcy. Zabrakło mu tylko „lokomotywy” , którą na „Heavy weather” stał się „Birdland”. Swoją drogą, jego sukcesy na listach przebojów dają tu dużo do myślenia. „Heavy weather” ma już niewiele wspólnego z ambitnym fusion.
Na płycie swój nieprzeciętny talent objawił ponownie Jaco Pastorius. Jego gra na gitarze basowej niewątpliwie była bardzo oryginalna i, co istotne, inspirująca dla całego tabunu muzyków, grających na tym instrumencie. Biorąc jednak pod uwagę grę liderów Pogodynek, trudno nie zauważyć regresu. Brzmienie keyboardów Zawinula stawało się stopniowo coraz bardziej syntetyczne. Zaznaczała się tendencja do odejścia od wysublimowanych eksploracji kolorystycznych, sound nabierał coraz bardziej „fabrycznego” zabarwienia. W niełaskę popadał stopniowo Fender Rhodes, na którym Zawinul na początku lat 70-tych stworzył własny charakterystyczny styl gry, umiejętnie wykorzystując echoplex i modulator pierścieniowy. Brzmienie saksofonu Shortera stało się bardzo „ugrzecznione”, czasami ocierało się o stylistykę smooth jazzu. Generalnie cały materiał zawarty na „Heavy weather” grawitował w stronę pop-jazzu.
Przypadek „Heavy weather” nie był odosobniony. Takie były wówczas tendencje w całym jazzie oraz ogólnie, na całym rynku muzycznym. Jazz-rock czy też szerzej fusion już w pierwszej połowie lat 70-tych zaczął szybko wykazywać tendencje do komercjalizacji, świetnie egzemplifikują to kariery wielu artystów tego nurtu (vide Herbie Hancock, Jan Hammer, George Duke, Stanley Clarke ...). Oszałamiający sukces „Heavy weather” miał oczywiście swoje konsekwencje. Pokazał bowiem wyraziście, że odejście od idiomu jazzowego oraz wyrzeczenie się większych ambicji artystycznych może przynieść wymierne korzyści. Kontynuatorów takiego podejścia do sprawy nie zabrakło ...
Autor - Mahavishnuu
Fan Page