Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

David Bowie - Earthling

W 1995 roku Bowie nagrał jedną ze swoich najlepszych płyt „1. Outside”. Artysta planował jej kontynuację, ale niestety nie powrócił już do tego projektu. Kameleon rocka postanowił zapuścić się w nieco inne rejony muzyczne i poflirtować z różnymi najnowszymi trendami w muzyce rozrywkowej (drum and bass, techno, jungle). Żaden z wymienionych nurtów muzycznych nigdy specjalnie mnie nie interesował, jednak to, co wysmażył David na „Earthling” jest naprawdę intrygujące. W 1997 roku wałkowałem ten album bardzo często. Dzisiaj, po blisko 20 latach od czasu wydania nadal wciąga. W sumie jest to ciekawy dokument swojej epoki. W obszernej dyskografii artysty „Earthling” znajduje się w cieniu wielu znacznie bardziej znanych i poważanych albumów, jednak muszę przyznać, że powracam, do niego częściej niż do niejednego klasyka z lat 70. Bowie świetnie łączy na nim przebojowość z eksperymentatorskim zacięciem. Muzyka jest świeża, brzmi nowocześnie, pomimo odniesień do różnych, często dość odległych od siebie nurtów i konwencji, nie razi eklektyzmem. Dobrym przykładem niech będzie tu „Dead Man Walking” - ostre partie gitary Gabrielsa, mające w sobie coś z rocka industrialnego, fortepianowe kaskady dźwięków Mike'a Garsona o wyraźnie jazzowej proweniencji, nowoczesne rytmy i brzmienia, typowe dla lat 90. Świetny transowy kawałek, którego mocną stroną jest zaraźliwa melodyka, intrygujące brzmienie oraz różne smaczki aranżacyjne. Cichym bohaterem jest Mike Garson, który w finale raczy nas brawurową partią fortepianową, swoją drogą, szkoda, że tak krótką.
Autor - Mahavishnuu
Fun Page