Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Gong - You

Daevid Allen już w 1973 roku z wolna zaczął dystansować się od zespołu. Pierwszym poważnym przejawem takiej postawy był niespodziewany kilkumiesięczny wyjazd do Hiszpanii wraz ze swoją partnerką i muzą Gilli Smyth. W tym czasie opuszczeni towarzysze z zespołu koncertowali sami pod szyldem ParaGong, prezentując ciekawą mieszankę instrumentalnego jazz-rocka i psychodelii (warto sięgnąć po archiwalny koncert „Live 1973”). Między Allenem a pozostałymi instrumentalistami stopniowo pogłębiały się różnice natury artystycznej, czego wyrazem była już druga część trylogii „Angel's egg”. Na „You” były już ewidentne. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że był to ostatni album grupy w tej konfiguracji personalnej. Wielka szkoda, bo rozłam wpłynie negatywnie zarówno na Allena, jak i jego byłych kolegów z zespołu.
Ostatnie ogniwo trylogii „Radio Gnome Invisible” to wzorcowy przykład kosmicznej psychodelii, okraszony sporą dawką ekscentrycznego humoru. Słuchając tej płyty bez trudu można rozpoznać kompozycje Allena oraz pozostałych artystów. Daevid firmuje te krótkie drobiażdżki, w których kontynuuje swoje jakże charakterystyczne poszukiwania, będące świadectwem nieokiełznanej wyobraźni. Utwory firmowane przez Hillage'a, Blake'a, Malherbe'a i Moerlena, w których dominują zdecydowanie partie instrumentalne, ciążą wyraźnie w stronę psychodelicznego jazz-rocka w kosmicznej konwencji. Niezwykle istotny jest w nich kunszt instrumentalny, uwagę zwraca znacznie większa dbałość o kształt formalny kompozycji, co jest nieomal zaprzeczeniem dość zanarchizowanego podejścia do tej kwestii Daevida Allena.
Z Gong problem był tej natury, że sam Daevid Allen nie był w stanie ciągnąć tego wózka, gdyż dysponował dość mizernymi umiejętnościami, jako instrumentalista. W najlepszym swoim okresie otoczył się zatem znakomitymi instrumentalistami, tworząc świetnie funkcjonujący organizm. Oni sami bez niego także nie mogli działać na tym poziomie, gdyż brakowało im tego pionierskiego pierwiastka. Allen był wizjonerem, miał ponadto charyzmę. Oni sami mogli tworzyć świetną muzykę, tyle że pozbawioną innowatorskiego charakteru. „You” to dla mnie wręcz wzorcowy przykład tej artystycznej symbiozy. Gdy odszedł Daevid ich muzyka stała się zbyt „normalna”. Od razu nasuwa się analogia z włoską Areą, która po odejściu Demetrio Stratosa rychło przeobraziła się w band grający dość konwencjonalną odmianę jazz-rocka.
Autor - Mahavisnuu