Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Roy Harper - Stormcock

I kolejna zmiana, przenosimy się w nieco inne rejony muzyczne. Znam Roy'a Harpera od dawna, generalnie jest to muzyk folk, lecz ma wyjątkowe podejście do tkanki muzycznej. Po pierwsze specyficzne teksty, niesamowita biegłość i oryginalność gry na gitarze akustycznej, skłonność do psychodelicznych odjazdów. Widziałem jego późny koncert w duecie z innym gitarzystą, godzinna uczta dla uszu, artysta z najwyższej półki, w dodatku przesympatyczny - Es.

Przeciętnemu słuchaczowi muzyki rockowej Roy Harper kojarzy się z hołdem, który złożyli mu panowie z Led Zeppelin na swoim trzecim albumie oraz z kompozycją Pink Floyd „Have a cigar” z „Wish you were here”, w której gościnnie zaśpiewał. I to raczej wszystko. W naszym kraju artysta nie miał specjalnego szczęścia do dziennikarzy muzycznych. W prasie muzycznej pojawiał się niezwykle rzadko, zazwyczaj w kontekście dwóch wspomnianych przykładów. W radiu nie było inaczej. Jego nagrania były prezentowane od wielkiego dzwonu (Piotr Kaczkowski, Jerzy Janiszewski).
W obrębie folk rocka Harper jest absolutnie jedną z najwybitniejszych postaci. Jego debiut - kameralny i dość ascetyczny „The sophisticated beggar” (1966) oraz wydany rok później „Come out fighting Ghengis Smith” były wstępem do tego, czym artysta uraczył nas w następnych latach, kiedy to udało mu się stworzyć własną, oryginalną formę muzykowania w obrębie estetyki folk rocka. Moim zdaniem jego złoty okres twórczości obejmuje lata 1969-1973, choć niektórzy cenią sobie bardzo „HQ (1975). Na swoim pierwszym klasycznym albumie „Folkjokeopus” (1969) Harper w ciekawy sposób eksperymentuje z większą formą muzyczną (,,McGoohan's blues''). Można na nim znaleźć utwór poświęcony Alberowi Aylerowi (,,One for all”), ponadto uwagę przykuwa melodyjny „She's the one''. Po udanym „Flat Baroque and Berserk” (1970) przyszła kolej na magnum opus „Stormcock” - jeden z najlepszych albumów progresywnego folk rocka. Osobiście bardzo cenię sobie jego kolejne wydawnictwo „Lifemask” (1973). Jego okrasą jest 23-minutowa suita „The Lord's Prayer”, która wedle muzyka miała być jego artystycznym testamentem (w tym czasie Harper był ciężko chory i liczył się poważnie z tym, że może to być jego ostatnia płyta).
Autor- Mahavishnuu
Fun Page