Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Roger Waters - Is This Life We Really Want?

Waters się wypalił, ten numer podobny do animals, tamten podobny do ściany, te same grepsy, nie daje rady śpiewać, mono-deklamuje, podpiera się elektroniką, brak gitarzysty, w ogóle solówek nie ma, nie rozwija się, brak pomysłów, autoplagiat. Porównania do Gilmour'a, po co komu taka płyta?, nic nie wnosi, ale nie, nie, odnosi się do rzeczywistości, trochę przeklina, ale to swoiste protest songi. Za chwilę usłyszymy, że politykuje, lewicuje. Pis-owcy nie lubią, Peo-wcy bardziej. Tyle czekaliśmy a tu takie rozczarowanie, shit.
Dziatwa recenzencka daje popis, w swoim stylu. Nie twierdzę, że nie ma w tym trochę prawdy, ale Roger Waters to ikona, której z piedestału rockowego już nic nie może strącić. Nagrywa płytę, ewidentnie tylko dla fanów, a te muzyczne odniesienia do przeszłości świadczą, że to już ostatni album muzyka. Zresztą bardzo melodyjny, wyważony, spokojny, wcale nie taki monotonny. Dużo fajnie brzmiących klawiszy, świetna produkcja, chce się tego słuchać. Wszyscy zarzucają mu brak zainteresowania muzyką (sic!), na rzecz wybujałej felietonistyki ogólno-społecznej. Nie jestem jeszcze w jego wieku, lecz doskonale rozumiem tę potrzebę, ostatecznie to ktoś publiczny, znany, choć politycy zawsze mieli w dupie kontestacje artystyczne. Jeśli rozkręcały się one zbyt mocno, po prostu się je wykupuje, każdy ma swą cenę. Rozumiem poczucie wyobcowania Watersa, świat się zmienia dynamicznie, czas przyśpiesza dość niepokojąco. I tak mu zazdroszczę, że mu się chce, jeździ po świecie, gromadzi tysiące ludzi, przekazuje swoje obserwacje, konstatuje, specjalnie nie nawołuje. I tak pewnie umrze, gdzieś w trasie. Waters nie jest prorokiem, jest człowiekiem zabawiającym tłumy, próbującym ocalić resztki zdrowego rozsądku. Wygląda na to, że on wie co w trawie piszczy, zresztą nie trzeba być szczególnie bystrym aby samemu do tego nie dojść. I tyle, ja łykam RW bez zastanowienia i popitki, to muzyk, który dla mnie wiele znaczy, jest częścią mojej osobowości, choć nie do końca muszę się zgadzać z jego zdaniem na określone tematy. Bardzo ciekawy pomysł na okładkę, tak, czytanie między wierszami to szczególna umiejętność. Layout stylizowany na jakieś śmiecie z kosza. Dobry album mojego ulubionego Floyda. Coś dopiszę pewnie, trudno oceniać taką muzykę w tak krótkim czasie. Słuchajcie, szanujcie artystów, bo odejdą. Nowi rodzą się zawsze w bólach.